Pałac Mgielny

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Pałac Mgielny

Pisanie by Mistrz Gry on Wto Wrz 25, 2018 11:56 pm







[align=center]Kliknij, aby przejść do pełnej mapy terenów okolicznych.[/align]

[align=justify].....Las z czasem zaczyna się przerzedzać, drzewa są młodsze, smuklejsze i nieco niższe. W końcu pojawia się dość widoczne przejście i niewielka polana, którą spowija wieczna, nieopadająca mgła. Jest gęsta i biała jak mleko, by coś zobaczyć, trzeba się zbliżyć, a wtedy oczom ukazuje się ogromne, strzeliste ogrodzenie z giętego żelaza o ostrych wykończeniach. Idąc wzdłuż płotu można odnieść wrażenie, że nie ma końca i właśnie wtedy napotyka się na szeroką bramę. Otwartą bramę.
.....Na śmiałków, którzy odważą się przekroczyć wejście i udać wgłąb mgły czeka niemałe zaskoczenie - biel opada bezpowrotnie, a oczom ukazuje się wielki pałac zachowany niemal w idealnym stanie, rozciągający się na olbrzymiej przestrzeni, do tego doskonale zadbane ogrody i nadal działająca fontanna na dziedzińcu. Wbrew oczekiwaniom, nikt na stałe nie zamieszkuje budynku, który zapewne wcześniej należał do znamienitych właścicieli ziem.
.....Wewnątrz pałacu zostały zachowane wszystkie meble, relikty, pamiątki i przedmioty opowiadające historię tego miejsca. W oknach nadal wiszą ciężkie, pozłacane zasłony, meble obite aksamitem, stoły z drogiego drewna, miejscami polichromowane. W szafach wiszą wytworne stroje, a wypolerowane na wysoki połysk, srebrne tace czekają w kuchni na podanie posiłku. Sal jest od groma, w obydwu skrzydłach będzie ich w sumie powyżej setki. Wszystkie idealne, po brzegi wypełnione bogactwem. Wiele z pomieszczeń jest tematycznych - sala jadalna, sala z trofeami, sala z bronią, sala posągowa. W sali balowej, największej w pałacu, na drewnianym podwyższeniu nadal stoi czarny, zdobiony fortepian. Ktoś kiedyś rozniósł plotkę, że raz na jakiś czas słychać muzykę z wnętrza, graną dla zmarłych właścicieli pałacu. Problem w tym, że większość strun instrumentu jest zerwana, a muzykę słyszy każdy, kto przekroczy próg sali balowej.
.....Pomimo upływu czasu i braku mieszkańców, w pałacu nic się nie starzeje. Nie zbiera się kurz, ani pajęczyny, można odnieść wrażenie, że zaledwie dwie minuty temu służba wysprzątała całość na błysk. Rośliny w ogrodzie są zawsze podlane, a żywopłoty zawsze przystrzyżone, choć na próżno szukać ogrodnika.
.....Ponadto w notatniku leżącym na stole w jednym z gabinetów ktoś zapisał czerwonym atramentem:
“Я выхожу. Я вернусь завтра утром.”
[/align]
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 198
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Kaspar Walker on Nie Paź 21, 2018 11:13 pm

  Tak jak mówił Kaspar, zrobiło się już ciemno, nim w końcu dotarli na miejsce. Pomiędzy drzewami niczym wielki czarny cień, wyrósł okazały dwór opasany murem i ażurowym, żeliwnym ogrodzeniem. Wysoka, ozdobna brama wyrosła na środku zasypanej zeschłymi liśćmi drodze, która teraz poszerzyła się do całkiem wygodnych rozmiarów. W paru oknach świeciło się światło, aczkolwiek wyglądało dość mętnie i niekoniecznie dodawało otuchy. Zdawać by się mogło, że samo takowej potrzebuje.
  Walker podszedł do bramy i uwiązał konia do jednego z pionowych prętów zaraz przy niej. Nie był pewien, czy dobrze robi, ale... tak chyba było lepiej. Nie bał się osobiście Kazana, bał się tylko jego reakcji. Gestem dłoni kazał muszkieterowi poczekać w tym miejscu, a sam wszedł na teren pałacu powitany przez jękliwy zgrzyt bramy. Szedł niespiesznie, w myślach mierząc odległość. Po przebyciu około jednej trzeciej drogi do drzwi, przyłożył palce do ust i zagwizdał, kierując wzrok na budynek.
  W głowie kłębiło mu się wiele pytań, wszystkie zaś ostatecznie sprowadzały się do Charlotty. Każda sekunda zwłoki z jej strony zdawała się coraz bardziej niepokojąca. Coraz bardziej zaczął się obwiniać o to, że ją zostawił. Mimo wszystko. To nie był czas i miejsce na takie rzeczy. Co z ciebie za przyjaciel?! - pisnęła w głowie.

_________________
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Surrexit Christus, alleluia!
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Cantate Domino, alleluia!
avatar
Kaspar Walker

Karta Postaci
Liczba postów : 15
Join date : 29/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Joachim on Nie Paź 21, 2018 11:42 pm

Joachim spodziewał się warownej twierdzy i zupełnie nie był przygotowany na widok okazałego pałacu, do którego imć Walker go doprowadził. Wyglądało, że ów kraj był całkiem cywilizowany, jak mieli takie okazałe dwory. Z drugiej strony... jak był pałac, to mieszkał w nim zapewne ktoś ważny. Ktoś ważny, znaczy uwikłany w politykę. No, trudno. Chyba musiał się pogodzić z tym, że nie ucieknie od tego. Miał tylko nadzieję, że stanął po właściwej stronie. Inna sprawa, że imć Walker był katolikiem, a z ewentualnych przeciwników dowiedział się o jednym Niemcu, więc zapewne tylko po tej stronie mógł zachować czyste sumienie. Przynajmniej mieli jednego możnego pana za sobą. Pałac był zadbany i dobrze utrzymany, więc nie mogło być w tym względzie wątpliwości. Służba też dobrze wyszkolona, wcale nie było jej widać.

Został przy bramie i przyglądał się, jak Walker podchodzi do drzwi pałacu. Sposób, w jaki oznajmił swoje przybycie ewidentnie sugerował jakieś sprawunki konspiracyjne... w co on ich pakował? Z drugiej strony, nie mogło to być gorsze od Frondy. Postanowił przy najbliższej okazji wypytać o to towarzysza, albo lepiej, poprosić o jakieś informacje właściciela pałacu.
avatar
Joachim

Liczba postów : 13
Join date : 12/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Charlotta Chilton on Pon Paź 22, 2018 11:47 pm

Charlotta przesiadywała w kuchni, rozwodząc się nad kolacją. Wprawdzie pieczeń może i nie była typowym kolacyjnym daniem, aczkolwiek przez zamieszanie, nie miała czasu zabrać się za to wcześniej. A przecież wraz z Kasandrą muszą coś jeść, prawda?
Co prawda, panienkę Chilton nieco poniosło co do ilości, aczkolwiek gdzieś tam z tyłu głowy, wciąż kłębiła się myśl, że może ktoś się pojawić, jeszcze niedawno miała na garnuszku wojsko.
Słysząc pukanie z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie, jeszcze przez chwilę obserwowała kuchenkę, jak gdyby ta miała moc uciszania istot zza drzwi.
A jednak kuchenka jej nie pomogła, sama musiała iść i rozwiązać ów problem.
Powoli ruszyła w kierunku drzwi, które nieśpiesznie otworzyła.
-Kas...par... - wymruczała cicho, kuląc puchate, wilcze uszy, tym samym dłuższą chwilę mu się przypatrując. Zapewne chciała powiedzieć coś więcej, albowiem jej wargi ponownie się rozchyliły, aczkolwiek jej uwagę odwrócił warkot.
Powoli zerknęła w kierunku ogrodu, dostrzegając Kazana. Masywna krzyżówka Mastifa tybetańskiego i Rottweilera wyglądała niczym niedźwiedź. Ślepia zwierzęcia błysnęły w mroku, widocznie za cel obierając Joachima. Kazan wyszczerzył okazałe, białe zębiska, ruszając w dzikim szale w kierunku mężczyzny.
-Kazan... - łagodny, delikatny głos jasnowłosej zadziałał niczym napinający się łańcuch, momentalnie zatrzymując psa, który teraz stał jakiś metr od Joachima.
-To twój przyjaciel? - zagaiła sennie, przenosząc wzrok na nieznajomego. Kazan klapnął zębiskami, a jednak był zbyt daleko, aby cokolwiek zrobić mężczyźnie.
-Wejdźcie... - otworzyła szerzej podwójne drzwi, hybryda zamiotła ogonem podłoże - Zaraz będzie kolacja... - pociągnęła nad wyraz spokojnie.
avatar
Charlotta Chilton

Liczba postów : 11
Join date : 19/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Kaspar Walker on Wto Paź 23, 2018 3:35 pm

Przeczesał wzrokiem ciemność, szybko odnajdując tam lśniące ślepia psa. Kazan zdawał się nie reagować na jego osobę, co poniekąd było dobre, z drugiej strony nie zatrzymałby go, gdyby ten chciał się rzucić na Joachima. Na szczęście Charlotta szybko pojawiła się w drzwiach.
  Na jej widok, anioł uśmiechnął się ciepło, z początku trochę nieśmiało, ale jej ton głosu zdawał się przyjemny. Przeniósł wzrok na muszkietera i kiwnął twierdząco głową na pytanie o towarzysza. Na dłuższą chwilę uważnie zawiesił wzrok na panience Chilton. Jej spokój wydawał się... aż zbyt duży. Wręcz nienaturalnie dla niej stoicki. Posłał jej pytające spojrzenie, z nutą troski w błękitnych tęczówkach, by ostatecznie.
  Jeszcze moment — ułożył dłonie w parę prostych znaków, po czym szybko zawrócił do bramy. Odwiązał odeń śnieżnobiałą klacz, którą wprowadził na teren zamku, zamykając za sobą bramę. Odwiązał jej linkę od szyi, tym samym puszczając wolno po ogrodzie. Dopiero wtedy podążył za Charlottą do wnętrza.
  Zarówno linkę, co i plecak odłożył gdzieś w korytarzu, po czym wprowadził Joachima do salonu. Obszerny pokój z galeryjkami pod ścianami, stołem przy strojnej, aczkolwiek zniszczonej przez czas kanapie i fortepianem na wytartym dywanie.

_________________
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Surrexit Christus, alleluia!
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Cantate Domino, alleluia!
avatar
Kaspar Walker

Karta Postaci
Liczba postów : 15
Join date : 29/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Joachim on Sro Paź 24, 2018 12:52 am

Kiedy pani dworu pokazała się w drzwiach i odwołała wielkiego psa, któremu widok Francuskiego muszkietera wyraźnie był nie w smak, Joachim zdjął dłoń z pistoletu i przeniósł wzrok na towarzysza. Znowu dawał jakieś znaki dłonią, choć równie dobrze mógł być to po prostu sposób porozumiewania się. Musiał być wygodniejszy niż kartka i pióro, acz wymagał od rozmówcy jego uprzedniej znajomości. Zapewne przyjdzie się go nauczyć, jeśli ich przyjaźń miała potrwać dłużej.

Przyjrzał się pani dworu i z trudem ukrył zaskoczenie. Miała ona bowiem uszy jak u wilka. Najpierw pomyślał, że to jakaś tutejsza moda, ale kiedy się poruszyły, zorientował się, że było inaczej. Czyżby ona była z południa, jak ten saracen? Ale przecież nie wyglądała na to. Gdyby nie te uszy, pasowałaby do każdego królewskiego dworu. Kiedy się odwróciła, dostrzegł też wystający spod odzieży ogon. Może wilkołak? Historie które o nich słyszał były zgoła inne, ale i tak postanowił nie rozstawać się z pistoletem. Kilka srebrnych kul na podorędziu by nie zaszkodziło, ale z drugiej strony cierpiał na ogólny niedobór srebra. Po chwili namysłu stwierdził, że gdyby Walker chciał go podać na kolację wilkołakowi, to nie wypuszczaliby saracena, który byłby przecież równie dobrym posiłkiem.

Zostawił muszkiet tam, gdzie imć Walker odłożył swój plecak, i poszedł za towarzyszem. Salon, w którym usiedli robił wrażenie, ale widać było, że znał lepsze dni. Być może ród mieszkający w pałacu nie był już tak bogaty, jak kiedyś. Ponadto brak jakichkolwiek śladów służby zaczynał go niepokoić. Być może taki tu po prostu był zwyczaj, że służba miała się na oczy nie pokazywać... Stanowczo należało się rozeznać w tutejszej etykiecie. Dama musiała być z arystokracji, ale z jakiego rodu?

Ponieważ nikt się nie odzywał (w przypadku imć Walkera było to normalne), postanowił zaryzykować i zwrócił się do pani, mając nadzieję, że nie poczyta tego jako naruszenia etykiety. W tym cudacznym kraju zaiste możliwe było wszystko.

-Wybaczy łaskawa pani, że w tutejszych zwyczajach nie jestem biegły, a i gestów mego towarzysza nie rozumiem, gdyż spotkaliśmy się może pół dnia temu. Wszakże o naukę obyczajów tudzież nawet przedstawienie nas prosić mi go nieskoro, gdyż od słowa mówionego stroni, a na piśmie też jest oszczędny. Ja nazywam się Joachim, hrabia de Ville, i byłem na służbie u Króla Francji, którą to służbę, przyczyną spisku dworskiego, przyszło mi opuścić. Płynąłem do Polski, kiedy statek mój zatonął w sztormie, i znalazłem się u wybrzerzy tego kraju. Nazwy jego na żadnej mapie nie widziałem, prócz tej, którą posiada imć Walker, a tutejsze zwyczaje i rody są mi obce. Tak więc uprzejmie proszę o wybaczenie takiej bezpośredniości, ale jestem w stanie bezgranicznej konfuzji, czemu chciałbym zaradzić, zanim popełnię insze gafy.
avatar
Joachim

Liczba postów : 13
Join date : 12/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Charlotta Chilton on Sro Paź 24, 2018 6:38 pm

Charlotta przez moment obserwowała wierzchowca, zaraz wzdychając. Gdy tylko jej "goście" weszli do środka, Chilton spojrzała na Kaspara, energicznie gestykulując dłońmi
Znowu zostawiasz bałagan! - podkuliła uszy, a jej jasna twarzyczka nabrała dość zabawnego grymasu obrażonego dziecka. Kobieta ponownie zaczęła migać - Zanieś to do salonu!
Zerknęła w kierunku drzwi, które ponownie otworzyła, aby wpuścić do domu masywnego basiora.
Hybryda cicho zamknęła drzwi, a jednak widocznie jeszcze nie skończyła, ponownie zaczynając gestykulować dłońmi
Przyprowadziłeś konia i co? Nie wpadłeś na to, że pewnie jest spragniony? Przydaj się na coś i idź wstaw wodę na herbatę!
Platynowe spojrzenie powoli przeniosło się na Joachima, który....
Ile on mówi - przebiegło jej przez myśl, gdy tak przypatrując się jego twarzyczce, przechyliła łepek w bok.
Kolejny nowy. Właściwie to mu współczuła, szczególnie z jego nader moralnym podejściem.
-W takim razie masz szczęście, że trafiłeś na Kaspara - oświadczyła miękko - nie każdy byłby taki miły. Nie przyznawaj się do swojej niewiedzy. Ktoś albo cię zabije, albo okradnie... albo jedno i drugie.
Powolnym krokiem skierowała się na zamszowy fotel, na którym nieśpiesznie zasiadła.
-Najprościej mówiąc? - umilkła na moment, powoli przenosząc wzrok w kierunku okna - Zabij, albo zgiń. Tu nie ma kręgosłupa moralnego, nie ma praw, a politykę wyznaczają Ci, którzy najwięcej mają na sumieniu. Musisz się nauczyć kogo unikać, z kim żyć i kogo powinieneś się trzymać, aby za szybko nie umrzeć. Ponadto zarówno w mieście, jak i poza nim, żyje wiele niebezpiecznych istot - Platynowe tęczówki nieśpiesznie odnalazły twarz Joachima - Witaj w piekle, Joachimie...
avatar
Charlotta Chilton

Liczba postów : 11
Join date : 19/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Joachim on Sro Paź 24, 2018 8:12 pm

Muszkieter odetchnął z ulgą, że dama nie poczytała sobie jego wypowiedzi za aftont. Wyglądało, że potwierdziły się jego obawy co do statusu tego miejsca. Żadnego króla, bandyci i najemne zbiry na drogach. Równie dobrze mogliby być gdzieś w Nowym Świecie, ale obecność pałacu przeczyła temu. Eh, równie dobrze mógł zostać we Francji, gdyby nie ten zatracony Gaskończyk. Tyle tylko, że tutaj grasowały ludy o kocim futrze, a pani domu miała wilczy ogon. Cóż... co kraj, to obyczaj. Kto wie, co by zobaczył, gdyby udało mu się dopłynąć do Polski.

-Muszę szlachetnej pani przyznać, że już sakiewkę zdążyłem postradać, choć po moim wyjeździe z Francji najcenniejszą w niej rzeczą była brzytwa. A zabić też próbowali, aleśmy z imć Walkerem zadali napastnikom bobu. Pięciu ich było, dwóch padło, tyluż uszło, a jednego po przesłuchaniu puściliśmy. Mielibyśmy dwóch, lecz, imaginuj sobie pani, jeden z nich skrzydła rozłożył i odleciał, stwór piekielny, choć go wcześniej w walce przebiłem. I powiem waćpani, że póki król nie zaprowadził we Francji porządku, to podobnie tam w polityce było, jako pani mówisz. Tak więc do nauki jestem skory, a gdyby potrzebowała pani usług żołnieża, to moim muszkietem się mogę przysłużyć.

Tak długo, jak będzie do kogo strzelać, będą też potrzebni żołnieże. Jeśli mu się poszczęści i dama uzna jego rozprawę z demonem za dobrą rekomendację, powinno to rozwiązać jego problemy pieniężne.
avatar
Joachim

Liczba postów : 13
Join date : 12/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Kasandra Valley on Czw Paź 25, 2018 7:10 pm

  Przekręciła się na drugi bok, a jednak głosy nie chciały się uciszyć. Była kotem, kto to widział, żeby śnić o słowach... Uchyliła leniwie powieki, by z czystą odrazą dojść do wniosku, że ów głosy nie rozlegają się w jej głowie, a piętro niżej. W dodatku jeden był obcy. To chyba najbardziej ją rozbudziło. Obcy.
  Podniosła się szybko z łóżka i zeskoczyła na podłogę, cicho i miękko, nie zaburzając niczym idealnie zastygłego w czasie pokoju. Przekręciła łeb, kierując go po trosze na drzwi na korytarz, po trosze zaś w sam parkiet u swoich łap. Chwilę tak trwała w bezruchu, po czym wyprostowała się na łapach i spojrzała w podłogę zdumiona. Powoli, z rozmysłem ruszyła ku schodom wiodącym na parter, a długi, puszysty ogon leniwie kręcił się w powietrzu.
  Stanęła w drzwiach, na samym skraju, elegancko kładąc przednie łapki tuż koło siebie. Uniosła łeb i zlustrowała obecnych spojrzeniem ciemno-zielonych oczu. Jej widok może nie byłby dziwny, wszak ludzie często trzymają w domu koty... ale raczej nie często ów koty należą do gatunku Panthera uncia. Bynajmniej się tym nie przejmowała. Oblizawszy leniwie pysk, skierowała niespieszny krok w stronę Charlotty siedzącej na fotelu. Usiadła obok jej nóg i otarła się łbem o kolano hybrydy. Na moment jej spojrzenie wylądowało na muszkieterze, krytyczne niczym rasowej pani domu. Prychnęła na mężczyznę, po czym wróciła do przytulania panny Chilton.

_________________
A ty, czy ty
zdecydujesz też,
że już nie da się stać,
na oślep trzeba biec?
Po tym, co się tu działo, każdy chyba wie...
Pod drzewem dziś to wszystko skończy się.
avatar
Kasandra Valley

Karta Postaci
Liczba postów : 15
Join date : 29/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Kaspar Walker on Czw Paź 25, 2018 7:27 pm

  Kaspar uniósł nieco brwi widząc jej reprymendę odnośnie bałaganu. Jaki znowu bałagan, przecież od tego była półka, by coś na niej położyć, tak? To, że położył, nie znaczy, że będzie to tam leżeć wiecznie. Westchnął wewnętrznie.
"Zaraz do niego pójdę..." — odparł tylko, by zaraz dodać z niejakim zadowoleniem. — "Mam coś dla ciebie." Skierował się do kuchni, pozostawiając ich samych z tą pogawędką. Chyba niespecjalnie miał ochotę kolejny raz wysłuchiwać tego samego, zwłaszcza z ust Chery. Nie żeby coś, ale zawsze ujmowała to wręcz grobowo. Miała rację, owszem, a jednak... jednak coś w Kasparze dalej sprzeciwiało się koncepcji braku ratunku.
  Zalał czajnik wodą, którą znalazł na sąsiednim blacie, i postawił na piecu, by zająć się jego rozpalaniem.
  Byli niedaleko, panowała względna cisza, więc mógł słyszeć ogólny kontekst rozmowy. Pokręcił głową. Mógł się domyślić, że Joachim zechce jej opowiedzieć... zapewne nie tylko o bandytach. Był nieostrożny, co gorsza, jego nieostrożność niepokoiła Walkera.
  Wracając, zahaczył o korytarz, zabierając zeń swoje rzeczy, tak jak chciała. Zostawił go w kącie między ścianą a najbliższym regałem, a sam podszedł do nich, by wręczyć Charlotcie książkę. "To dla ciebie." — uśmiechnął się. Po bliższych oględzinach mogła z pewnością stwierdzić, że był to profesjonalny spis ziół i innych roślin występujących na terenach wokół miasta. Sam Kaspar wrócił, by przygotować herbatę.

_________________
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Surrexit Christus, alleluia!
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Cantate Domino, alleluia!
avatar
Kaspar Walker

Karta Postaci
Liczba postów : 15
Join date : 29/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Charlotta Chilton on Czw Paź 25, 2018 8:02 pm

Charlott spokojnie siedziała, grzecznie słuchając swojego rozmówcy. No może do pewnej chwili, nie do końca zrozumiała, cóż muszkieter miał na myśli, gdy rzekł, iż razem z Kasparem dali przeciwnikom bobu. W końcu jaki sens był dawać dobry bób dla obcych? Może to była łapówka? chociaż z drugiej strony, któż przyjmuje bób jako łapówkę w tym świecie? i skąd Walker wziął ów roślinę?
Gdy jej myśli ponownie wróciły do rzeczywistości, hybryda zorientowała się, że kilka słów Joachima przeoczyła, aczkolwiek ten widocznie nie skończył. Wysłuchała go do końca. Jej wilczę uszy delikatnie drgnęły
-Nie tak dawno przyszło mi wyrywać żołnierza z łapsk śmierci... - mruknęła, powoli przenosząc wzrok na Walkera, a zaraz na przedmiot jaki znalazł się w jej dłoniach. Zrobiło jej się trochę głupio, w końcu przed chwilą go bezdźwięcznie okrzyczała. Z drugiej strony wciąż do samego Kaspara żywiła urazę. Mała drzazga, która wciąż złośliwie dawała o sobie znać.
-Najwidoczniej mundurowi nie do końca odnajdują się w naszych realiach... - z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie. Platynowe tęczówki przesunęły się w kierunku śnieżnej pantery, która usadowiła się tuż przy nich.
-Oto i mój anioł stróż... - wyjaśniła czule, obejmując dłońmi pysk drapieżnika. Pochyliła się powoli, aby wtulić nos w koci łepek. Kocie główki zawsze tak uroczo pachniały. Charlotta ucałowała pysk kota, ponownie się prostując
-Sandro, to jest Joachim... - wyjaśniła spokojnie, delikatnie drapiąc panterę za lewym uchem.
Platynowe tęczówki ponownie odnalazły sylwetkę mężczyzny, chwilę mu się przypatrując.
-Potrzebujesz czasu, aby nauczyć się tu żyć. Niestety czas jest naszym wrogiem, szczególnie teraz. Niedługo zrobi się tu naprawdę niebezpiecznie, będziemy w centrum konfliktu zbrojnego i mimo braku naszej winy, to my poniesiemy największą stratę...
avatar
Charlotta Chilton

Liczba postów : 11
Join date : 19/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Joachim on Pią Paź 26, 2018 3:08 am

To co mówiła wielka dama wydało mu się raczej ponure, ale muszkieter nie tracił nadziei. Nie uszło też jego uwagi, że jego towarzysz został potraktowany jak sługa i zapędzony do parzenia herbaty. No cóż, może nie był on dżentelmenem, jak zakładał, albo może takie zwyczaje tu panowały, że takie rzeczy dżentelmenowi uchodziły. W końcu nie wiedział, kim dokładnie była, nie przedstawiła się nawet, ale potrafił poznać arystokratkę, a pałac jednoznacznie świadczył o jej pozycji. Wspomniała o wojnie, co było dobrym znakiem dla jego perspektyw zatrudnienia, z drugiej strony z tego co mówiła mogła to być wojna domowa, czyli powtórka z Frondy albo gorzej. No, ale tutaj był obcy, więc może tym razem nie da się wplątać zbyt głęboko...

-Zaiste wspaniałe stworzenie. Takoż jak mówisz, wielmożna pani, było u mnie we Francji. Właśnie dlatego mi ją przyszło opuścić, żem na wojnie walczył przeciwko jednemu kardynałowi Mazariniemu, który koronę i króla zdradził, lecz gdy pokój zawarto, jak piskosz się wywinął, wrócił do łask i na mnie zagiął parol. Tak więc o takich wojnach, i ludziach którzy je wywołują, coś wiem. Także to, że ze wszystkiego najgorzej stać pośrodku. Lepszego patrona niż wielmożna pani raczej w tym miejscu nie uświadczę, lecz zanim się zaprzysięgnę do służby, chciałbym wiedzieć, kto się z kim bije i jakie siły za nimi stoją, oraz jakie racje przedstawiają. Mam nadzieję, moja pani, że mając baczenie na moje awantury we Francji, rozumiesz moją ostrożność.
avatar
Joachim

Liczba postów : 13
Join date : 12/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Cyrus Vaymore on Nie Paź 28, 2018 12:28 am

Trzepot skrzydeł. To był główny dźwięk, jaki towarzyszył mu przez znaczną część trasy, nim nauczył się nie uderzać nimi o siebie nawzajem. To zdecydowanie ułatwiło sprawę. Leciał ponad linią lasu z kilku z kilku powodów. Głównym było zapobiegnięcie rozbicia się na najbliższym drzewie, ale spotkania z ziemią również wolał uniknąć. Nie tylko przy starcie zdarzyło mu się zaliczyć wywrotkę, a stosowna wysokość ułatwiała odzyskanie równowagi, nim było za późno. No i podtrzymywała adrenalinę, co również pomagało. Cyrus starał się kontrolować odruchy, a jednak tyleż samo się na nich opierał, stopniowo ogarniając zasadę działania tego wszystkiego.
Zniżył się znacząco, gdy minął mur pałacu w lesie. Zatoczył krąg, szybko wodząc oczyma po terenie, choć po prawdzie niewiele mu to dawało. Powiedzenie "ślepy jak nietoperz" istotnie miało w sobie wiele sensu. Był na tyłach budynku, czego jednak sam nie mógł stwierdzić. Widmowe dźwięki, które dolatywały do niego od wszech stron najpewniej były drzewami, tak więc wybrał najbardziej cichą przestrzeń i zniżył się jeszcze bardziej, wyhamowując. Do głowy przebiły się myśli o Vivian, a zaraz za nimi cała kaskada kolejnych Charlotta, Viv, Kezar, Viv, Trixi, Viv…
Rozlane plamy przed oczami zrobiły się całkiem czarne, gdy wpadł twarzą w coś zimnego. Zimnego i mokrego zarazem, co zaraz postarał się wypluć. Piszczało mu w uszach. Kuguar zerwał się na nogi i zaraz wrócił kolanami na ziemię, zginając się w pół. Stłumił kaszel i przytknął usta ręką, przez chwilę trwając w bezruchu z zamkniętymi oczyma. Miał wrażenie, że zaraz zwymiotuje, co bynajmniej mu się nie uśmiechało. Siedział i oddychał powoli, równomiernie, starając się nie myśleć o niczym konkretnym, a tylko uspokoić trochę spanikowany organizm. Niespiesznie przełknął ślinę, po czym uchylił powieki, gdy przestało mu się kręcić w głowie. Obraz z lekkim opóźnieniem przybrał wyraźny i jednokrotny kształt. Kępa liści. Dobra… Powoli opuścił ręce, by zaraz przeczesać nimi włosy, wybierając paprochy po lądowaniu. To samo zrobił z ubraniem, wstając spokojnie. Parę razy jeszcze zamknął i otworzył oczy, by w końcu skierować się na front budynku, w międzyczasie poprawiając ubranie, by nie wyglądać jak po spektakularnej ucieczce przez wioskowe płoty. Naciągnął kaptur.
- A witam serdecznie - rzucił cicho z uśmiechem. Nie omieszkał zauważyć białego mustanga wałęsającego się nieco dalej i choć koń nie odpowiedział na pozdrowienie, Vaymore poświęcił mu parę sekund, mierząc wzrokiem, nim ruszył dalej. Stanąwszy przed drzwiami, zastukał koładką.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Charlotta Chilton on Nie Paź 28, 2018 2:17 pm

Bezsprzecznie nieznajomy lubił dużo mówić, lecz czyż był to grzech? W tym przypadku nie, ale w każdym innym mogło to nieść więcej krwi, aniżeli empatii.
Delikatnie musnęła dłonią koci łeb, życzliwie spoglądając na mężczyznę. Dopiero, gdy ów Joachim zaczął prawić na temat zaciągnięcia się do służby, nieco zdziwione spojrzenie Charlotty przeniosło się na Kaspara. To, co powiedział muszkieter, bezsprzecznie zdziwiło hybrydę, w końcu w Vitrum, w świecie który raczej stronił się od jakichkolwiek warstw społecznych(prócz tych narzuconych siłą) nikt jeszcze dobrowolnie nie poddawał się innym osobom. Z własnej woli częściej wyłapywali towarzyszy, aniżeli potencjalnych pracodawców - jeżeli takowe słowo choćby w małym stopniu było prawidłowe.
-Zaci… - urwała, gdyż wrażliwe receptory słuchowe wyłapały nowy, obcy dźwięk. Kazan, który zerwał się w kierunku drzwi, zanosząc przeraźliwym szczekiem, tylko potwierdził jej przypuszczenia. Kogoś znowuż niosło przed drzwi zamku.
-Wybacz mi na moment, zdaje się, że wzywają mnie obowiązki - zagaiła z ciepłym uśmiechem, wstając - zaraz dokończymy… - zapewniła, ruszając w kierunku drzwi frontowych.
Masywny basior, który z początku w niby szale złości, napierał na drzwi, teraz zdawał się nieznacznie uspokoić, ciekawsko wtykając nos w łączeniu drewnianych wrot. A to znaczyło tylko jedno, niespodziewany gość nie był obcy. Był to ktoś, kogo pies zdążył poznać, albowiem ten nigdy nie reaguje przychylnie na obcych.
Charlotta nieśpiesznie pochwyciła klamkę, drzwi z cichym skrzypnięciem ustąpiły, a platynowe tęczówki zatrzymały się na postaci Cyrusa.
-Kuguar… - zagaiła spokojnie, otwierając szerzej drzwi - wejdź, jesteś strasznie blady - mruknęła z przekąsem - zaparzę Ci ziółek… - i tak nie czekając na chociażby słowo ze strony Vaymore’a, ruszyła w kierunku kuchni - Gdzie zgubiłeś narzeczoną?
avatar
Charlotta Chilton

Liczba postów : 11
Join date : 19/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Kaspar Walker on Nie Paź 28, 2018 3:11 pm

Kaspar wkrótce wrócił do salonu z herbatą. Postawił tacę na stoliku pomiędzy nimi, znajdowała się tam też cukiernica, szklana w ozdobnym, srebrnym koszyczku. Idealnie pasowała do reszty zarówno stylem, jak i wiekiem, który nie omieszkał odcisnąć na niej swojego piętna. Każde zagłębienie, kąt czy rowek w kwiecistych motywach wyraźnie znaczył czarny cień niczym zmarszczka na twarzy poczciwej babci.
Walker usiadł na kanapie, rozkładając na blacie cztery filiżanki. Jedną wziął dla siebie i zamieszał po cichu. Zapatrując się w ciemny płyn, słuchał ich rozmowy, by ostatecznie spojrzeć na Joachima. Miał wrażenie, że… ten nie do końca zrozumiał. Chociaż… Chociaż z drugiej strony coś mu podpowiadało, że to może nie być takie głupie. Ostatecznie sprzymierzeńcy się przydadzą, tak?
Spojrzał na Chery. Już miał się wtrącić z przynajmniej powierzchownym wyjaśnieniem, kiedy odezwał się Kazan niemal równo z drzwiami. Walker zerknął w stronę korytarza czujnym wzrokiem, ale nie podnosił się z miejsca. Zerknął na Kasandrę, a potem na muszkietera, odruchowo zaczynając gestykulować, na czym szybko się złapał. Uśmiechnął się pod nosem i przesunął w bok filiżankę, kładąc na stole notes.

"Nie szukamy ludzi do służby, a raczej godnych zaufania towarzyszy"

Na chwilę zatrzymał pióro nad kartką, rozważając jego słowa. Trzeba było przyznać, że nie do końca mu się podobały.

"Deklarujesz się i sypiesz komplementami, a tak naprawdę nie masz pojęcia, w co się pakujesz. To nierozważne. Tym razem trafiłeś na przyjaciół, ale ta nierozwaga może cię łatwo zgubić"

_________________
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Surrexit Christus, alleluia!
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Cantate Domino, alleluia!
avatar
Kaspar Walker

Karta Postaci
Liczba postów : 15
Join date : 29/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Cyrus Vaymore on Nie Paź 28, 2018 3:28 pm

Szczekanie nie wzbudziło na nim wrażenia. Nie obawiał się psa, podkręcił tylko czujność, by przypadkiem nie zrobić czegoś głupiego. Gdy drzwi się otworzyły, posłał Charlotcie przyjazny uśmiech.
- Cześć, Chery… - Wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi i omiatając wzrokiem przedpokój. - Nic mi nie jest… Ubolewam, ale nie mam czasu na ziółka. - Zsunął z głowy kaptur i podążył za nią. Już miał się odezwać, kiedy na jego usta wpłynął nikły, trochę głupi uśmiech. Narzeczona. To tak… dziwnie ładnie brzmiało. Znaczy… Nie dziwnie, tak niecodziennie. - W mieście - odparł, wchodząc do kuchni. - Wybacz, ale znowu potrzebujemy twojej pomocy. Postrzał w zewnętrzną stronę uda, hybryda, północna dzielnica miasta. - Stanął obok niej, krzyżując ręce na piersi. - Nie mam konia, ale ty chyba owszem.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Kasandra Valley on Nie Paź 28, 2018 4:52 pm

Cicho mruczała, kiedy dłoń Charlotty delikatnie mierzwiła jej futro. Ślepia kota były przymknięte, tym wyraźniej pokazując zadowolenie malujące się na pyszczku. Zdawała się zrelaksowana, a jednak czułe uszy nieustannie monitorowały dźwięki płynące z otoczenia. Śledziła ich rozmowę, by nagle, równo z Kazanem zwrócić łeb w stronę wyjścia. Nie skoczyła do drzwi, nie podniosła nawet jednej łapy, jak gdyby cała ta sprawa nie była warta takiego wysiłku. Odprowadziła Chery wzrokiem, po czym leniwie wskoczyła na jej fotel i usadowiła się tam wygodnie. Dało się zauważyć, że jedna z filiżanek była szersza. Kasandra nachyliła się nad stołem i podsunęła ją sobie bliżej. Oparła o blat swe duże, okrągłe łapy i zbliżywszy pysk do tafli herbaty, zaczęła pić. Niespiesznie i elegancko poruszała różowym językiem, nie wychlapując ani kropelki.
W pewnym momencie znieruchomiała, by zaraz zerknąć na przechodzących korytarzem i dreptającego za nimi psa. Przeniosła wzrok na notes Walkera, patrząc nań bacznie, a zaraz jej zielone ślepia wylądowały na Joachimie.

_________________
A ty, czy ty
zdecydujesz też,
że już nie da się stać,
na oślep trzeba biec?
Po tym, co się tu działo, każdy chyba wie...
Pod drzewem dziś to wszystko skończy się.
avatar
Kasandra Valley

Karta Postaci
Liczba postów : 15
Join date : 29/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Joachim on Nie Paź 28, 2018 9:01 pm

Widząc reakcję psa, Joachim odruchowo sięgnął do broni, ale się powstrzymał. Przede wszystkim należało obserwować, co zrobi pani domu. Jeśli to przyjaciel, to dobrze, jeśli nie, to będzie się mógł wykazać. Pies zaczął robić raban, ale wkrótce przestał, więc musiał to być ktoś, kto już tutaj był. Co jeszcze nie znaczyło, że gość był mile widziany.

Szlachetna pani wyszła powitać przybysza, więc można było założyć, że jest on przynajmniej neutralny. Kiepsko by wypadł, gdyby nastraszył pistoletem jej męża. Joachim wziął filiżankę, ale zmienił pozycję w fotelu tak, że mógł szybko skoczyć na nogi i dobyć broni. Dostrzegł wtedy notes, który imć Walker mu podsunął.

-Człowiek waść prawy, to już żem widział na drodze. Widzę, że waść służy tej damie, więc czemu ja nie miałbym po jej stronie stanąć? Bez patrona szczeznę tu, to już wykoncypowałem. Towarzyszem być i mogę, lecz nie zapełnię tym sakiewki ni brzucha.

Zobaczył, że egzotyczny kot zaczął chłeptać herbatę z filiżanki, i uśmiechnął się. Stworzenie było naprawdę zmyślne. Nie widział jeszcze takiego kota, wyglądał podobnie do panter, które widział w książkach, ale miał białe futro. Pewnie jakaś miejscowa odmiana. Stworzenie przyglądało mu się z zainteresowaniem. Nie była to najdziwniejsza z istot, jakie tu spotkał, ale obok konia jego towarzysza, jedna z bardziej przyjaznych.
avatar
Joachim

Liczba postów : 13
Join date : 12/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Charlotta Chilton on Pon Paź 29, 2018 6:06 pm

Charlotta zatrzymała się w połowie drogi do kuchni, przenosząc platynowe tęczówki na Kuguara. Z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie, a sama Chilton skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
-A miałam nadzieje, że tego nie powiesz... - przyznała szczerze, obracając się na pięcie, aby stanąć tuż przed Vaymorem.
-Północna dzielnica? przecież zanim tam dojdziemy to on...-urwała, słysząc wzmiankę o koniu. Charlott pokręciła energicznie głową - nie jest mój... ale... - zerknęła w kierunku salonu.
Wdech, wydech... spokojnie, myśl racjonalnie, gdzie masz torbę?
Jasnowłosa chwyciła Cyrusa za nadgarstek, wciągając go do salonu, zaraz puściła mężczyznę, ruszając do szafki, aby zacząć sprawdzać zawartość dużej, skórzanej torby
-Kaspar, pożyczę konia, dobrze? - wymruczała śpiesznie, zamykając torbę, zaraz wpychając ją w ręce Vaymora.
Śpiesznie ruszyła w kierunku wyjścia - Słuchajcie się Sandry! -zawołała, łapiąc za klamkę, tym samym otwierając drzwi.
- Kolacja w piekarniku! - dodała, opuszczając budynek.
Powoli zbliżyła się do śnieżnobiałego wierzchowca, starając się go nie wystraszyć. Minusem zapewne było to, że koń nie posiadał ani siodła, ani lejców. Z ust Charlotty wydobyło się westchnięcie, aczkolwiek sama jasnowłosa nie miała zamiaru odpuszczać. Sprawnie skonstruowała ze sznurka prowizoryczne lejce.
-Ty z przodu, ja się trzymam.. - skinęła głową w kierunku klaczy.
avatar
Charlotta Chilton

Liczba postów : 11
Join date : 19/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Cyrus Vaymore on Pon Paź 29, 2018 8:28 pm

- Ale jest u ciebie, więc możemy spytać właściciela - dokończył za nią dość bezproblemowym tonem. Osobiście mógłby pominąć nawet tę ostatnią część, zależnie od okoliczności, ale cóż. To chyba już była decyzja Chery, ufał, że podejmie właściwą.
Lekko uniósł brwi, kiedy go złapała za rękę i pociągnęła za sobą jak to dziecko z przedszkola. Jak przykładne dziecko Kuguar poszedł za nią, przystając tam, gdzie go puściła. Omiótł swobodnym spojrzeniem towarzystwo w salonie. Miał wcześniej zamiar nie zawracać sobie nimi głowy i nie tracić czasu na zbędne grzeczności, ale chyba nie miał wyboru. Posłał zgromadzonym przyjazny uśmiech o typowym dla siebie beztroskim wyrazie.
- Siemaneczko - rzucił, zaraz przenosząc wzrok na Chery. Wziął od niej torbę i przerzucił sobie przez ramię na ukos, po czym również skierował się do drzwi. U wyjścia z salonu machnął im ręką na pożegnanie, ale tylko przelotnie.
Podążył za Charlottą, szybko odnajdując wzrokiem białą sylwetkę. Wziął od Lotki prowizoryczne ogłowie i obejrzał każdy węzełek.
- Jak ma na imię? - rzucił, niespiesznie wysuwając do klaczy dłoń bez rękawiczki. - Spokojnie maleńka… - wymruczał czule, powoli przykładając rękę do końskiego nosa. - Dobra dziewczynka, właśnie tak, nie ma się czego bać… - Przysunął do niej oglowie i dotknął sznurkami policzka białej, by mogła się przekonać, że ów przedmiot nie boli. Bryza postawiła uszy i obserwowała go uważnie, parę razy próbowała zabrać łeb, a jednak Kuguar był szybszy, delikatnie sprowadzając ją z powrotem na poziom swojej twarzy. Przesunął jedną dłoń dalej, za ucho klaczy, by zaraz nasunąć nachrapnik i zarzucić na kark resztę. Biała szarpnęła się. - A nienienie, ćśś, stoimy, stoimy… - rzekł miękko, łapiąc ją za pysk, by nie mogła zadębować, i odczekał chwilę. - Juuż dobrze, nic się nie dzieje… Skąd wzięliście tego dzikusa? - rzucił do Chery, nie spuszczając wzroku z Bryzy. Zawiązał sznurek w okolicy podgardla i przełożył wodze do przodu. - Dzieelna… - Pogładził klacz po szyi. - No to teraz będzie pod górkę.
Przestąpiwszy bliżej jej lewego boku, Cyrus położył dłonie na końskim grzbiecie, by zaraz jednym zręcznym ruchem wywindować się na górę. Na to nie była przygotowana. Bryza zarżała i skoczyła gwałtownie, wyrzucając w powietrze tylne kopyta, co jednak nie pomogło pozbyć się balastu. Vaymore chwilę tańcował z białą, sprawnie kontrując jej wybryki, aż ta zaczęła dreptać spokojnie w kółeczku. Ściągnął wodze, na co klacz zatrzymała się z mocnym opóźnieniem. Pokręciła łbem i spróbowała się wywinąć w bok, szybko jednak doszła do wniosku, że to tak nie działa. Kilka kroków w tył i nacisk magicznie zniknął. Poruszył się, na co instynktownie postąpiła w przód i znowu, jeszcze raz, teraz już nie stanęła, aż do ponownego dyskomfortu na nosie. Biała prychnęła i spróbowała stanąć dęba, lecz Kuguar jej nie pozwolił, mocniej ściągając wodze. Zadreptała w miejscu niezadowolona, ale wydawała się uspokoić.
- No już, dobry konik, nie rzucamy się… - Zerknął na Lotkę. - Wskakuj, Cherysiu.
W każdej chwili był gotowy uspokoić ewentualne bunty ze strony Bryzy, a jednak nie były one tak wyraźne. Poczekał, aż Chery się złapie, po czym pchnął klacz w stronę bramy. Brak jakiegoś sensownego jej zamknięcia zdecydowanie ułatwiał sprawę, Kuguar pchnął kratę, właściwie zostawiając ją uchyloną, po czym popędził konia do galopu na leśną ścieżkę.

z.t.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Kasandra Valley on Pon Paź 29, 2018 8:40 pm

Ziewnęła przeciągle. Taki oto był koci komentarz do całej ich rozmowy. Choć znała tylko połowę, już zdążyła stracić zainteresowanie. Może gdyby mieli coś do jedzenia… A może tamten przyniósł jedzenie?... A może można go zjeść?... Fuknęła cicho. Nie, Sandro, zły pomysł, jeszcze pomyślą, że jesteś dziwna i okażą się złymi ludźmi. Nie chcemy tu złych ludzi, najlepiej więc takich nie prowokować.
Obejrzała się szybko na wchodzących, odprowadziła Lotkę wzrokiem, by zaraz syknąć w stronę Kuguara, który znalazł się za blisko jej puchatej osoby. Zmierzyła go gniewnym spojrzeniem, gdy wychodził, by zaraz przenieść wzrok na ścianę i oblizać pyszczek. Miała pilnować tych dwunogów. Świetnie. Zerknęła na Kaspara, jakby chciała go upomnieć, by nie sprawiał problemów. Po chwili zaś zeszła z fotela i zbliżyła się do anioła, by złapać go zębami za rękaw i pociągnąć w stronę kuchni.

_________________
A ty, czy ty
zdecydujesz też,
że już nie da się stać,
na oślep trzeba biec?
Po tym, co się tu działo, każdy chyba wie...
Pod drzewem dziś to wszystko skończy się.
avatar
Kasandra Valley

Karta Postaci
Liczba postów : 15
Join date : 29/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Kaspar Walker on Sro Paź 31, 2018 8:23 pm

Zerknął krótko na Sandrę, by zaraz wrócić wzrokiem do rozmówcy. Wciąż był sceptyczny do jego słów oraz nastawienia i było to widać. W zasadzie sceptycyzm był jedną z bardziej pasujących do Walkera emocji, miał odpowiednią twarz do sceptycyzmu.
A jednak nie mógł się nie zgodzić z jego ostatnimi słowami, przynajmniej po części. Niezauważalnie wręcz kiwnął głową, przenosząc wzrok na blat stołu. W głowie zawitało mu pytanie, które okazało się ważne. On sam miał zaledwie garść monet o niezatrważającym nominale, nie był pewien, ile posiadała Charlotta i Kassi, ale zważając na to, że ich zwierzyniec się powoli powiększa… Teoretycznie byli samowystarczalni, ale to może nie wystarczyć. W pewnych wypadkach. Gdy zrobi się niebezpiecznie.
Wpadli.
Wyrwali go z zamyślenia. Z zaskoczeniem spojrzał na Lotkę, na mężczyznę, który zachowywał się dość… osobliwie jak na obcego i zaś z powrotem na pannę Chilton. Kiwnął głową w sprawie konia, choć miał wątpliwości co do tego, na ile zda im się właściwie dzikie zwierzę.
Wypadli.
Kaspar mimochodem przeniósł spojrzenie na Joachima, upewniając się, że ten rozumie z tego równie niewiele, a może i mniej. Westchnął cicho i pokręcił głową, przywołując strzępy rozmowy Charlotty, której niekoniecznie słuchał. A powinien. Skrzyżował spojrzenie z panterą, a zaraz uniósł dłonie w geście mówiącym "no już dobrze", po czym poszedł za nią do kuchni.
Zerknął za siebie, sprawdzając, czy Joachim pójdzie za nim, czy jednak woli zaczekać. Zerknął do piekarnika, po czym zabrał się za rozpalenie pod nim ognia.

_________________
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Surrexit Christus, alleluia!
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Cantate Domino, alleluia!
avatar
Kaspar Walker

Karta Postaci
Liczba postów : 15
Join date : 29/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Joachim on Sob Lis 03, 2018 12:43 am

Salon opustoszał, więc z braku innych opcji Joachim skierował się do kuchni. Pantera była naprawdę zmyślna, może nawet zbyt bardzo. Zastanawiał go