Wyschnięta fontanna

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Lowery O'Deorain on Sob Paź 27, 2018 9:53 pm

Podniósł głowę z oparcia i spojrzał na Klakiera z udawanym obrażonym wyrazem twarzy.
-No wiesz? Aż taki brzydki nie jestem. - burknął, zaraz potem jednak się zaśmiał. -Za to ty z tymi brudnymi policzkami przypominasz Jokera. Masz jeszcze trochę tutaj. I tutaj. Tu też. - wyliczał, wskazując w ostateczności całą twarz.
Nie żeby mu to przeszkadzało, przyzwyczaił się już do tego widoku. Musiał, w końcu gdyby miał do tego pretensje, stałby się potencjalnym posiłkiem numer jeden. A tak to przynajmniej Harriet wychodziła, robiła to co miała robić i wracała. Mógł spać spokojnie wiedząc, że następnego ranka się obudzi.
Powędrował wzrokiem za towarzyszką, po czym sięgnął po książkę, którą wcześniej miał na twarzy a która teraz znalazła się na stole.
Książka nie miała tytułu, ale z tego, co zdążył przeczytać zanim zasnął, była kryminałem. Dość ciekawym, o psychopacie mordującym starszych ludzi i przerabiającym ich w ciasta. Ktokolwiek to pisał, musiał mieć nieźle najebane albo dzielił się swoimi planami na przyszłość. Wszystko spoko, tylko, że często napotykał wyrazy w nieznanym mu języku. W dodatku nie kojarzyło mu się to z żadnym innym językiem, było to coś kompletnie obcego. Pierwszy raz w życiu brakowało mu przypisów na dole strony. Do tego części stron brakowało, kilka było nadjedzonych przez nieznanego rodzaju szkodniki, tak samo było zresztą z innymi książkami w mieszkaniu. Musiały leżeć tu bardzo długo, albo poprzedni właściciel w ogóle o nie nie dbał. Szkoda, bo był to dobry zabijacz czasu.
-Kowalski spod trójki? Tamten stary grzyb? Dobrze mu tak. - rzucił. -Jak można nie lubić ABBY? - dodał.
Brakowało mu tych piosenek, teraz mógł jedynie nucić je pod nosem. Jak długo, zanim całkiem o nich zapomni?
Zapomnieć? O Dancing Queen? O Mamma mia? Nigdy. Nie wybaczyłby sobie tego.
Wstał i odłożył książkę na półkę szafki, na której drzemał Erwin. Lowery uśmiechnął się do niego, choć wiedział, że ten mógł rzucić się na niego gdyby tylko poczuł się zagrożony. Z tego też powodu Lowery starał się być cicho i nie wykonywać gwałtownych ruchów. Odwrócił się dokładnie wtedy, gdy do pokoju wbiegła znowu Harriet.
-Ale że w taką pogodę? Ja tam bym jeszcze pospał. - mruknął, patrząc w stronę okna. Paskudnie było, obecnie padał deszcz, ale na pewno będzie jeszcze gorzej. Nie miał parasola, a wiadomo, że wtedy pogoda jest najgorsza.
Schylił się, kiedy sokół zerwał się na gwizd Klakiera. Mieszkanie było zdecydowanie za małe na posiadanie takiego ptaka, ale nie mieli wyboru. Przecież nie zostawiliby go na zewnątrz, a wypuszczenie go nie wchodziło w grę, on i Harriet byli do siebie zbyt przywiązani. Nie mogli się go pozbyć, nigdy w życiu.
-Zresztą najbliższy las jest zbyt daleko, jeszcze się zgubimy i zjedzą nas tamte staruszki z targu. - dodał.
avatar
Lowery O'Deorain

Karta postaci
Liczba postów : 19
Join date : 15/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Sob Paź 27, 2018 11:38 pm

I oczywiście, musiało zacząć lać, do cholery.
Beatrycze był gdzieś w uliczkach prowadzących do fontanny, gdy z nieba lunęła fala wody, mocząc wszystko w zasięgu wzroku.
Zajebiście, pomyślała sobie ciemnowłosa, po czym trochę niezdarnie zabrała się za wyciąganie płaszcza z torby. Owinęła się nim ciasno, chociaż nie pomogło to wiele, bo ubranie nie miało kaptura - dziewczyna w akcie desperacji zarzuciła sobie materiał na głowę.
Potem ruszyła dalej, ciągle przybita, teraz w jeszcze gorszym nastroju, bo do jej rozterek mentalnych doszedł jeszcze czynnik zewnętrzny w postaci zimna. Zatrzymała się dopiero przy samej fontannie, i rozejrzała się po kamienicach, szukając jakiegoś zadaszenia.
No i faktycznie, niedaleko był jakiś malutki, drewniany daszek, który mimo tego, że wyglądał, jakby zaraz miał się rozlecieć, ciągle stał dzielnie na stanowisku. Beatrycze podeszła tam, i chociaż nie uznawała zatrzymywania się za najlepszy pomysł, to jednak nie chciała iść w takiej pogodzie przez resztę trasy - jeszcze tylko choroby brakowało jej do szczęścia.
Stanęła przy ścianie kamienicy, do której przymontowany był daszek, opierając się o nią plecami. Chciała, żeby to wszystko się już skończyło…
Najchętniej chyba położyłaby się teraz do łóżka. (Co z tego, że nie mogłaby spać - leżenie to też chyba forma wypoczynku, prawda?) Deszcz i ponura pogoda spowodowały, że dziewczynę odrobinę znużyło, na dodatek odrobinę bolała ją głowa -trudno było jej powiedzieć, czy to z powodu dawki stresu, którą tak niedawno doświadczyła, czy może był to po prostu efekt zmieniającego się ciśnienia.
Westchnęła cicho, patrząc na fontannę stojącą na środku placyku, czując, jak gdzieś do jej myśli wkrada się jakaś nieokreślona melancholia i smutek.


avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Klakier on Nie Paź 28, 2018 9:47 am

Harriet zaśmiała się dźwięcznie, zaraz dużo dokładniej przecierając twarz
-Joker był fajny! - pociągnęła wesoło, doprowadzając blade lico do czysta.
-dużo fajniejszy od batmana- stwierdziła wesoło, przechylając delikatnie głowę w bok
- To ty nie wiesz, że Kowalski słucha tylko disco polo? - głupi uśmiech wpłynął na jej usta - gdy słyszę jego radio, mam ochotę wywołać trzecią wojnę światową… - stwierdziła, muskając wargami sokoli łeb.
-Ah narzekasz… - miauknęła nagle, podchodząc do drzwi. Fakt, pogoda była paskudna, ale siedzenie w domu było takie nużące! - musisz być twardy, a nie miętki, Low… -zachichotała, przenosząc wzrok na sokoła - sé, Erwin? An bhfuil muid ag dul lasmuigh?*
Sokół widocznie też nie palił się do wyjścia. Zwierze nieznacznie się napuszyło, chowając łeb pod skrzydłem
- No wiecie co? to jakaś zmowa przeciwko mnie? - policzki Klakiera na moment się naburmuszyły, zaraz jednak z dziewczynki uszło powietrze, gdy dostrzegła jakąś postać, snującą się za oknem.
Dawno nie widziała tu żywej duszy, ale czy pojawienie się jakiejkolwiek wróżyło coś dobrego?
fólk ... fólk aftur ... hvað gætu þeir viljað? - przebiegło jej przez myśl. Poruszyła gwałtownie dłonią, a sokół gładko wrócił na swoje miejsce na szafce.
-myślisz, że to zwiastuje kłopoty? - rzuciła w kierunku Lowerego, opierajac się o parapet. Postać zniknęła tuż pod ich kamienicą, tym samym znikając im z pola widzenia.
-helvíti - prychnęła cicho, zsuwając z ramienia łuk. Nie wiedziała jakie intencję miał nieznajoma, a to zazwyczaj nie wróżyło dobrze.
-Við skulum athuga það, Lowery! - zawołała raźnie, ruszając skocznym krokiem w kierunku wyjścia z domu. W końcu jeśli nieznajoma mogła im zaszkodzić, zawsze można ją zastrzelić, prawda?
Otworzyła drzwi od ich mieszkania, wychodząc na klatkę schodową, jednocześnie pilnując by Lowery jej nie wyminął. W końcu… co jeśli to wampir? głodny wampir? albo jakaś maszkara? O’Deorain nie był wieczny, a wiadome było, że był od samej Harriet smaczniejszym kąskiem.
-hvað ertu? - zagaiła, zatrzymując się na schodach, gdy szmaragdowe oczy dojrzały nieznajomą w przejściu. Właściwie to Rita nawet nie zauważyła, że zapewniła im barierę językową, przez co znajoma nie mogła jej zrozumieć - no chyba, że znała nordycki.


+ sé, Erwin? An bhfuil muid ag dul lasmuigh?(J.Irlandzki) - Prawda, Erwin? Idziemy na zewnątrz?

+fólk ... fólk aftur ... hvað gætu þeir viljað?(J.Nordycki) - ludzie... znowu ludzie... czego może chcieć?
+helvíti (J.Nordycki) - Cholera
+Við skulum athuga það, Lowery!(J.Nordycki) - Sprawdźmy to, Lowery!
+hvað ertu? (J.Nordycki) - czym jesteś?
avatar
Klakier

Liczba postów : 18
Join date : 16/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Pon Paź 29, 2018 9:57 pm

Była tu już jakąś chwilę, dreptając w miejscu, marznąc i przeklinając w myślach cholerny deszcz, który powodował, że czuła się jeszcze bardziej okropnie. Właśnie spoglądała w niebo, wypatrując jakichkolwiek oznak świadczących o rozpogadzaniu się, kiedy usłyszała za sobą kroki.
Odwróciła się, i dostrzegła przed sobą jakąś bladą, rudowłosą dziewczynę, która najwyraźniej czegoś od niej chciała… Tylko, że odezwała się w jakimś języku, który niestety nie był ciemnowłosej znany.
-...Co…?-Mruknęła pod nosem, zastanawiając się, czy właśnie znów znalazła kolejne kłopoty. -Nie mówię po… Uhhh… - Westchnęła zrezygnowana, chyba miała już serdecznie dość użerania się z nieznajomymi jak na jeden dzień. Wyglądała na zmęczoną, i tak też się czuła, więc prawdę mówiąc pojawienie się jakiejś nowej osoby w zasięgu wzroku jej nie rozweseliło…
Przez chwilę po prostu stała w niezręcznej ciszy, zastanawiając się, co właściwie powiedzieć, i czy mówić coś w ogóle. Może po prostu powinna sobie iść? Jak miała przekazać obcej, że nie szuka kłopotów? Czy ten dzieciak (bo na taką wyglądała dziewczyna) mógł jej w ogóle zagrozić?
Właściwie to miała ochotę po prostu machnąć ręką, obrócić się i pieprzyć to wszystko, ale świadomość, że gdyby tak zrobiła to zapewne zza rogu wyskoczyłby zaraz jakiś piękniś z bronią i okrzykiem “ręce do góry bandyto” nie dawała jej spokoju.
Więc po prostu stała, czekając na reakcję.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Lowery O'Deorain on Wto Paź 30, 2018 11:16 pm

Jęknął na słowa Harriet, patrząc żałośnie przez okno.
-Miękki może nie jestem, ale nie lubię moknąć. - westchnął głęboko, jakby miał przed sobą do przebiegnięcia maraton. -No dobra, jestem miękki, wygrałaś.
Zaśmiał się na reakcję Erwina. No i to się nazywa mądre ptaszysko, tylko idioci wychodziliby w taką pogodę z ciepłego domu. Właśnie tak, Klakier, jesteś idiotą. Dobrze, że nie potrafisz czytać w myślach.
Już miał skierować się na kanapę żeby w dalszy sposób pokazywać, jak to on bardzo nie chce wychodzić na zewnątrz i że największa siła nie wyciągnie go z mieszkania choćby miały zależeć od tego losy świata. Już prawie postawił pierwszy krok w tamtym kierunku, ale Harriet nagle zamilkła. Aż tak bardzo ją to uraziło? Może jednak pójdzie z nią po te owo-
A czekaj, ktoś tam był. Na zewnątrz, za oknem.
To na pewno federalni, mógł się domyślić, że przetrzymywanie w mieszkaniu wampirów jest nielegalne.
-Chyba nie wiedzą, że tu jesteśmy, więc pewnie na razie nie. - mruknął, podchodząc do okna i stając koło Klakiera. -Hej, nie wiem co powiedziałaś, ale brzmiało jak przekleństwo. W tym mieszkaniu tak nie wolno, wstydziłabyś się. - rzucił zaczepnie, ale w tym samym momencie dziewczynka uzbroiła się w łuk. Wiedział, że nie jest zagrożony, ale instynktownie zamilkł.
Słysząc kolejne słowa w nieznanym języku odwrócił się i stał tak przez chwilę jak debil patrząc, jak Harriet zmierza do wyjścia.
-Może lepiej tam nie idźmy, nie wiemy kto t-... No i poszła. Świetnie. - dokończył pod nosem kiedy ruda małpa Harriet zniknęła za progiem.
Nie mając wyboru podreptał za nią. Z racji tego, że poza śmiesznym nożykiem kieszonkowym nie miał żadnej broni, postanowił trzymać się za dziewczynką, co musiało wyglądać komicznie. Niestety był przegrywem i żył na utrzymaniu dziesięciolatki, więc robienie z siebie kretyna na porządku dziennym było mu pisane.
Stanął tuż za Klakierem, rzucając obcemu (a raczej obcej) zaciekawione spojrzenie.
Słysząc pytanie, jakie padło z ust Harriet, Lowery przewrócił oczami.
-Nie słuchaj jej, ona nie potrafi po naszemu. - zagaił ironicznie, patrząc na Harriet rozbawionym wzrokiem. Zaraz potem przyglądnął się nieznajomej. Nie wyglądała na groźną, raczej na... zmęczoną. -Ja jestem Lowery a ten tutaj groźny łowca wabi się Klakier. - posłał rudej złośliwe, choć w zabawny sposób, spojrzenie. Uwielbiał się z nią droczyć, nawet w obecności nieznajomych. Pewnie mu się za to odpłaci, a wiedział z doświadczenia, że ta mała kupka rudych włosów i wrednego charakterku potrafi porządnie dogryźć.
-Zgubiłaś się może? - spytał nieznajomej, wracając do niej wzrokiem. -Czy to może takie hobby? W sensie... stanie w deszczu i rozmyślanie. Ludzi kręcą różne rzeczy. Ja tam nie oceniam.
avatar
Lowery O'Deorain

Karta postaci
Liczba postów : 19
Join date : 15/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Klakier on Czw Lis 01, 2018 6:14 pm

Harriet nieufnie zmrużyła ślepia, przypatrując się kobiecie, dopiero uwaga Lowerego zadziałała niczym metaforyczny pstryczek w nos.
-Ph! - prychnęła, powoli wieszając łuk na ramieniu, zerknęła w kierunku towarzysza, a na jej usta wkradł się głupi uśmiech
-No Mamoru Hikoru kręciła ciemna strona mocy, nawet miał miecz... może nie świetlny, ale jestem prawie pewna, że pracował dla Vadera - z jej ust wydobył się głupawy chichot. Szmaragdowe tęczówki ponownie osiadły na nieznajomej, nie ufała tej zmokłej kurze, ale skoro Low chciał z nią rozmawiać, a ta chwilowo nie robiła nic podejrzanego... no nie było powodu się puszyć. Jak zacznie wadzić, zawsze można ją zjeść, prawda?
Klakier delikatnie przechylił głowę w bok, pozwalając długim lokom przesypać się na jedno z ramion
-W tym świetle to wygląda trochę jak starsza siostra dziewczynki z ringu... - umilkła na moment, a na jej usta ponownie zawitał zawadiacki uśmiech - może ją kręcą studnie i dlatego biega po deszczu?
avatar
Klakier

Liczba postów : 18
Join date : 16/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Czw Lis 01, 2018 10:17 pm

Kilka chwil później zza pleców rudowłosej wyłonił się jakiś mężczyzna. Beatrycze zmierzyła go wzrokiem, na pierwszy rzut oka nie wydawał się być psycholem, chociaż kto ich tam wie. Słowa faceta właściwie potwierdzały teorię, że należy do normalniejszej części społeczeństwa, ale Beat postanowiła dalej zachować ostrożność. Słysząc pytanie mężczyzny chciała mu odpowiedzieć, ale chwilę później w jej stronę poleciało kilka komentarzy, których prawdę mówiąc się nie spodziewała.
-...Zajebiście - zaczęła, uświadamiając sobie, że skoro tamci wiedzą, co to ring, miecze świetlne i darth vader, to muszą pochodzić z tego samego przedziału czasowego, co Beat.- Cieszę się, że przypadła mi tak zaszczytna funkcja bycia pełzacza z telewizora. - Stwierdziła, jednocześnie patrząc to na rudą, to na faceta. - Nie, nie zgubiłam się, po prostu… Usiłuję wrócić do domu. A zaczęło lać. Nie mam parasola. - Czy musiała bawić się tu w jakieś tajne kody? Chyba nie zabiją jej za to, że po prostu chce iś-...
...Chociaż nie, w sumie tamten facet celował w nią dlatego, że akurat stała w zasięgu wzroku. Wszystko było możliwe, może nie powinna nic mówić.
Powiodła wzrokiem po ziemi, zastanawiając się już któryś raz tego dnia, co właściwie tu robi, po czym znów przeniosła spojrzenie na dwójkę.
-...Beat. -Mruknęła w ramach przedstawienia się. - Mówcie mi Beat. - Zimno doskwierało jej coraz bardziej, bo od kilku chwil stała nieruchomo, a wilgoć ubrań i otoczenia skutecznie ją wychładzała. Miała taką cichą nadzieję, że uda jej się szybko dotrzeć do Emrysowej chaty i tam będzie mogła się rozgrzać, ale wraz z narastaniem deszczu te wyobrażenia szybko podupadły, pozostawiając niezadowoloną dziewczynę samą sobie.
Jeszcze tylko przeziębienia brakowało jej do szczęścia, skwitowała gorzko Beatrycze sytuację w myślach. Właściwie, to nawet by się nie zdziwiła. Zastanawiało ją tylko, czy umarłaby tu, rozchorowując się, czy może nie - czy na tym zadupiu byli w ogóle jacyś lekarze?
Wzdrygnęła się lekko, zmieniając tok myśli i ponownie skupiając uwagę na dziwnej parce.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Lowery O'Deorain on Pią Lis 02, 2018 1:16 pm

Zaśmiał się na wspomnienie o Mamoru. Co jak co, ale tamtego typa pamiętał doskonale. Był na tyle specyficzny, że gdyby nie miał takich problemów z porozumiewaniem się z innymi, pewnie mógłby do nich dołączyć.
-Pewnie to inni pracowali dla niego, może ma swoją mafię a my sobie z niego teraz żartujemy? Ja bym z nim nie zadzierał, wyglądał groźnie. No i to imię, aż dostałem gęsiej skórki. - zakpił, uśmiechając się szeroko.
Poczochrał Klakiera po włosach, po czym zwrócił się z powrotem do nieznajomej. Z jej słów wynikało, że również pochodziła z współczesności. Świetnie się składało, przynajmniej nie musieli tłumaczyć wszystkiego, o czym mówili. Chociaż czy taki ktoś z średniowiecza na przykład zrozumiałby w ogóle coś z ich tłumaczeń? No bo jak wyjaśnić takiemu co to na przykład samochód? Albo telewizor?
-A daleko masz stąd do domu? Bo jeśli tak, to możesz przeczekać deszcz u nas. Rudzielec nie będzie mieć nic przeciwko, prawda? - rzucił, kierując pytanie do Harriet. Oczywiście, że nie będzie miała. A jeśli będzie, to jest burak. Dokładnie tak, burak.
-No chyba, że wolisz tu zostać i marznąć. Do niczego nie zmuszamy. Ale ja bym skorzystał, bo zimno tu jak diabli.
W sumie fajnie byłoby w końcu poznać kogoś nowego. Uwielbiał towarzystwo Harriet, ale brakowało mu nowych doświadczeń. Właściwie oprócz Klakiera (i po części Mamoru) nie poznał dobrze nikogo, chociaż przebywał w mieście od kilku dobrych miesięcy. Nie mógł przepuścić okazji, by w końcu porozmawiać z kimś nieznajomym, zwłaszcza, że Beat pochodziła z tych samych czasów co on, więc mieliby o czym rozmawiać. Tak mu się wydawało, bo dziewczyna nie wyglądała na zbyt rozmowną. Kto wie, może uda im się ją jakoś ożywić. O ile Klakier będzie chciał współpracować, rzecz jasna.
avatar
Lowery O'Deorain

Karta postaci
Liczba postów : 19
Join date : 15/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Klakier on Pią Lis 02, 2018 9:51 pm

Porównywanie Mamoru do szefa mafii wywołał u rudowłosej śmiech, dziewczynka w ostatniej chwili skryła usta za dłonią.
-Ta... drugi ojciec chrzestny - rzuciła z widocznym rozbawieniem, zaraz przenosząc wzrok na Beat. Klakier delikatnie dygnął, nieznacznie chyląc głowę
-Do usług.. - rzuciła wesoło do nieznajomej, gdy temat studniowej dziewczyny wysunął się na pierwszy plan.
Dziewczynka zerknęła na Lowerego, unosząc jedną brew.
-Nie będę ? - wskazała na siebie palcem - No ok, jak mi się odwidzi to strzelę na Ciebie focha- dodała z głupim uśmiechem, widocznie pilnując, aby to nie otwierać zbyt szeroko ust.
- Widzisz, Low, nie każdy jest miętki jak ty, niektórzy to twardziele - prychnęła z rozbawieniem, obracając się na pięcie, aby to udać się do mieszkania - biaały fraaaajeeer! - zaćwierkotała radośnie, otwierając drzwi od mieszkania. Ot sobie wymyślił, bałwan, mokrych bezdomnych do domu sprowadzać.
Nie żeby się nie cieszyła z widoku nowej twarzy, miło było spotkać kogoś innego, ale ograniczone zaufanie szybko wyczulało instynkty, w dodatku ta mogła mieć wszy, pchły czy inne robale. Ale jest dobrze, Low jest bliżej, jak zacznie się drapać, będzie to sygnał by uciekać.  
Ciepłe powietrze owiało jej twarz, a dziewczynka szybko weszła do środka. Wzięła czajnik, nalewając do niego wody. Może i była chamem, ale czasem trzeba nagiąć zasady i być kulturalnym, nie?
Postawiła czajnik na żeliwnej kozie. Powoli podreptała do parapetu, rozsiadając się na nim.
avatar
Klakier

Liczba postów : 18
Join date : 16/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Sob Lis 03, 2018 9:42 pm

Wysłuchiwała wzajemnych docinek tamtych, jednocześnie przypatrując się im. Na propozycję Lowery’ego zawahała się - ile znała tę parkę, z trzy minuty? Jak nie krócej. Wydawali się być w porządku, ale Ted Bundy też robił takie wrażenie, a wiadomo, jak kończyły osoby, które postanowiły się do niego zbliżyć. Właściwie, to zapewne zważając na obecne okoliczności i poprzednie wydarzenia, nie powinna wchodzić do mieszkanka, w końcu jak już wcześniej stwierdziła, ich “normalność” mogła być tylko złudzeniem - jednakże aura panująca na dworze, wszechobecne zimno i wilgoć oraz fakt, że Beat czuła się tak, jakby z powodu zbyt długiego pozostawania sam na sam ze swymi myślami miała oszaleć, przeważyły na korzyść tej mniej logicznej opcji.
Spojrzała na małego rudzielca, dziewczyna po kilku tekstach rzuconych w stronę Lowery’ego pobiegła na górę, pozostawiając ich samych. Beatrycze potarła odruchowo dłońmi o ramiona, to chyba z założenia miało służyć rozgrzaniu się.
-No… Niby nie jest to hiperdaleko… Ale ten deszcz… Hm. - Popatrzyła na mężczyznę. - Jeżeli naprawdę mogę wejść to… Czemu nie. Wszędzie lepiej niż na deszczu. - Skrzywiła się lekko, z jednej strony lubiła takie ponure, deszczowe dni, ale właściwie tylko wtedy, gdy dysponowała jakąś ochroną przed wilgocią. Gdy zaczynała moknąć, przestawało być fajnie.
Zerknęła w czeluści kamienicy, zastanawiając się, w którym mieszkaniu może mieszkać dziwna para. -Prowadź. - Powiedziała, jednocześnie poprawiając torbę na ramieniu. Będzie musiała zdjąć ten pieprzony płaszcz wewnątrz, bo teraz był z wierzchu cały mokry, i wypadałoby go wysuszyć.
Ułożyła szybko plan w głowie, na wypadek, gdyby jej nowi towarzysze okazali się być jednak psycholami - miała zamiar usadowić się gdzieś niedaleko wyjścia, i pilnować drogi ucieczki.
Spojrzała wyczekująco na faceta.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Lowery O'Deorain on Sob Lis 03, 2018 10:59 pm

Uniósł rękę, przepuszczając pod nią Harriet i odwrócił się słysząc złośliwą uwagę.
-Tak, wiem, jestem "miętki", nie jesteś oryginalna. - rzucił z udawanym obrażeniem. -Ruda małpa. - mruknął pod nosem na tyle głośno, by Klakier zdołał to usłyszeć.
Tego typu przepychanki słowne były u nich na porządku dziennym, łatwo można było uznać, że są rodzeństwem. Właściwie podobnie traktowali siebie nawzajem. Co z tego, że tak naprawdę dzieliły ich gatunki i zapewne jeszcze więcej. Doprawdy urocze z nich było "rodzeństwo" - starszy brat pierdoła i młodsza siostrzyczka, która zagryzłaby bez wahania. Razem z pewnością powstrzymaliby Thanosa.
-Powiem tak: deszcz jest najlepszy, kiedy siedzisz pod kocem na kanapie i pijesz gorącą czekoladę. Wtedy może padać do woli. - odparł, zwracając się już całkiem do Beat. -Chociaż czasami to pukanie o szybę robi się denerwujące. Ale raczej nie tak denerwujące jak mokry płaszcz. - dodał, wyraźnie odnosząc się do przemoczonych ubrań rozmówczyni.
Cofnął się z powrotem do środka i ruszył w kierunku mieszkania, upewniając się, że Beat za nim podąża.
-Tak z legalnego punktu widzenia to nikt tu nie mieszka. Ale nikt nas do tej pory nie wyrzucił więc chyba nikogo nie interesuje ta okolica. - ciągnął, zbliżając się do wejścia do mieszkania. -Tak właściwie to chyba mieszkamy tu jako jedyni, bo zazwyczaj nikt nawet tędy nie przechodzi. W twojej okolicy jest tak samo? - rzucił, otwierając drzwi i przepuszczając Beat w wejściu.
Krótki, wąski korytarz znajdujący się wewnątrz mieszkania rozdzielał się na dwa pomieszczenia - salon połączony z kuchnią i łazienkę. Lowery zamknął za sobą drzwi i wszedł do salonu.
-Rozgość się, tylko nie strasz ptaka. - Erwin widocznie zainteresował się przybyszem, być może mógłby nawet zaatakować Beat. -Erwin, siad. - rzucił do sokoła, choć wiedział, że nie miał u niego posłuchu.
Lowery spojrzał na Harriet siedzącą na parapecie. Z kuchni już dochodził odgłos czajnika, więc uznał, że pytanie "Kawy, herbaty?" mógł sobie odpuścić, bo tym już zajęła się ruda.
-Skąd tak w ogóle wracałaś w taką pogodę? - skierował pytanie do Beatrice, zaraz jednak dodał: -Nie musisz odpowiadać jeśli nie chcesz, w końcu nas nie znasz i te sprawy. To tylko z ciekawości.
Wbił wyczekujące spojrzenie w dziewczynę, licząc na to, że może jednak odpowie.
avatar
Lowery O'Deorain

Karta postaci
Liczba postów : 19
Join date : 15/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Nie Lis 04, 2018 8:46 pm

Beatrycze kiwnęła lekko głową na słowa mężczyzny dotyczące deszczu.-Ta, zgadzam się.- W zupełności podzielała jego zdanie. Gdy Lowery ruszył w głąb budynku, podreptała za nim, przy okazji zdejmując przemoczony płaszcz gdzieś w drodze.
-Cóż, myślę, że to ziemia niczyja, tak jak większość tego zadupia. - Stwierdziła, otrzepując ubranie z wody przed wejściem do mieszkania. -No chyba, że to teren jakiegoś gangu, ale wtedy pewnie by już was wywalili.- Zmarszczyła brwi, przypominając sobie podziemia i grupę Syviana. Złożyła płaszcz i przerzuciła go sobie przez ramię, po czym spojrzała na faceta. -... Powiem ci, że nawet nie umiem ci odpowiedzieć.- Mruknęła.-Znajomy załatwił sobie jakąś chatę i stwierdził, że w sumie mogę z nim mieszkać… Ale byłam tam zbyt krótko, żeby ogarnąć sąsiedztwo.- Pokręciła głową, po czym przekroczyła próg mieszkania.
Weszła do salonu, rozglądając się. Powinna zająć jakieś miejsce w miarę blisko wyjścia, tak na wszelki wypadek…
Ciemnowłosa na słowa o ptaku spojrzała na zwierza ze zdziwieniem, ale i zainteresowaniem. Postanowiła jednak nie zaczepiać Erwina, ostre pazury nie zachęcały do zawiązywania znajomości. -No nieźle, macie stwora na posyłki.- Chwilowo postanowiła oprzeć się o ścianę przy wejściu do pokoju. Zlustrowała jeszcze raz pomieszczenie wzrokiem. Dźwięki czajnika brzmiały swojsko, i chociaż dziewczyna nadal zachowywała czujność, to nie czuła się w chwili obecnej jakoś szczególnie zagrożona. No, może poza obecnością tego ptaka, wydawał się być dziwnie zainteresowany, a Beat nie chciałaby skończyć z wydziobanymi oczami.
Spojrzała na Lowery’ego, gdy ten zadał jej pytanie.
-... Sama chciałabym do końca wiedzieć. - Powiedziała stosunkowo ccicho po czym westchnęła. -Spod domu jakiegoś typka, jak mu tam… Rudy? Łysy?- Zdjęła płaszcz z ramienia, teraz przewieszając go sobie przez ręce. -Generalnie nie znam gościa, przypadkowo tam byłam… Długa historia. - Machnęła ręką, drugą trzymając przemoczone ubranie. Nie była pewna, czy powinna wtajemniczać faceta w szczegóły jej “przygody”, w końcu razem z tą rudą mógł należeć do tej dziwnej grupki, a wtedy mogłaby mieć delikatnie mówiąc przekichane, gdyby wyraziła się o nich nie tak…
A zbyt miłego zdania to ona o zgromadzeniu nie miała.
Spotkała ich dwukrotnie i dwa razy rozstawali się i spotykali w niezbyt miłych okolicznościach, właściwie to nie chciała mieć z nimi nic wspólnego. Szkoda tylko, że najwyraźniej Emrys się z nimi zadawał…
...Właściwie to dalej zastanawiała się, gdzie polazł. No co za debil no. Wychodzi z domu i nawet nie łaska powiedzieć, gdzie. A ona potem nerwy traci.
Powinna go opieprzyć, jak już go znajdzie. W ogóle, nadal coś w jego sprawie nie dawało jej spokoju, ale nadal nie mogła przypomnieć sobie, o co właściwie chodziło, i jakoś chwilowo nie miała ochoty się nad tym zbytnio rozwodzić.
Skierowała spojrzenie na płaszcz, zastanawiała się, jak długo będzie się suszyć.
Właściwie to jej samej też przydałoby się suszenie, bo mimo tego, że usiłowała osłonić się płaszczem, przemokły jej trochę włosy.
Cholera, że też na Vitrum nie ma suszarek.

avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Klakier on Wto Lis 06, 2018 9:47 am

-Sama w sobie jestem wystarczająco oryginalna, więc moje teksty takie być nie muszą... - zachichotała, wypinając w jego kierunku język. Powoli wstała z parapetu, przechodząc do kuchni. Wyciągnęła trzy kubki, nasypała herbatki, zaraz zalewając całość wrzącą wodą. Nieśpiesznie przeniosła kubki do salonu, stawiając je na blacie, tym samym jednym uchem słuchając ich rozmowy.
-Erwin nie jest stworem na posyłki - burknęła chłodno, przenosząc na dziewczynę dość nieprzychylne spojrzenie. Istniało coś takiego jak krąg, w którym to różnego rodzaju słowa czy wyzwiska były jak najbardziej dopuszczalne. Dopóki ktoś nie znalazł się w ów kręgu, nie miał prawa używać niektórych określeń czy słów, bo były one odbieranie negatywnie. Tak jak Lowery mógł obrażać Klakiera, co było postrzegane jako przyjacielska zaczepka, tak z ust Beatrice brzmiałoby to po prostu nie na miejscu, dopóki nie przekroczy magicznej, niewidzialnej bariery. Erwinowi sam Klakier nie raz zawdzięczał życie, gdyby nie on, dziewczynka nie przeżyłaby tygodnia po opuszczeniu Irlandii, także i była wrażliwa na tego typu określenia z ust obcych.
Ponownie zbliżyła się do parapetu, monitorując obraz za oknem.
-Nie kojarzę... - mruknęła zgodnie z prawdą, przenosząc na Beatrice szmaragdowe spojrzenie. Powoli przeszła na środek salonu, podsuwając drewniany taboret do rozpalonej w salonie kozy.
-Daj to, dziecko... - westchnęła, szybkim ruchem odbierając Beatrice płaszcz, który rozłożyła na ów taborecie.
-Jak chcesz go osuszyć, skoro go gnieciesz w dłoniach - mruknęła, podrzucając do kozy kilka kawałków drewna.
-Usiądź i napij się herbaty, zamiast zachowywać się jak wypłosz, nikt ci tu krzywdy nie zrobi... - pochwyciła swój kubek, ponownie lokując się na parapecie - no chyba, że Lowery przywoła swojego tyranozaura - rzuciła z ironicznym uśmiechem, zerkając na przyjaciela - Rrraaawww! - roześmiała się dźwięcznie.
avatar
Klakier

Liczba postów : 18
Join date : 16/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Lowery O'Deorain on Sro Lis 07, 2018 6:21 pm

Stał w wejściu do salonu, oczekując, że Beat usiądzie na kanapie czy coś w tym stylu. Głupio przecież było tak stać przy drzwiach. Dziewczyna wolała chyba jednak podpierać ściany, dlatego Lowery postanowił wkroczyć do akcji.
-Może usiądziesz? Nie bój się, nie mamy szczurów. Znaczy się jest jeden, stoi przy oknie, ale nie ma co się nim przejmować. - rzucił, zerkając na Harriet. -Tak jak mówiłem, rozgość się. Nie ma sensu tak stać.
Kiwnął głową w stronę kanapy, sam też podszedł do stolika, wziął z niego herbatę i usiadł na wspomnianej kanapie, licząc na to, że Beat zrobi to samo.
Był właśnie w trakcie picia herbaty, kiedy odezwała się Harriet. Dość niemiłym tonem, komentarz na temat Erwina chyba ją wkurzył. Lowery postanowił jednak nie ingerować, bo jak na razie na tym się skończyło. Mógł się domyślić, że Klakier nie zaufa Beat tak szybko, jak on. W końcu przeszła o wiele więcej niż Lowery przez całe swoje życie, a była od niego dwa razy młodsza. To i tak cud, że zdołali się tak ze sobą zżyć, w dodatku Harriet była pierwszą osobą, jaką spotkał w Vitrum (poza Mamoru, ale on przepadł jak kamień w wodę, pewnie utonął w swoich głębokich myślach). We własnym towarzystwie czuli się komfortowo i dogadywali się na tyle dobrze, że przepychanki słowne zastępowały normalne rozmowy, przez co oboje brzmieli jak wiecznie dokuczające sobie dzieci. Obecność kogoś, kto nie pasował do tego schematu mogła wzbudzić u Harriet wątpliwości i Lowery wcale się nie dziwił, też nie potrafił się przestawić na tryb "normalnej ludzkiej rozmowy".
Spojrzał znów na Beatrice, kiedy ta się odezwała. Podobnie jak Harriet, Lowery nie kojarzył imienia/nazwiska/ksywy właściciela tamtego domu, dlatego nie miał czego od siebie dodać. Wobec tego słuchał dalej, przynajmniej dopóki wypowiedź Beat nie skończyła się na "długa historia". Nie mógł ukryć, że poczuł lekkie rozczarowanie, chętnie dowiedziałby się czegoś więcej, ale podejrzewał, że dziewczyna nie będzie chciała o tym mówić.
-Czekaj... Czyli był rudy, czy łysy? - mówił jakby do siebie, próbując wyobrazić sobie tamtego gościa. -A może był łysy i rudy jednocześnie? Ruda broda i brwi? Klakier, to prawie tak jak ty. - rzucił do Harriet, uśmiechając się głupawo.
Przyglądnął się poczynaniom rudowłosej, wciąż trzymając na ustach głupi uśmiech. Miał nadzieję, że Beat nie poczuje się urażona, chociaż głos Harriet nie był zbyt przyjacielski. Zazwyczaj uznałby jej słowa za zaczepki, ale w tym wypadku chyba irytowała ją obecność Beatrice. Jego przypuszczenia potwierdziły kolejne słowa dziewczynki, gdzie już nie szczędziła niezbyt miłych słów.
Dopiero kiedy zwróciła się do niego jej głos znów stał się dźwięczny i wesoły, a w pomieszczeniu rozbrzmiał jej śmiech.
-Znając go pewnie śpi, chyba ma to po mnie. - odparł, śmiejąc się.
Spojrzał znów na Beat z zainteresowaniem. Dalej ciekawiło go, skąd jest i jak się tu znalazła, chociaż obawiał się, że wiele się od niej nie dowie. No ale mógł spróbować, prawda?
-Czyli też jesteś z... teraz? To znaczy współczesności. Tej obecnej. - zamilkł na chwilkę, próbując znaleźć dobre określenie. -Wiesz, komputery, samochody, taka współczesność. Bo obecnie jesteśmy w... Powiedziałbym, że coś koło renesansu, ale w tym mieście wcale tego nie widać.
Znów zamilkł. Często miał problemy z dokładnym precyzowaniem myśli, zwykle gubił się w swoich rozmyślaniach i krótko mówiąc pierdzielił bez sensu. Nie żeby miał kłopot z wysławianiem się albo jąkaniem, po prostu mówił za dużo naraz i sam tracił orientację w tym, co właściwie chciał powiedzieć.
Przemieszał kubek z herbatą i znów pociągnął łyk, czekając na reakcję ze strony kogokolwiek.
avatar
Lowery O'Deorain

Karta postaci
Liczba postów : 19
Join date : 15/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Sro Lis 07, 2018 10:18 pm

Na słowa rudej Beat tylko wzruszyła ramionami.
-No, jak wolisz.- Nie znała relacji dziewczyny ze zwierzakiem, to też nie była świadoma, że taki komentarz mógł ją w jakiś sposób urazić. Dopiero spojrzenie Klakiera jej to zasugerowało, i ciemnowłosa momentalnie poczuła się nie do końca chcianym gościem. Może to było tylko wrażenie, ale jednak - dzieciak zdawał się nie lubić jej obecności.
Chciała coś odpowiedzieć, skomentować to, że ruda nie znała grupki, ale mniej więcej wtedy dziewczynka podeszła i zabrała jej płaszcz, przy okazji nazywając ją dzieckiem.
-Ej, no chwila.- Zaprotestowała. Co do cholery, czy naprawdę upadła już tak nisko, żeby dyrygowały nią osoby o połowę młodsze od niej?
… Właściwie… Jak się nad tym zastanowić… To chyba tak.
Przez chwilę chciała rzucić tekstem w stylu “i kto tu w ogóle jest niby dzieckiem” i to chyba było widoczne w jej spojrzeniu, ale doszła do wniosku, że nie ma sensu niepotrzebnie się burzyć. Fakt, że zaganiali ją w głąb budynku, utrudniał ewentualną ucieczkę, i to jej prawdę mówiąc nie pocieszało, jednakże nie mogła nic z tym obecnie zrobić, nie wychodząc na dziwadło.
-...Dopiero co weszłam.- Powiedziała odnośnie swego wcześniejszego “buntu”, jakby usprawiedliwiając się.
Zapowiadało się dziwnie, młoda zdążyła już dwukrotnie po niej pojechać, i chociaż były to właściwie żarty, to Beat nie czuła się z tym do końca komfortowo. W końcu praktycznie nie znała tej dwójki, i ten fakt połączony z wcześniejszymi wydarzeniami spowodował, że jej nastrój jeszcze bardziej obniżył się, teraz będąc na poziomie, który można by określić jako “do dupy jest to życie”.
Cóż, co mogła zrobić, posłusznie ruszyła w głąb salonu i usiadła na drugim końcu kanapy, jednocześnie dyskretnie usadowiła się w taki sposób, żeby jak najmniej stykać się z Lowerym - nie lubiła zbytnio fizycznego kontaktu z obcymi, jakoś jej to nie kręciło i zawsze odnosiła wrażenie, że wpycha się na czyjeś miejsce.
Chwyciła za filiżankę, ignorując docinki Klakiera, i spojrzała na nią, skupiając się na słowach mężczyzny.
-Wiesz, ja… Uhm. Właściwie to… Nie wiem, chyba widziałam tego faceta, ale… Nie wiem, który to był?- Zmarszczyła brwi, jakby usiłując sobie coś intensywnie przypomnieć.-Znaczy, tam był jakiś rudzielec, ale nie był łysy, ale byli też jacyś inni ludzie i... Jezu. Nie mam pojęcia.- Przeniosła wzrok na chłopaka. W podziemiach panowało wystarczająco duże zamieszanie, aby się pogubić, do tego Beat zaliczyła tam atak paniki na widok broni, i jej wspomnienia głównie ograniczały się właśnie do tego, a nie do ksywek ludzi z pistoletami, na dodatek takich wiecznie w nią celujących…
Kolejne słowa Lowery’ego przerwały falę wspomnień.
-Ah… No, tak. Też jestem z dwudziestego pierwszego wieku…- Jej spojrzenie znów wylądowało na herbacie, której jeszcze nawet nie zaczęła pić. -No,trochę nas cofnęło w czasie… - Przemieszała ciecz. -...Trochę to straszne, jak tak o tym pomyśleć.- Stwierdziła odrobinę nerwowym głosem, jednocześnie biorąc łyk herbaty. Całość sytuacji w której się znalazła właściwie ją przerażała, ale co mogła zrobić? Strzelić sobie w łeb? No musiała jakoś żyć.
-... Przynajmniej nie jestem jedyna nie z tego czasu… Jeden plus.- Skwitowała, znów mieszając zawartość filiżanki, tym razem robiąc to mechanicznie - musiała coś zrobić z rękami w czasie mówienia.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Klakier on Czw Lis 08, 2018 10:22 am

Rudowłosa zignorowała słowa Beatrice, przynajmniej te początkowe, stawiając je na poziomie powietrza. Niby wiesz, że jest, ale go nie widzisz. Dziewczynka starała się uporządkować wszystko co zaburzało jej spokój. Tak się złożyło, że tym wszystkim była Beatrice. Jednak teraz, gdy ta siedziała na kanapie, umysł dziewczynki powoli przestawał traktować ją jak intruza, a bardziej przedmiot typu poduszka. To nie tak, że traktowała ją przedmiotowo, to było bardziej metaforyczne. Poduszka była naturalną częścią salonu, wiedziała że jest i nie czuła potrzeby ingerować w jej istnienie na kanapie, bo zwyczajnie nie było takiej potrzeby.
Ciemnowłosa zamieszała się w zeznaniach. W policji to ona by się nie sprawdziła. Jej chaotyczna wypowiedź przypomniała jej te wszystkie kryminały w których to ofiara, która cudem uniknęła śmierci, próbuje opisać sprawcę. Te opisy zazwyczaj również nie wnosiły nic do sprawy.
Zerknęła na Lowerego
-Rzeczywiście, brodę to ja mam zniewalającą - prychnęła ironicznie, nie mogąc jednak powstrzymać się od uśmiechu.
I tak wszyscy wiemy, że zawinił lokaj.
Przechyliła delikatnie kubek, racząc się wciąż gorącym płynem. Dopiero, gdy temat zszedł na czasy, Harriet drgnęła, marszcząc brwi.
Dwudziesty pierwszy.... - niepewnie powtarzały za nimi myśli. Poczuła tępy ból w okolicach skroni, który począł rozłazić się po jej głowie.
-Przecież jest... - szepnęła, mrużąc ślepia jakoby czemuś się zaciekle próbowała przyjrzeć.
Dźwięk starego zegara, nakazał zwrócić ku niemu wzrok. Szmaragdowe ślepia zaraz przesunęły się na kartkę od kalendarza, który głosił 7 lipca
Harriet zacisnęła powieki, potrząsnęła głową. Wariuję? - powoli przesunęła wzrok na towarzyszy, którzy spokojnie kontynuowali rozmowę. Znów była w ich zapyziałym mieszkanku w kamienicy.
Odstawiła kubek, zsuwając się z parapetu. Powoli przeszła do żelaznej kozy, aczkolwiek przy samym piecyku się zatrzymała. Nie, nie tam... - obróciła się na pięcie, ponownie wracając na parapet.
-Sądziłam, że jestem tu jedynym rudzielcem... - zagaiła z głupim uśmiechem, chcąc zatuszować swoje idiotyczne zachowanie - Smutek... wychodzi na to, że zagrożonym gatunkiem to ja nie jestem... - zaśmiała się cicho.
avatar
Klakier

Liczba postów : 18
Join date : 16/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Lowery O'Deorain on Sob Lis 10, 2018 9:51 pm

Spojrzał na Harriet i uśmiechnął się głupawo.
-Niejeden stary mędrzec by ci pozazdrościł. Ja ci zazdroszczę. - rzucił w odpowiedzi na ironiczny komentarz Klakiera.
Czy zawsze rozmawiali ze sobą poprzez głupie żarty? Niektórzy mówią, że żartowanie i śmiech to dobra forma radzenia sobie z traumatycznymi sytuacjami. Ciężko mówić o traumatycznych przeżyciach jeśli chodzi o Lowery'ego, w przypadku Harriet coś pewnie się znajdzie, ale jak na razie ich życie w Vitrum było w miarę spokojne. Owszem, musieli jakoś przetrwać bez pomocy urządzeń elektrycznych, funkcjonujących supermarketów i gabinetów lekarskich, ale mogli trafić znacznie gorzej. Dodatkowo mieli siebie nawzajem, ich życie wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej gdyby wylądowali po przeciwnych stronach miasta i nigdy się nie spotkali. Klakier może jeszcze by przetrwał, ale Lowery? Nie był przystosowany mentalnie do dorosłego życia we współczesnej Ameryce, a co dopiero w opuszczonym mieście zaprojektowanym do tego, by zabić go w najbardziej bolesny sposób.
Delikatnie mówiąc zostałby zjedzony/rozszarpany/zastrzelony/zadźgany/(...)/pobity na śmierć zapewne już pierwszego dnia. Być może drugiego, ale to dlatego, że pewnie cudem udałoby mu się uciec.
Słysząc słowa Beat przeniósł na nią wzrok i ponownie rzucił jej zaciekawione spojrzenie.
-Czyli było ich więcej? Może mają i Rudego i Łysego. W końcu tego typu ksywki są bardzo popularne, sam znałem kilku Rudych. O dziwo tylko jeden z nich był rudy. - upił łyk herbaty, patrząc w przestrzeń tak jakby był greckim myślicielem i właśnie przechodził wewnętrzne rozważania i hipotezy. Przez to nawet nie zorientował się, że skończyła mu się już herbata i trzymał wciąż w ręce kubek.
W końcu spojrzał znowu na rozmówczynię, wyraźnie zauważając, że ta chyba odpłynęła w świat myśli, gdyż jej wzrok zdawał się być chwilowo nieobecny. Nie na długo, bo szybko wróciła na ziemię, ale wystarczyło to, by Lowery zaczął zastanawiać się, co jej chodziło po głowie.
Może próbowała sobie przypomnieć, ile Rudych w jej życiu nie miało tak naprawdę rudych włosów?
Tak, to musiało być to.
-Bardziej przeraża mnie to, że w tym mieście nikogo nie ma. Znaczy jesteś ty, jesteśmy ja i Klakier, gdzieś tam jest jeszcze Mamoru. No i twój łysy rudzielec. I tamci inni ludzie o których mówiłaś. - zamilkł i spojrzał na kubek, który dalej znajdował się w jego ręce. Dopiero teraz zauważył, że był pusty. Zmieszany odłożył go na stolik i zerknął na Beat, po czym dokończył myśl. -No dobra, może jednak ktoś w tym mieście jest, ale wiesz o co mi chodzi. Na ulicach pustki, w kamienicach oprócz nas nikt nie mieszka, no po prostu martwe miasto.
Obrzucił Klakiera siedzącego na parapecie krótkim spojrzeniem, które szybko przerodziło się w długie przypatrywanie, gdyż Lowery szybko zauważył niepokojący wyraz twarzy towarzyszki. Zaraz też powędrował za nią wzrokiem gdy ta podeszła do piecyka i wróciła z powrotem na parapet. Zdecydowanie było coś nie tak.
O'Deorain miał spytać, czy wszystko w porządku, obawiał się, że to znowu kolejny atak paniki, ale Harriet szybko wróciła do normy. Postanowił więc nie wracać do tego, ale wolał mieć na nią oko.
-Spójrz na to z drugiej strony: nie jesteś ostatnia, może kiedyś przedłużycie gatunek i kto wie, jeszcze nas wszystkich przeżyjecie i na planecie zostaną tylko rudzi. - puścił do niej oko, po czym się zaśmiał. -A jak nie to tamten drugi się zestarzeje i umrze a ty zostaniesz ostatnią rudą małpą w tym całym mieście. Będziesz miała czym się chwalić. - wyszczerzył się głupkowato.
Harriet miewała dość często stany lękowe, Lowery nie wiedział, co było ich przyczyną (ruda nigdy mu nie mówiła a sam nie pytał, bo podejrzewał, że tylko pogorszyłby sprawę), ale zdążył już zauważyć, że odwrócenie jej uwagi czymś innym trochę pomagało. Fakt, musiała wciąż brać leki uspokajające, ale takie luźne, pogodne rozmowy też w jakimś stopniu polepszały sytuację. Sam mógł zrobić tylko tyle, więc robił wszystko, co w jego mocy, by wyciągać ją z tych ataków. Na wszelki wypadek jednak dowiedział się, gdzie Harriet trzyma tabletki uspokajające, by w razie czego pobiec jej z pomocą.
avatar
Lowery O'Deorain

Karta postaci
Liczba postów : 19
Join date : 15/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Sob Lis 10, 2018 11:45 pm

Przez chwilę jeszcze mieszała zawartość filiżanki, ale potem zdała sobie sprawę z tego, że to robi - momentalnie przestała, karcąc w myślach samą siebie za głupotę. Mniej więcej w tym samym momencie ruda wstała, i szepcząc coś, zmarszczyła brwi. Ciemnowłosa miała ochotę spytać, czy wszystko w porządku, ale doszła do wniosku, że właściwie to nie jej sprawa - ludzie czasem gadają do siebie, a fakt, że dziewczynka chwilę później wróciła do normalnego stanu, tylko utwierdził zmiennokształtną w tym, że może nie było to nic ważnego.
Pociągnęła kolejny łyk herbaty, wysłuchując do końca Lowery’ego.
-...Wiesz, myślę, że… To całkiem możliwe.- Powiedziała, wzruszając lekko ramionami. -Tam był taki syf, że równie dobrze mogła być tam cała banda Łysych, Rudych, Czarnobrodych i innych tym podobnych… Właściwie to chyba bym się nawet nie zdziwiła.- Pokręciła powoli głową. Była z bandą Syviana zaledwie kilka godzin i nie zdążyła wszystkich poznać, stronę przeciwną konfliktu widziała za to zaledwie przez kilkanaście minut. Tym bardziej nie znała ich ksywek.
-Hm.- Mruknęła, dopijając herbatę do końca. Nadal zastanawiało ją, jak dużo mogła powiedzieć dziwnej dwójce. -No, to było dziwne miejsce. Nie polecam.- Skwitowała, nie zwracając uwagi na to, że Lowery nie umie czytać w myślach i nie będzie wiedział, o co jej chodzi. Może gdyby facet ją o to spytał, to pociągnęłaby temat…?
Słysząc kolejne słowa mężczyzny, zaśmiała się nerwowo.
-Haha, nikogo nie ma. Dobre…- Przymknęła na chwilę oczy, tylko po to, żeby zaraz kontynuować.-Znaczy się, nie zrozum mnie źle, ale chyba miałeś… Mieliście, naprawdę dużo szczęścia.- Umilkła na chwilę.-...To się tak zdaje, że wszystko jest opuszczone… Ale tu po ulicach biegają normalnie ludzie, niby przerzedzeni, ale jednak. No i … Eh, zwykle nie należą do miłych…- Podrapała się po głowie. -...Nie wiem, co ze starymi mieszkańcami tego miejsca, ale wiem, że na pewno nie jest tu pusto… Co jest w sumie gorsze, niż gdyby no, było.-Również odstawiła puste naczynie na stolik, potem usiadła, opierając się rękoma o siedzenie kanapy. -Chciałabym wrócić do domu…- Powiedziała ciszej.-Tu nie jest… Bezpiecznie.- Potem po prostu ucichła, wsłuchując się w przekomarzanki między Lowerym a Klakierem.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Klakier on Nie Lis 11, 2018 5:16 pm

Ponownie pochwyciła kubek z herbatą, aby upić sporego łyka. Westchnęła bezgłośnie, przysłuchując się ich rozmowie. Rozmowy o łysych i rudych, łysorudych, rudołysych... i dlaczego jej nie dziwiło, że ten frajer znał rudych?
Właściwie, to gdy sięgnęła pamięcią wstecz, aby odkopać kilka zabawnych pseudonimów znajomych, doszła do dość nieciekawych wniosków. Chociaż jakoś jej to nie wadziło, w końcu poznała wielu wartościowych ludzi. Stary Benjamin, Pyś, Horacy i oczywiście Hatter. Nawet tu, w tym miejscu bez wizji przyszłego jutra zdało jej się poznać kilka osób, które jednak przepadły przez śladu.
Właściwie to dopiero teraz dotarły do niej wyrzuty sumienia z powodu Leny. Podobnie jak Lowery, nie była mistrzem survivalu, a mimo to Klakier ją zostawił samą. Wprawdzie w pozornie bezpiecznym miejscu, ale jednak.
Czyżby coś ją zeżarło? na przykład taki wielki robal, jaki spotkali z księciem? - Nie, Harriet, nie myśl o tym.
-Ona ma rację, sama też spotkałam przed tobą... kilka osób... - stwierdziła spokojnie, aby to kolejny raz zasmakować herbaty - No i potwory... dziwne, czasami wręcz abstrakcyjne istoty... - zaraz to spojrzała na towarzysza, a na jej ustach pojawił się zaczepny uśmiech - wiedziałbyś, gdybyś chętniej ruszał dupę z domu.
Powoli zeszła z parapetu, aby władować się między Beatrice, a Lowerego
-Ah, milcz, nie chcę dzieci, jeszcze mnie na tyle nie pojebało - prychnęła, rozsiadając się wygodnie - ani dziś, ani za tysiąc lat... - ustawiła swój kubeczek na stole, zaraz z jej ust wyrwał się cichy śmiech
- tylko, jeśli będziesz mi towarzyszyć, biały frajerze, więc nie śpiesz się na drugą stronę... - rzuciła z głupim uśmiechem.
avatar
Klakier

Liczba postów : 18
Join date : 16/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Lowery O'Deorain on Pon Lis 12, 2018 9:44 pm

W oczekiwaniu na odpowiedź zerknął w stronę okna. Krople deszczu ponuro spływały po szybie, a szum dobiegający z zewnątrz choć do tej pory zlewał się z dźwiękiem rozmowy, teraz wyszedł na pierwszy plan.
Choć wcześniej mówił o tym, że odgłosy deszczu bywają denerwujące, sam nie do końca się z tym zgadzał. Uważał, że najbardziej pobudzają u niego wyobraźnię, zwłaszcza wtedy, gdy był w trakcie szkicowania a w tle cicho grała muzyka. Owszem, pewnie miałby nieco inne zdanie, gdyby był zmuszony przebywać na zewnątrz bez parasola i żadnego dachu nad głową, ale starał się unikać takich sytuacji. Co, znając jego szczęście, nie zawsze wychodziło, jednak patrzył na świat pozytywnie i nawet w takich momentach szukał pozytywów.
Skupiwszy się na monotonnym szumie, Lowery zwyczajnie się wyłączył. Słowa Beat dochodziły do niego jak przez mgłę, dopiero jej nerwowy śmiech wyrwał go z rozmyślań.
Wysłuchał tego, co miała do powiedzenia. Miała rację, nie wychodził zbyt często z mieszkania, głównie z obawy, że już nie wróci. Zbyt szybko uznał miasto za opuszczone, choć nawet nie włożył wysiłku w to, by sprawdzić, czy ma rację. Palnął głupotę, ot co.
Nie odpowiedział od razu, a przez ten czas swoje trzy grosze dorzuciła Harriet. Et tu, Brute?
-Nie wierzę, czy ty właśnie się z nią zgodziłaś? - spojrzał na Klakiera z udawanym zaskoczeniem. Zaraz jednak zmarszczył brwi. -Zaraz, chyba nie mówiłaś mi nic o innych. Ani tym bardziej o potworach. Nie przypominam sobie niczego takiego.
Powędrował wzrokiem za rudzielcem i odsunął się na bok, gdy ta postanowiła wpakować się między nich na kanapę.
-Hej, pilnuj języka. Damie nie wypada mówić w taki sposób. - szturchnął ją lekko łokciem.
Zupełnie zapomniał o tym, że nie odpowiedział w żaden sposób na słowa Beat. Nie lubił zostawiać niedokończonych wątków, w ten sposób szybko zabijało się rozmowę. A Beatrice wydawała się być zbyt ciekawą osobą na to, by tak prędko zakończyć dyskusję.
-Tak w ogóle to kim byli ci ludzie, o których mówiłaś? Bo brzmią interesująco. Jakaś banda? Sekretna mafia? - spytał, po czym zwrócił się do Klakiera. -Może nasz Mamoru faktycznie ma swoją mafię? - zaśmiał się, po czym spojrzał wyczekująco na Beatrice.
avatar
Lowery O'Deorain

Karta postaci
Liczba postów : 19
Join date : 15/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Pon Lis 12, 2018 11:23 pm

Przez chwilę tylko wsłuchiwała się w głosy zebranych, wpatrując się jednocześnie bezmyślnie w stolik. Cóż, dobrze, że ci dwoje mieli siebie, przynajmniej to jakoś zapewne im pomagało… Beat w jakiś dziwny sposób z jednej strony chciała takiej bliskości, z drugiej jednak unikała tejże niczym ognia, chyba odrobinę się jej obawiając. W gruncie rzeczy nie było w tym nic dziwnego, członkowie jej własnej rodziny wbili jej przysłowiowy nóż w plecy, i teraz właściwie nie lubiła ufać ludziom, chociaż jednocześnie nie potrafiła się od nich całkowicie odizolować…
Albo inaczej. Nie, że nie potrafiła, tylko nie mogła, bo ciągle ktoś się do niej lepił, a ona niczym skończony dureń na to w końcu przyzwalała. Nie wiedziała, czy uznać to za wadę czy za zaletę, skłaniała się raczej ku wersji numer 1.
Ze swoistego letargu wyrwał ją Klakier, wciskająca się na kanapę między nią, a Lowery’ego. Dziewczyna odsunęła się posłusznie na bok, robiąc miejsce dla młodej.
Zaskakujące, dopiero teraz uświadomiła sobie, że ruda się z nią zgodziła. Nie spodziewała się tego, sądziła raczej, że ta będzie jej ciągle docinać… Hm.
Chwilę później facet siedzący na drugim końcu kanapy zwrócił się to Beat. Ciemnowłosa wypuściła głośno powietrze z ust, chyba mogła im powiedzieć…? Czy istniała szansa, że “ukrzyżują” ją za to, że opisze im sytuację? Może, chociaż zdawało jej się to nieprawdopodobne. Doszła więc do wniosku, że może podzielić się z parką tą historią, i kierując wzrok na Lowery’ego, zaczęła opowiadać, przy okazji nawykowo gestykulując.
-Wiesz, sama do końca nie jestem pewna… Jakaś grupa, czy tam gang. Siedzieli w uh… Czymś w rodzaju… Ja wiem, katakumb? No, takie podziemia jakby.- Zastanowiła się przez chwilę.-Właściwie to nawet nie wiem do czego dążyli, w każdym razie… No, dużo ich było, i nawet chyba mieli jakąś organizację stanowisk. No i broń, sporo broni.- Wzdrygnęła się lekko, praktycznie niezauważalnie, ta, to nie należało do przyjemnych wspomnień.-Nooo i poza tym rekrutowali niby ludzi. W ogóle tam chyba jakaś wojna gangów była. Wiem, jak niedorzecznie to brzmi, ale… Uh. -Tutaj potarła czoło, marszcząc brwi. Zamilkła na chwilę, jakby zastanawiając się, czy kontynuować dalej, a gdy znów kontynuowała, mówiła już o wiele ciszej i jakby z mniejszym entuzjazmem. -Mam pecha, jak mnie zrekrutowali… W ogóle, ta rekrutacja zajebiście wyglądała, idziesz z nami albo kulka w łeb… W każdym razie, jak poszłam tam z jakimś typem do tych podziemi, to dosłownie tego samego dnia jakaś inna grupa tam wbiła. I zrobił się szajs.- Tutaj zapadła cisza, wzrok Beat powędrował na podłogę, westchnęła cicho. Na jej twarzy ponownie pojawił się ten znany już Lowery’emu wyraz zmęczenia i jakby beznadziei, dziewczyna właściwie nieświadomie skrzyżowała ręce na piersi, obejmując się ramionami.
Cholera, i pomyśleć, że… Ona sobie tutaj biega, a oni wszyscy…
Ugh.
-...W każdym razie… - Powiedziała lekko zachrypniętym głosem, który teraz brzmiał, jakby Beatrycze miała zaraz umrzeć wewnętrznie. -Ja myślę, że ty tutaj akurat dobrze postępujesz, bo wyłażenie z domu w tym miejscu…- Spojrzała na kubki stojące na stoliku. -...Z mojego doświadczenia to jak proszenie się o śmierć.- Mruknęła głucho.
Tamta czarnowłosa laska deptająca kota miała rację, Beat wychodząc ponownie z chaty samotnie zachowała się idiotycznie… I cóż, dziewczyna ponownie skarciła za to samą siebie w myślach.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Klakier on Sro Lis 14, 2018 7:50 pm

Rudowłosa zarzuciła nogi na kolana Lowerego, tym samym rozkładając się plecami na wolnym kawałku kanapy.
Wygodnie - stwierdziły zadowolone myśli, a ta wlepiła wzrok w sufit.
Humor widocznie powrócił, a wraz z nim spokój ducha, który lekceważył niebezpieczeństwa jakie zsyłał los. Chociaż było to złe słowo. Klakier był jak woda, która niezależnie do jakiego pojemnika została przelana, taki też przyjęła kształt.
Świat był pojebany, ale co z tego? każdy taki był. Co za różnica czy byłeś tu, w Anglii czy Irlandii? Wszędzie są i będą mordercy, psychopaci i mafię - fakt, że tutaj w pierwszej kolejności spodziewasz się raczej wroga, tylko uprzedzał Cię o niebezpieczeństwie. Bo co... tu nie przyjedzie policja, która Ci pomoże? Oni zazwyczaj się spóźniają, a zasrane prawa człowieka wtedy tylko działają na twoją niekorzyść. Nie ma to jak poszczuć psem włamywacza z bronią, a potem płacić mu odszkodowanie.
Tak też mając wyjebane w niedoskonałości świata, nuciła piosenkę Tima Minchina, którego, za którym przepadała.
Only a ginger can call another ginger "ginger" - szmaragdowe ślepia odnalazły sylwetkę Lowerego, aby zaraz znowu zatrzymać się na suficie
-cuda się zdarzają - oświadczyła z głupim uśmiechem, dodając zaraz - ah ta, wiesz, raczej się o byłych nie mówi... - rzuciła suchym żartem słownym, nawiązując do tych wszystkich par u których temat byłych partnerów był zazwyczaj tematem tabu.
Zaśmiała się cicho, gdy Lowery zwrócił jej uwagę apropo jej wysławiania się.
-Ponoć przekleństwa w innym języku to nie przekleństwa... - wymruczała z rozbawieniem.
Słuchała słów Beat, aczkolwiek osobiście nie odczuwała jakiegoś napięcia, porównać można to było do oglądania wieczornych wiadomości, ot przepływ informacji.
-Ah, teraz to głupoty gadasz, jakby nie miał mnie, to jego bezpieczne siedzenie w domu skończyłoby się śmiercią głodową.. - stwierdziła nieco lekceważąco - Gdy świat daje ci cytryny, zrób z nich lemoniadę, a jak nie daje nawet ich, to wmów naiwnym dzieciom, że to woda, którą pił bieber i sprzedaj za podwójną cenę.. - zachichotała - rozumiesz, tu nie chodzi o to gdzie jesteś, a jak zaradny jesteś. Od początku świata towarzyszy nam żelazna zasada głosząca, że przetrwa najlepiej przystosowany.  Wystarczy spojrzeć na nas, niepełnoletni, schizowy rudzielec i stary murzyn z fetyszem wymarłych zwierząt, porzuceni w tym jakże brutalnym świecie. Mamy mieszkanie, jeśli można to tak nazwać, nie tonie w luksusach ale jest wszystko co człowiekowi potrzebne do przeżycia. Nie marzniemy w zimę, nie głodujemy. Kłócimy się o wyimaginowanego pilota i narzekamy na nieistniejących sąsiadów, Lowery rozrzuca wszędzie skarpetki, a ja dokuczam mu martwymi zwierzętami... Może jutro które z nas umrze, ale to mogłoby się zdarzyć także w normalnym świecie... wypadki samochodowe, mordercy, psychopaci, niezrównoważone nastolatki, pojebani ciapaci wybuchajacy się w centrach handlowych... To miejsce nie różni się tak bardzo od normalnego świata, który swoją drogą też jest pojebany - zerknęła na nią i się uśmiechnęła.
avatar
Klakier

Liczba postów : 18
Join date : 16/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Lowery O'Deorain on Sro Lis 14, 2018 10:09 pm

Nie przejął się poczynaniem Harriet i nie zrzucił jej nóg ze swoich kolan (chociaż było to w jego stylu), jak widać takie rzeczy nie były w ich towarzystwie obce.
Właściwie trzeba przyznać Beat rację, Lowery i Harriet byli dziwną parą. Dwudziestolatek i dziesięciolatka, oboje zachowujący się jak dzieci, z których to drugie wydawało się być jednak rozsądniejsze. Tacy jak oni z pewnością byli w tych okolicach rzadkością, może nawet byli jedyni w swoim rodzaju. Niektórzy pewnie stwierdziliby, że nie dadzą rady przetrwać i coś w końcu zakończy ich dziecinadę, ale jednak żyli już tu przynajmniej kilka miesięcy (może nawet blisko rok?) i nie zapowiadało się na to, by cokolwiek w ich codziennym życiu miało się zmienić.
A raczej tak było do teraz, bo przybycie Beat nieco naruszyło ich porządek, choć na szczęście w pozytywnym znaczeniu. Nie była niepożądanym intruzem, a przynajmniej nie w oczach Lowery'ego. Choć to Harriet była najbliższą mu osobą (a była dla niego jak siostra, której nigdy nie miał), to pojawienie się kogoś nowego wyraźnie go uradowało.
-Kto ci naopowiadał takich bzdur? - udał zaskoczonego, słysząc komentarz o przekleństwach. -Na pewno nie ja. - tak, ty.
Wsłuchał się w słowa Beat, otrzymawszy odpowiedź na swoje pytanie.
Katakumby? Zawsze chciał zwiedzić tego typu miejsce, niestety nigdy nie miał okazji. No i wątpił, by miało się to zmienić, skoro według relacji Beat przesiadywał tam jakiś gang. No i ta broń, wolał jednak trzymać się od tego miejsca z daleka.
-Czekaj, czyli mówisz, że cię rekrutowali? Czyli jesteś w ich gangu? - spojrzał wyczekująco na Beat, ale widząc jej wyraz twarzy trochę zszedł na ziemię. -Czy raczej już nie? Bo ja bym nie chciał się z nimi trzymać, a tobie chyba udało się uciec. Dobrze myślę? Inaczej nie siedziałabyś tu z nami. - zawahał się na moment. -No chyba, że chcesz nas rekrutować. Nie chcesz, prawda?
Sam nie wiedział, czemu taka myśl przeszła mu przez głowę, do tej pory przecież nie miał wątpliwości co do intencji Beat. Bo co jeśli faktycznie należała do tego gangu a oni jak skończeni kretyni wpuścili ją do mieszkania? Już słyszał w myślach głos Klakiera. "A nie mówiłam? Trzeba było ją zjeść."
Dobra, skończ już te teorie spiskowe, debilu. Wpuściliście ją, bo na zewnątrz pada deszcz a ona nie miała parasola, nie pamiętasz? Nie ma tu żadnych gangów, nikt nie właduje wam kulki w łeb.
Nie zdążył odpowiedzieć na kolejne słowa Beat, bo do rozmowy wtrącił się nagle nie kto inny jak rudy szympans rozwalony na kanapie Klakier.
Doskonale wiedział, jak dużo potrafiła mówić Harriet, ale w tym momencie przeszła samą siebie. Teraz już na pewno odstraszy Beat, bo kto normalny ogarnąłby taką ilość informacji naraz? Zwłaszcza z ust dziesięciolatki.
Z całego tego monologu Lowery zdołał wyrzucić z siebie tylko jedno zdanie:
-To nie jest fetysz.
To nie tak, że nie wiedział, co powiedzieć. Zgadzał się właściwie ze wszystkim, co miała do powiedzenia jego towarzyszka. Podobnie jak ruda, on też nie przejmował się niebezpieczeństwami, przynajmniej nie na tyle, by regularnie miewać przez to obawy. Być może działo się tak dlatego, że nie doświadczył jeszcze żadnych przykrych sytuacji, a już na pewno nie takich zagrażających życiu. W oczach Beat pewnie był szczęściarzem, ale tak naprawdę jego sekretem było to, że (cytując Harriet) nie ruszał dupy z domu.
A przecież stare książki i meble nie postanowią go nagle zamordować, prawda?
avatar
Lowery O'Deorain

Karta postaci
Liczba postów : 19
Join date : 15/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Czw Lis 15, 2018 11:01 pm

Beatrycze, słysząc słowa Lowery’ego, westchnęła ciężko, po czym potarła oczy ręką. No tak, w sumie logiczne, że chłopak będzie mieć podejrzenia po tym, jak dowiedział się o gangu…
-...Powiedz mi, czy ja wyglądam jak staruch z pistoletem i gadam, że jeśli nie dołączysz do mojej drużyny to cię… No.- Powiedziała zmęczonym tonem charakterystycznym dla nauczycieli tłumaczących coś komuś po raz setny z anielską wręcz cierpliwością.-Mówiłam, zaliczyłam takie trochę szczęście w nieszczęściu, byłam w tych ich pseudokwaterach tylko kilka godzin. Potem wbili ci drudzy i już nawet nie mieli jak mnie powstrzymywać przed pójściem sobie… Nie miał kto.- Mruknęła. Wspomnienia z podziemi raczej nie nastrajały optymistycznie, tamci wszyscy ludzie chyba pomarli, właściwie sama myśl o tym, że pewnie nadal tam leżą - i że Beat właściwie też by tak skończyła, gdyby nie Emrys - była okropna sama w sobie.
Kilka sekund później do rozmowy ponownie włączyła się Klakier, dokonując wykładu godnego niejednego coacha. Beatrycze wysłuchała jej, w myślach stwierdzając z żalem, że niestety sama miała okazję przekonać się na własnej skórze, jak okropna potrafiła być rzeczywistość nawet w XXI wieku.
Mimo wszystko nie zgadzała się do końca z Klakierem. Nie chciała. Nie chciała, bo przyznanie, że w jej teraźniejszości również mogła w każdej chwili zginąć, czy to z rąk psychola, czy to pod kołami jakiegoś auta, wiązałoby się z niebezpiecznym zbliżeniem się do poziomów paranoi, z których Beat stosunkowo długo musiała się “leczyć” - nieufność do wszystkich naokoło właściwie nie opłacała się, tak samo jak postrzeganie każdego jako zagrożenia, i w tym świecie, który ona uznawała za ten aktualny, realny, taka postawa właściwie donikąd nie prowadziła. Dziewczyna po wypadku musiała uczyć się tej złotej zasady od nowa, i chociaż nadal nie lubiła nawiązywać bliskich więzi, to chociaż nie bała się wychodzić na ulicę…
...No, do czasu, bo teraz, na Vitrum nagle okazywało się, że dawne lęki wracają do życia, a wszystko to, czego usiłowała się pozbyć, wyrzucić ze świadomości, uderza w nią z coraz większą siłą.
Nie podobało jej się to.
-Wiesz… To mądre słowa jak na twój wiek, no i fajnie… Ale nie mogę się tak do końca zgodzić. Mimo wszystko na ulicy zwykle przypadkowi ludzie do ciebie nie celują, a tutaj… W dniu dzisiejszym grożono mi już dwukrotnie?- Spojrzała na okno, zastanawiała się, kiedy przestanie lać. -Nie czuję się tu bezpiecznie, to nie jest dobre miejsce do… Ja wiem, życia.- Wzruszyła lekko ramionami. -Całe to miasto jest jakieś pieprznięte.- Tutaj oparła się plecami o oparcie kanapy, krzyżując ręce. Chciałaby się stąd wyrwać, ale właściwie jak mogła to zrobić? Odnosiła wrażenie, że to przeklęte miejsce nie miało końca, i ciągnęło się we wszystkie strony świata jak jakiś cholerny, parszywy ocean.
Wcześniej o tym nie myślała, ale… Jakie było jej ostatnie wspomnienie sprzed Vitrum? Była w księgarni, u siebie, a potem nagle znalazła się już za granicami miasta… Jakby ją teleportowało. Albo jakby umarła czy wpadła w śpiączkę, i znów miała jakieś dziwne wizje.

Ta myśl wcześniej nie wpadła jej do głowy, ale teraz się pojawiła, i stosunkowo mocno ją zmartwiła. Bo co, jeśli FAKTYCZNIE coś jej się stało, i cała ta farsa z dziwnym miastem i przesunięciami czasowymi to jakieś ostatnie podrygi jej mózgu? Albo co, jeśli (znów) była w śpiączce, bez możliwości wybudzenia się, i za kilka chwil zaczną się te koszmary…
... Ta perspektywa ją przeraziła.
Spokojnie Beat, wdech i wydech, to jest zbyt realne, żeby być snem, prawda…? Nie, nie możesz teraz się niepotrzebnie stresować, to tylko myśl, ot, głupi wymysł, nic ci nie jest… Tylko jak wytłumaczyć tą nagłą zmianę miejsca?
To nie dawało jej spokoju.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Klakier on Pon Lis 19, 2018 9:51 am

Szmaragdowe tęczówki zawisły na moment na twarzy towarzysza, gdy pociągnął temat przekleństw
-Kto? a taki jeden frajer, nazywa się Lowery O'Deorain, nie wiem czy znasz typa... - mruknęła z rozbawieniem, przymykając ślepia. Czuła się dziwnie zrelaksowana, mimo tematu, który wkroczył na pierwszy plan. Jej położenie prawdopodobnie miało w tym swój udział. Dziwne wrażenie, że temat bezpośrednio jej nie dotyczy, jak gdyby rozmawiali o jakiejś książce.
-Ja bym jej do gangu nie przyjęła - wymruczała, apropo teorii spiskowych Lowerego - no chyba, że jest przynętą... ma zdobyć nasze zaufanie, a jak jej się to uda to sprowadzi na nas śmierć TU TU TUUUU - Klakier roześmiał się dźwięcznie, uznając to za przezabawną grę.
Zerknęła na Beat i aż ją wzdrygnęło
-Fu... "jak na twój wiek" ohyda... wszystko jest kwestią wychowania i przeżyć, debil zawsze pozostanie debilem jeśli nie czyta książek... - uniosła dłoń w kierunku sufitu - Ja po prostu jestem zajebista, a jak wyhoduje sobie cycki to dostanę plus dwadzieścia do zajebistości i odporność na czary do poziomu trzeciego - zawołała rozbawiona, zerkajac zaraz na towarzysza - no chyba, że miałeś rację i przypłacę to minus dwadzieścia do inteligencji... wychodziłoby, że cycki to taka huba drzewna co żeruje na organizmie - zachichotała.
avatar
Klakier

Liczba postów : 18
Join date : 16/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach