Dom Anastazji

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Mistrz Gry on Pią Paź 26, 2018 2:39 pm

Kot przypatrywał się badawczo mężczyźnie, by zaraz zerknąć gdzieś w bok. Właściwie nie dziwiło go, że odezwał się w nieznanym mu języku, nie trzeba było długo takich szukać.
Obserwował jego poczynania, nie do końca rozumiejąc, co zamierza osiągnąć rozpaleniem ognia. Zwykle podgrzewało się sam nóż… Był zestresowany, było to po nim doskonale widać, lecz grzecznie współpracował z Kuguarem. Syknął przez zęby, kiedy chłodna woda polała mu się po ranie, a jednak zmiennokształtny szybko i skutecznie go nastraszył, tak że Kezar zaraz zapomniał o "drobnym dyskomforcie". Obserwował jego ręce, trzymając mocno bandaż przy ranie. Przełknął ślinę i chyba naprawdę miał nadzieję, że Kuguar zacznie odliczać.
Z gardła wydarł mu się krótki krzyk, a sam kot spiął się cały i zesztywniał, characząc pazurami prawej ręki po o bruk. Ogon majtnął mu w powietrzu, przypadkiem zahaczając o ramię Vivian, aczkolwiek ten nawet tego nie zauważył. Przez chwilę jeszcze trwał w bezruchu, próbując przeczekać palenia w ranie i uspokoić oddech. Jego wzrok trochę ślepo zbłądził na sylwetkę mężczyzny. Patrzył na niego, aż nietoperz nie zniknął za budynkiem. Powoli i z ociąganiem przeniósł wzrok na Vivian.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 198
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Vivian Morttimer on Pią Paź 26, 2018 7:17 pm

Nie wiedział? Jak to możliwie?
-co zrobiłeś... -zaczęła po medvarsku, nieco zgłuszonym tonem - zamieniłeś się w jakiegoś toperza od siedmiu boleści -mruczała nerwowo w jej rodowym języku, zaraz jednak tak jak i Kuguar, wracając do vitrumskiego.
Grzecznie spełniała polecenia Cyrusa, przypatrując się cóż ten właściwie wyrabia.
-raczej absurdalny ale.. -Morttimer uśmiechnęła się delikatnie - nie baw się w Kopciuszka i się pospiesz -mruknęła,obserwując jak jej towarzysz się oddala.
-No… koteczku, dużo z tobą roboty -westchnęła,jak gdyby wcale nie była winna temu, co przytrafilo się kotołakowi
- Kuguar poszedł po Pysie, tak? -delikatnie zmierzwiła Kezarowi włosy.
- moja biedna kicia… powiedz pańci, baldzo boli? -zagaiła iście pieszczotliwym tonem, zaraz jednak nieznacznie poważniejąc.
-wlaściwie to...jak ci na imię?
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Beatrice G. on Pią Paź 26, 2018 10:49 pm

Przetarła oczy, usiłując chociaż częściowo doprowadzić się do względnego porządku psychicznego, jednakże wiele to nie pomogło - blizna nadal dawała o sobie znać, teraz swędząc i szczypiąc niemiłosiernie, a serce uciążliwie usiłowało wyskoczyć z piersi.
Pomimo tylu lat, w czasie których zupełnie teoretycznie powinna nauczyć się radzić sobie ze stresem, Beat nadal reagowała wybuchem paniki w obliczu niektórych bodźców. Osobiście tego nienawidziła, uznawała to za swoją największą chyba słabość i wielokrotnie wyrzucała sobie bycie kretynką, chociaż ani prośby ani groźby nie wpływały na jej stan. Zazwyczaj udawało jej się nie wywoływać niechcianej reakcji, po prostu unikając określonych rzeczy, ale teraz, na Vitrum, gdzie każdy biegał uzbrojony po zęby…
Było jej naprawdę żal kotowatego, świadomość, że nic nie mogła dla niego zrobić, była dobijająca - zza ogrodzenia nadal słyszała stosunkowo wyraźnie głosy tamtych, i to właściwie powodowało, że czuła się jeszcze gorzej. Odwróciła głowę, obejmując ramiona rękami, i usiłując w jakiś sposób powstrzymać ten cholerny teatrzyk dziejący się teraz w jej głowie.
Coś się stało, tyle zrozumiała, na dźwięk krzyków kotowatego zgarbiła się lekko. Zapewne należałoby się ruszyć, ale właściwie… Jakby nie chciała.
Z drugiej strony, nie mogła przesiedzieć tu całej wieczności, to nie było bezpieczne miejsce.
Z pewnym trudem podniosła się, i przez chwilę po prostu tępo patrzyła się na okolicę. Powinna sobie stąd iść? Z drugiej strony, ta dwójka mogła wiedzieć, gdzie polazł Emrys…
Pal licho Emrysa, szepnęło coś w jej głowie, i mniej więcej wtedy mózg dziewczyny wreszcie zmusił się do działania.
Chwiejnie acz pewnie ruszyła w stronę, z której przyszła, przypominając sobie trasę powrotną do domu zmiennokształtnego.
/zt

avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Mistrz Gry on Nie Paź 28, 2018 1:02 pm

Kezar położył uszy po sobie, choć i tak były stulone i wiele to nie zmieniło. Właściwie uwaga dziewczyny wydała mu się absurdalna. Naturalna i absurdalna jednocześnie, nie miał pojęcia jak na nią odpowiedzieć, więc tylko spuścił wzrok na chodnik. Słysząc jej dalsze słowa, powoli skinął głową. Skrzywił się na moment, kiedy nieprzemyślany ruch dobitniej przypomniał mu o ranie. Nieznacznie wyszczerzył kły, a jednak zdałoby się, że bez konkretnego wyrazu.
- Taa… - odparł cicho, by po chwili na nią zerknąć. No proszę, zadała normalne pytanie. Miła odmiana. - Kezar… Nazywam się Kezar Haddad. - Milczał dłużaszą chwilę, wahając się nad pytaniem. - Kim jest tamta?... - rzucił cicho, mając na myśli Beatrycze, która jednak postanowiła się ewakuować. Jej obecność przy nich była dziwna, dziewczyna nie pasowała do tego towarzystwa.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 198
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Vivian Morttimer on Pon Paź 29, 2018 6:15 pm

Słuchała go, delikatnie gładząc dłonią włosy kotołaka. W zasadzie zaczęła to robić już odruchowo.
-Tamta? - umilkła na moment - Piąta woda po kisielu, jest to jakaś znajoma Szczurka... - na jej usta wpłynął głupi uśmiech - a kto to Szczurek? To kumpel Łysego... - z jej ust wydobył się cichy śmiech - a Łysy? Łysy to mój kumpel, więc zgaduje, że jego poznać byś nie chciał... - jej uśmiech zdawał się poszerzyć, gdy ta wciąż gładziła roztrzepane włosy hybrydy.
-Chociaż Szczurek też jest straszny, już jak go widzisz to masz ochotę uciekać - stwierdziła z głupim uśmiechem - Widzisz, Kotku? ja też mam kumpli i zapewne twoi przy nich trochę wymiękają... zresztą sam zobaczysz... - zsunęła dłoń na jego policzek - trzymaj się pańci, to Ci się bardziej opłaci... Zaraz przyjedzie Pysia i Cię opatrzy...
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Paź 29, 2018 9:04 pm

Można powiedzieć, że… powoli się uspokajał. Może to za sprawą emocji, upływu krwi i bólu, które zdążyły już przytępić mu zmysły, a może faktycznie zachowanie Vivian powoli przestawało być grożące. Dość powiedzieć, że przynajmniej chwilowo przestał drgać pod jej dotykiem, który to stał się nawet obojętny. Półsierść kota wyraźnie wymagała, by trochę lepiej o nią zadbać, była trochę szorstka i zmierzwiona, dało się też wyczuć paproch tu i tam.
- Szczurek, Łysy, Pysia… u was tak wszyscy? - mruknął, starając się nie brzmieć pretensjonalnie. Rozważył jej dalsze słowa. - Nie zdziwiłoby mnie to - odparł apropo swoich własnych kumpli. Przymknął ślepia, opierając się na jednej ręce. - O ile umie latać, to może zdąży… - mruknął cicho. Dało się zauważyć, że był bledszy, niż powinien.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 198
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Vivian Morttimer on Pon Paź 29, 2018 9:42 pm

Vivian wciąż delikatnie gładziła jego włosy, bursztynowym spojrzeniem rejestrując rozwój wydarzeń. To ile krwi ubyło i ile jeszcze może, mimo prowizorycznemu zalepieniu rany. W głowie wyliczała czas, zaś jej usta zdawały się nie zamykać.
Świadomość, to było to co należało utrzymać. Czuła jak jej zwierzaczek zdaje się.. Opadać z sił, a jego skóra staje się stopniowo bledsza.
Delikatnie chwyciła go za ramiona, opierając o siebie
-rozluźnij się -poleciła nader spokojnie, wciąż mierzwiąc jego włosy.
-Widzisz, pseudonim to połowa sukcesu -zaśmiała się cicho, nieznacznie przymykając ślepia - jak dla mnie ci twoi towarzysze są guzik warci, w końcu nie widzę by któryś się pojawił... -stwierdziła z przekąsem, delikatnie drapiąc go za uchem.
-W co jak w co, kicia, ale we mnie wątpić nie można... -mruknęła,powoli biorąc go za łapkę- a skoro we mnie nie można, to w moich towarzyszy również... Jeszcze moment, bądź silnym chłopcem -przyłożyła swoją dłoń do jego dłoni na płasko, nieznacznie rozsuwając palce-a teraz zaciśnij delikatnie łapkę na mojej... -było to nic więcej jak utrzymanie uwagi hybrydy, tym samym zabraniając mu zacząć odpływać.
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Mistrz Gry on Pią Lis 02, 2018 11:17 am

Lekkie uchylił oczy i skrzywił się, kiedy go przestawiała. Mogła poczuć jak się spina. Wszystko w kocie krzyczało, by uciekał, że ona jest niebezpieczna, przecież jest tą, która go skrzywdziła, przecież przez nią tu leży i umiera, przecież chce go zabić.
Nie. Tego jednego nie mógł o niej powiedzieć, i choć było to dziwne, ta świadomość wciąż dostatecznie mocno trwała w jego myślach. Rozluźnił się po chwili, sam nie wiedział czy ze względu na polecenie czy ot tak. To wymagało zbyt dużego wysiłku umysłowego.
- Żaden się nie pojawi… - prychnął z pogardą. - To czysto biznesowy układ, każdy dbał o siebie. Wiesz, jak to działa, nie ty, to ktoś inny… - Odkaszlnął cicho, nieco oczyszczając głos z chrypy. - W przeciwnym wypadku bym ich nie sprzedał - dodał ciszej.
Ponownie przymknął ślepia, by zaraz znów je rozchylić z niejakim zniecierpliwieniem. Był zmęczony, a ona nie dawała mu spokoju…
Zerknął na swoją rękę. Trzeba było przyznać, że od drobnej dłoni Vivian jego własna różniła się diametralnie. Może nie była dużo większa, wszak sam kot nie posiadał jakiejś pokaźnej sylwetki, ale na pewno była znacznie bardziej zużyta. Szorstka, ciemna skóra, z wierzchu trochę za bardzo pokryta szaroburym meszkiem. Pazury dodawały jej długości, ale raczej nie upiększały. To nie było finezyjne wykończenie palców, to tylko narzędzie. Twarde i zakrzywione, posiadały na sobie wiele rys i wyszczerbień, parę nawet świeżych.
Powoli wsunął palce pomiędzy jej własne. Na jego lewej dłoni, którą to wzięła, Vivian mogła poczuć pewną nieprawidłowość. Skóra między środkowym a wskazującym palcem wydawała się znacznie gładsza od reszty.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 198
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Cyrus Vaymore on Pią Lis 02, 2018 11:49 am

Stwierdzenie, że Bryza była grzeczna, nie odbiegałoby nieuprzejmie od prawdy. Byłoby zwykłym kłamstwem.
Już po przejechaniu kilkuset jardów Kuguar był praktycznie pewien, że ma do czynienia z dzikim zwierzęciem. Nawet źle traktowany koń, choć nie słucha, to przynajmniej wie, czego się od niego oczekuje. Klacz tego nie wiedziała, nieraz była skonsternowana nieintuicyjnym poleceniem Cyrusa, co tylko skutkowało zwolnieniem tempa. Szybko zaprzestał tych praktyk, starając się dopasować swoje myślenie do rozumowania wierzchowca i na tej podstawie wybierać drogę.
Za wolno… - dźwięczało mu w myślach, choć wiedział, że tak nie jest. Zbytni pośpiech, to jeden z największych wrogów jeźdźca, miał okazję się o tym przekonać w dość nieprzyjemny sposób.
W końcu ich oczom ukazały się mury miasta. Kuguar natychmiast skierował klacz w stronę północnej bramy, skąd najbliżej mieli do obranej przez nich parceli. Kopyta zadźwięczały na bruku typowym, stłumionym odgłosem niepodkutego, zmęczonego wierzchowca. Starał się omijać dziury i zniszczone fragmenty, by przypadkiem się nie potknęła.
Szare tęczówki bezustannie monitorowały zarówno drogę, jak i otoczenie. Choć przyjaciele kota nie wyglądali na wiernych, to zawsze mogli stwierdzić, że ten wciąż jest ich samobieżną sakiewką, a strzelanina z Charlottą za plecami byłaby ostatnim, czego by potrzebował.
Biały koń wypadł zza zakrętu mocno hamowanym truchtem. Zarżał cicho, sapiąc i zakręcił się w miejscu. Vaymor ściągnął mocniej wodze, by postawić klacz względnie nieruchomo.
- Co z nim? - rzucił, lądując na ziemi chwilę po Lotce. Chwycił za uprząż i ostrożnie pogładził konia, by go uspokoić. Rzucił okiem w poszukiwaniu Beatrycze, ale jej nie dostrzegł. - Wezmę ją do stajni, niech się chociaż napije - rzucił, zaraz podprowadzając białą w stronę bramki.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Vivian Morttimer on Pią Lis 02, 2018 12:17 pm

- Ta... zleceniodawca ma w dupie wszystko poza wykonaną pracą... -mruknęła, przeczesując wolną dłonią jego włosy. Czuła nacisk, niezbyt mocny, aczkolwiek wystarczający, aby mieć świadomość, że jest przytomny, że nie odpływa.
-Ściskaj, dzidzia... - mruczała, co jakiś czas zaczepiając to o jego policzek, to o ucho, aby jakoś utrzymać jego świadomość przy sobie.
To absurdalnie idiotyczne, aczkolwiek gdzieś tam, w odmętach jej ciemnej główki, poczęła rodzić się dziwna sympatia do hybrydy. Nie wiedziała jakoby miałaby to wytłumaczyć, szczególnie, że chwilę wcześniej chciała go po prostu zabić, zostawiając na pewną śmierć.
Stukot kopyt nakazał jej odwrócić wzrok. Na horyzoncie pojawiła się biała klacz, która jak się okazało, na szczęście niosła jej towarzyszy.
-Chujowo, a jak ma być... - westchnęła, przenosząc wzrok z Kuguara na Charlotte - potem... - ucięła, gdyby ta oczekiwała wyjaśnień.
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Charlotta Chilton on Pią Lis 02, 2018 1:36 pm

Podróż nie należała do najprzyjemniejszych i rodziła pytanie, skąd Walker właściwie wziął tego dzikusa. Gdy dojechali na miejsce, Charlotta sprawnie zeskoczyła z konia, przenosząc na Kezara platynowe spojrzenie.
-Witaj... - rzuciła cicho delikatnym, a zarazem ciepłym głosem, nieznacznie kuląc puchate, wilczę uszy.
Przeniosła wzrok na Vivian, aczkolwiek zgodnie z jej poleceniem? prośbą? postanowiła nie dopytywać.
Sprawnie usiadła na kolanach tuż przy kotołaku, dobierając się do rany.
- Damy radę.. - stwierdziła, otwierając swoją skórzaną torbę z której wydobyła słoiczek. Otworzyła naczynie, polecając Viv aby ta nacięła bardziej spodnie kotołaka, gdy spełniła prośbę, Charlotta zaaplikowała maść dookoła rany. Już po chwili kotołak mógł odczuć zarazem chłód, co i odrętwienie. Niedługo potem ból począł znikać, mimo iż ten pozostawał świadomy.
-Żeby o tej godzinie mnie z domu wyciągać... - westchnęła, oczyszczając ranę hybrydy. Wyciągnęła małą lampę ze świecą w środku. Odpaliła świeczkę, podała dla Vivian żeliwny pręcik z drewnianą rączką, nakazując nagrzać ów żelazną część. Sama zaś jednymi z kleszczy rozchyliła ranę kotołaka, wydobywając kulę drugimi, mniejszymi kleszczami, które swym kształtem znacznie różniły się od poprzednich. Ponownie oczyściła ranę, nagrzanym pręcikiem zatrzymała krwawienie, przystępując sprawnie do szycia.
-i już... - mruknęła, zawiązując supełek - po krzyku... - na jej usta wpłynął ciepły uśmiech - znieczulenie jeszcze podziała, radziłabym przewieźć go do mnie... -oświadczyła, pakując rzeczy do torby w torbie (xD), aby te sterylizowane nie dotykały ubrudzonych - Zajmę się nim, jednocześnie monitorując jego stan... stracił dużo krwi, trzeba go ustabilizować, myślę, że jutro będzie jak ta ryba z przysłowia, tyle że ciut kulejąca
avatar
Charlotta Chilton

Liczba postów : 11
Join date : 19/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Cyrus Vaymore on Pią Lis 02, 2018 3:25 pm

Kuguar tylko raz zerknął na nich, a zarazem za ich plecy. Przez ułamek sekundy wahał się czy lepiej nie zostać i pilnować dziewczyn przy pracy, ale przecież jedną z nich była Viv. Będą potrzebować tego konia.
Kucnąwszy przy bramce, wyjął zza pazuchy wytrych. Wsunął go i pobieżnie namacał poszczególne zapadki, by zaraz dobrać odpowiednich rozmiarów naciągacz. Klik, klik, klik, gaworzył cicho zamek, tak, że tylko Kuguar i koń mogli go usłyszeć. Opowiadał długą i smutną historię o ulewach, mrozach i braku oliwy przez wiele lat. Choć ostatnio powodziło mu się nieco lepiej.
Sprawnie schował narzędzia, dosłownie zniknęły mu z dłoni, kiedy tylko bramka puściła. Otworzył ją szerzej i wprowadził klacz na teren posesji. Czujny wzrok szybko wypatrzył ścieżkę, którą zwykło się chodzić na tyły domu. To tam spodziewał się znaleźć stajnię i nie pomylił się, co więcej, wyglądała bardzo przyzwoicie.
- Spisałaś się, maleńka, ale to nie koniec roboty na dziś - wymruczał spokojnie do klaczy, podprowadzając ją pod budynek. Zawahała się na moment, kiedy dach pojawił się nad jej głową. - Bez obaw… teraz chwila na deszek. - Uśmiechnął się do niej i poklepał po szyi. Podprowadził białą do koryta, gdzie było jeszcze trochę wody. Uwiązał ją sznurkiem, zdjął jej prowizoryczny rzęd i poszedł z wiadrem do studni. Kiedy wrócił, Bryza już szorowała pyskiem po dnie. Dolał jej do koryta, po czym rozejrzał się po workach z owsem. Przez chwilę rozważał czy klacz nie wystraszy się czegoś uczepionego jej pyska, po czym uznał, że nie warto ryzykować i przesypał trochę ziarna do wiaderka, które postawił obok. Dodał też siana z paśnika. Jedną garść podsunął bliżej pyska białej i zacmokał.
- Głodna, kochanie? - rzucił miękko, obserwując jak nieufnie obwąchuje mu rękę i źdźbła. - To dobre, można zjeść… Właśnie tak… - Pogładził drugą dłonią czoło konia, by zaraz się odsunąć spokojnie, gdy ta się spięła nieco. - Pokręcę się tu, co ty na to? - odparł swobodnie i poszedł w głąb stajni. Dobre miejsce, zadbane. Obejrzał uważnie szczotki wiszące na ścianie. Przynajmniej dwa konie. Przesunął palce po ogłowiu z zerwanym rzemieniem. Zdążyło się zakurzyć. Czy ktoś by się pogniewał, gdyby je sobie pożyczył? Stał przez moment. Nie, zerwana wodza przy dzikusie to zły pomysł, a nie miał teraz czasu jej naprawiać. Nie tak, żeby była solidna.
- Ładny palcat… - mruknął, obracając w palcach przedmiot, by zaraz odwiesić go idealnie na miejsce, nie naruszając nawet pyłu na kołku. Inny hak w ciemnym kącie dźwigał juki, a przynajmniej ich część. Sądząc po wyglądzie mogły mieć i z sześćdziesiąt lat. Ostała się tylko jedna kieszeń w dodatku z dziurą od spodu, a w środku nie było nic poza prochem. Wrócił na przód stajni i usiadł na stołku. Założył ręce za głowę i oparł się o ścianę, zawieszając wzrok na koniu. Nie miał na razie po co tam wracać, mieli wszystko, czego potrzebowali, a roli gapia przyjmować nie zamierzał. Znacznie rozsądniej było popilnować konia, jeśli oni weszli, to czemu nie ktoś inny.
Zdevydowanie potrzebowali koni. A do tego niestety potrzebowali pieniedzy, nie był pewien, ile, ale z pewnością nie mało, jeśli nie celowali w wybiedzone szkapy. A jakby tak… Wtem jego umysł spojrzał w zupełnie inną stronę. Dlaczego ciągle myślał w liczbie mnogiej? Prawda, siedzieli tu razem, podróżowali razem, ale czy to go tłumaczyło tak w zupełności? Cyrus, ty idioto, przecież dobrze wiesz, dlaczego… Zerknął w bok. Incydent z kotem trochę zwolni tempo, będą musieli przesiedzieć bezczynnie choć chwilę. Najwyższy czas ruszyć zadnią część.
- Ty też tak sądzisz, ha? - zwrócił się do konia, który zerknął na niego krótko. - Tak myślałem.
Im dłużej zwlekał, tym gorzej dla niego.
Co miał do stracenia?
Wszystko.
Kuguar podniósł się w końcu i podszedł do klaczy, która upewniała się, że wiaderko jest puste.
- Na razie wystarczy, w domu dostaniesz resztę kolacji. - Lekko podniósł jej głowę, założyć ogłowie ze sznurka. Przy okazji przyjrzał się uważnie jej sierści, zwłaszcza przy pysku. Dla pewności przesunął parę węzełków, by linka ułożyła się nieznacznie wyżej i nie obtarła jej do końca. Poprowadził białą na zewnątrz, znajdując sobie nową, ciekawą ścieżkę bliżej żywopłotu. Czyżby tędy wyjeżdżano na spacerki? Kuguar nie mógł sobie odmówić przejścia przy zaroślach, które lubiły ukrywać rzeczy przed ludźmi, te jednak okazały się złośliwie uczciwe. Albo nadgorliwe w swym fachu.
Zamknął za sobą furtkę, by zaraz kucnąć przy niej i przy pomocy tych samych narzędzi zatrzasnąć zamek. Czysto, ładnie, bezpiecznie, bez jakichkolwiek przesłanek, że ktoś spoza zaufanych się wprosił.
Wstał i odwrócił się do reszty.
- Dasz sobie z nią radę czy ja mam z nim jechać? - spytał, kierując wzrok na Chery.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Mistrz Gry on Pią Lis 02, 2018 3:39 pm

Kezar uchylił ślepia, słysząc nowy głos. Co zabawne wcale nie zmusił go do tego dźwięk końskich kopyt, a właśnie głos Charlotty. W przeciwieństwie do reszty dźwięków był miły i nie budzący przykrych skojarzeń.
Przyprowadził ją wzrokiem i dość biernie obserwował wpierw nóż, a potem jakieś mazidło przy swojej nodze. Nastawił uszy, kiedy to zaczęło działać. To było… dziwaczne. Nie żeby nie wiedział, że zioła potrafią działać różne cuda, ale fakt, że stracił czucie w kończynie… No teraz z pewnością nie było to pocieszające doznanie. Pomarańczowe ślepia otworzyły się szerzej, kiedy Chery wzięła do rąk obcęgi. Czemu ich nie czuł? Czy to znaczy, że straci nogę? Nie, nie mógł patrzeć na to, jak dłubała mu tam… w środku, to się dłużyło niemiłosiernie i sprawiało, że kot jeszcze bardziej przybrał kolor papieru. A raczej tektury, biorąc pod uwagę jego burą karnację. Zacisnął powieki i odwrócił łeb w bok, by przypadkiem nie spojrzeć.
Kiedy skończyła, jeszcze przez chwilę trwał tak nieruchomo, jakby niekoniecznie jej wierzył, że zostawiła to w spokoju. Wkońcu odważył się spojrzeć, choć nie wyglądał tak, jakby faktycznie coś sensownego mógł zobaczyć.
- Ja umrę?... - wymamrotał, chyba nie do końca kontaktując z ich rozmową.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 198
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Vivian Morttimer on Wto Lis 06, 2018 8:43 am

Grzecznie wykonywała każde kolejne polecenie Charlotty, z tyłu głowy plącząc się myślami przy Cyrusie. W końcu ten nie wracał i chociaż mówiła sobie, że przecież poszedł napoić konia, to jednak gdzieś z tyłu głowy kłębiła się obawa, że jednak coś mogło się stać.
Zerknęła na Charlotte
-Nie narzekaj Pysiu, jak sprawa dobiegnie końca to o tobie nie zapomnę... - uśmiechnęła się, gładząc włosy kotołaka.
Tak jak się spodziewała, Chilton zażegnała kryzys, a reszta to tylko formalności, aby Kezar szybko wrócił do stanu nienaruszonego.
Powoli przeniosła wzrok na Cyrusa, który właśnie wrócił z Bryzą. W duszy odetchnęła, że jest cały i zdrów, a jej obawy okazały się puste.
-Będziemy tuż za tobą... - zwróciła się do Charlotty - Kotek nie powinien sprawiać problemów, prawdaaa Kezarku? - przeczesała dłonią włosy kotołaka, zaraz zmuszając go do wstania. No tak jakby, bo znieczulenie wciąż działało. Przy pomocy Kuguara, posadziła Kezara na koniu.
-Nie czekaj z kolacją, droga pieszo chwilę potrwa... - skrzyżowała ręce na piersi.
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Charlotta Chilton on Wto Lis 06, 2018 8:55 am

-Powinnam... sobie poradzić... - Charlotta delikatnie skinęła głową, na pytanie Kuguara, pakując się zaraz na grzbiet Bryzy. Wzięła głęboki wdech, obserwując jak dopakowują jej Kezara.
-Nie umrzesz... - stwierdziła z niejakim rozbawieniem, pochwyciła na oślep ręce kotołaka, zaplatając je na swojej talii - trzymaj się mocno... - poleciła, łapiąc za prowizoryczne wozy.
Przeniosła wzrok na Kuguara i Vivian, delikatnie skinęła głową
-Nie przepadnijcie tylko... - wymruczała, starając się popędzić konia, który z początku stawiał opór, jednakże ostatecznie ruszył wzdłuż jednej z uliczek. Widać było, że Bryzie jeszcze brakuje do ujeżdżonego konia, aczkolwiek szybki kurs Kuguara pozostawił po sobie ślad.
z.t
avatar
Charlotta Chilton

Liczba postów : 11
Join date : 19/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Mistrz Gry on Wto Lis 06, 2018 12:06 pm

Kezar kiwnął głową, choć pewnie gdyby się nie odezwał, gest ten mógłby nie zostać w ogóle zauważony przez resztę towarzystwa.
- Kotki zawsze są grzeczne… - wymruczał, uśmiechając się trochę krzywo, co bardziej przypominało teraz kolejny grymas.
Z pomocą Vivian, stanął na nogi. Wbrew jego oczekiwaniom nie było to takie trudne. Choć miał wrażenie, że zniknęło mu pół nogi, to przynajmniej nie bolała, więc w pewnym sensie mógł nią normalnie poruszać. Oczywiście nie robił tego, w końcu Charlotta zakładała szwy, nie chciał przypadkiem zepsuć całej jej roboty.
Wsiadanie na konia nie było ani proste ani przyjemne. Nie dość, że znowu dotykali go ci dziwni ludzie, od których sierść sterczała na baczność, to jeszcze zwierzę było niespokojne. Charlotta mogła poczuć jak Kezar rozluźnia się w miarę oddalania od miasta, aczkolwiek wcale jej nie puszczał.

z.t.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 198
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Cyrus Vaymore on Wto Lis 06, 2018 12:49 pm

Podsadził kota na grzbiet Bryzy, przy okazji uważając na jej tylne kopyta. Na szczęście klacz nie uznała ich za element niepożądany. Niewykluczone, że była zwyczajnie zbyt zmęczona i wolała oszczędzać energię. Cyrusowi żal było konia, w dodatku noce nie były już takie ciepłe i pot na jej ciele mógł się okazać groźny. Przeszło mu przez myśl, kto i jak się tam klaczą zajmie, ale zaraz to porzucił. Zawsze mógł sam sprawdzić, teraz natomiast miał inne sprawy.
Uśmiechnął się do Charlotty.
- Przepadanie to nasza specjalność - odparł nonszalancko i chwilę jeszcze patrzył za koniem. - Naprawdę nie wiem, skąd oni wzięli tego narwańca… - mruknął ni to do siebie ni do panny Morttimer, którą to puścił chwilowo przodem. Odkleiwszy się od swego miejsca na chodniku, podążył jej śladem. Na jego usta szybko wpłynął niewinny uśmieszek. - Viiiv - zawołał przymilnie, by zaraz ją dogonić i zawiesić ramiona na rej szyi. - A ty wiesz, że na wesela się chodzi z osobą towarzyszącą? - uśmiechnął się szerzej, zaglądając na jej buzię.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Vivian Morttimer on Wto Lis 06, 2018 1:51 pm

Ruszyła powoli śladem śnieżnobiałego rumaka, wychodząc na przód. Do zamku był kawałek drogi, a jednak nie przejmowała się tym zanadto. Kezar jest bezpieczny - była tego bardziej niż pewna. Może nie znała długo Pysi, ale wiedziała, że ta sumiennie wywiązuje się z obowiązków, ponadto ich współpraca miała zacząć się opłacać dla obu stron, a sama Lotka raczej by się im nie narażała.
Jej myśli zaczęły zjeżdżać na sąsiedni tor. Mieli już kota, nawiązali kontakt z dobrym medykiem, który ciągnął za sobą niebanalnego wojownika.
Powoli uniosła wzrok w kierunku nieba.
Potrzebuje tylko ich ostatecznie zwerbować, ich i kryjówkę. Zamek na dłuższą metę odpadał. Zanadto rzucał się w oczy... chyba że... - z myśli wyrwał ją głos Kuguara.
Vivian zmarszczyła brwi, zaraz czując na sobie ciężar. Na jej usta mimowolnie wpłynął uśmiech
-hmmm? - zerknęła na niego kątem oka, wysłuchując tego, co miał do powiedzenia. Z jej ust wydobył się cichy śmiech
-Tak sądzisz? a znasz szaleńca, który by mi potowarzyszył? - zagaiła, nie mogąc zmazać z ust uśmiechu.
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Cyrus Vaymore on Wto Lis 06, 2018 3:10 pm

Pochwycił spojrzenie bursztynowych oczu, kiedy tylko je na niego skierowała. Lubił, gdy to robiła. Może brzmiało to idiotycznie, może było tylko nic nie znaczącym odruchem, bo przecież właśnie ją zaczepił, ale miało w sobie to szczególne coś. To był ten sam rodzaj szczególnego czegoś, które czuje się z samego, że ktoś jest obok. Nie liczyło się znaczenie, liczyła się obecność.
No to popłynąłeś.
Lekko zmrużył ślepia w kocim uśmiechu.
- A znam - odparł, nie tracąc ani kszty dobrego humoru. - Tak się składa, że jeden na ciebie patrzy. - Całkiem możliwe, że się zatrzymali, w końcu ciężko się chodziło z uczepionym cię jak małpka dorosłym mężczyzną, Kuguar jednak bynajmniej się tym nie przejmował. Mieli dużo czasu na dotarcie do zamku. Całą noc, zanim Lotka zacznie się martwić czy zadawać pytania.
Choć patrząc na Lotkę, to raczej by nie pytała.
- Co o tym sądzisz, Kwiatuszku? - O tak, lubił ten zwrot i to wcale nie ze względu na urocze zdrobnienie. Nie tak go wypowiadał, raczej tym samym szturchającym pod żebro tonem, którym pierwszy raz się do niej zwrócił w mrokach medevarskich lochów. To wciąż było zabawne.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Vivian Morttimer on Wto Lis 06, 2018 4:38 pm

Powoli zwalniała, aby ostatecznie przystanąć.
-Ah tak? - zagaiła z szelmowskim uśmiechem, delikatnie obracając się do niego twarzą, aby to dokładniej przyjrzeć się dużym, szarym ślepiom. Nie wyplątała się z jego "objęć", także jeśli sam jej nie wypuścił, wciąż pozostawała opatulona jego dłońmi.
-Myślę, że grzechem byłoby przepuścić taką okazję... - pociągnęła z tym samym, zaczepnym uśmiechem, mimo iż w głowie już dawno podniosła alarm.
Za blisko, stanowczo za blisko.
Mimo to stała, nie odrywając od niego spojrzenia. Nie chciała, a nawet nie mogła. W końcu jeśli odwróci wzrok, ten przebiegły kojot zaraz ją rozszyfruję, kolejny raz będzie krok przed nią. Jedynie zrobi z siebie idiotkę.
-Do zamku... to chyba w tamtą stronę.. - rzuciła ciszej z delikatnym uśmiechem, mając nadzieje, że Vaymore nie jest w stanie usłyszeć jak głośno bije jej serce.
Oto idiota z którego nieudolnie próbujesz się wyleczyć. Wciąż i wciąż, a gdy już myślisz, że zaczyna Ci wychodzić, ten znowu pojawia się w twoim życiu, robiąc bałagan.
Dlaczego tak bardzo panikujesz, głupia? przecież nic się nie dzieje. Gdyby wiedział, o czym myślisz...
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Cyrus Vaymore on Wto Lis 06, 2018 8:11 pm

  Poluzował ręce na tyle tylko, by mogła się swobodnie obrócić, ale w żadnym wypadku nie zamierzał ich zabierać. Powinien. Wiedział to, słyszał to od swoich myśli, czuł instynktownie pewną niezręczność narastającą od osoby Viv, ale w żadnym wypadku nie chciał jej puszczać. To było zbyt miłe, by to przerwać tak szybko, tak bezmyślnie podążając za utartymi zasadami szarego obycia. A przecież Kuguar z zasady nie przestrzegał zasad.
  Bo w końcu, co w tym złego? Nic nie robili. I właśnie to nic było w tym wszystkim najlepsze. Nic razem z nią było milsze niż jakiekolwiek coś z kimś innym.
  — I właśnie to chciałem usłyszeć — odparł, odwdzięczając jej uśmiech, a w jego szarych ślepiach ponownie zaczął się skradać ów wyraz, który miała okazję zobaczyć w zaułku.
  Za daleko, stanowczo za daleko. Miał ochotę ją przytulić, tak po prostu. Opanuj się...
  Vaymore istotnie nie słyszał bicia jej serca, czego jednak sam nie zauważył. Gdyby wiedział o tym, z pewnością zbeształby siebie za tak karygodną nieuwagę i nie chodziło tu jedynie o Vivian, ale i całość otoczenia. Vaymore nie słyszał świerszcza dwadzieścia metrów od nich, ale żadna podejrzliwa myśl nie zdołała tego spostrzec.
  — W tamtą? — rzucił i obejrzał się za siebie, jakby chcąc się upewnić, że myślą o tej samej stronie. — Faktycznie. — Uśmiechnął się do niej łobuzersko i zsunął ręce z jaj ramion. — Lepiej chodźmy, bo nas tu północ zastanie — dodał, kierując się w wybraną stronę. — Kotek mówił ci coś ciekawego, jak mnie nie było? — Zerknął na Vivian, mówiąc zupełnie niezobowiązującym tonem. Chciał mieć pewność, że atmosfera nie zostanie gęsta.

z.t.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Vivian Morttimer on Wto Lis 06, 2018 8:27 pm

Dziwne napięcie nie mijało. Jak to nazywali medvarczycy? chochliki w brzuchu? Tsaa, to było to... wkurwiające skrzaty, które sprawiały, że miękły jej nogi.
To było tak dziwnie niezrozumiałe i głupie, przecież on tylko stał - właściwie to wystarczyło wyobraźni by snuć przeróżne, abstrakcyjne dla niej, scenariusze.
Pamiętaj z kim grasz w tą grę, to kanciarz, pod rękawem trzyma kilka asów i ze dwa jokery.
Jego głos, tak miękki i mrukliwy, zdawał się doprowadzać ją do szewskiej pasji.
To uczucie...
Z jej ust wydobył się cichy chichot.
Puścił ją, właściwie tego chciałaś, prawda? więc dlaczego teraz czujesz się tak dziwnie?
Przez krótką chwilę stała w tym samym miejscu, jak gdyby wrosła w ziemię.
Czyżbym właśnie zmarnowała okazję? - zagaiły myśli, które zaraz zbeształa. Jaką okazję?
-A co... boisz się, że zjedzą nas wilkołaki? - zagaiła z szelmowskim uśmiechem, ruszając tuż za nim.
-Nie, w zasadzie to nie... - mruknęła, apropo kotołaka. Atmosfera zaczęła opadać, a Morttimer miała wrażenie, że zrobiło się zimno, mimo iż temperatura się nie zmieniła.
-Nie był już za bardzo w stanie... - mruczała, uciekając spojrzeniem w kierunku nieba.
Idiotka.
z.t
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom Anastazji

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach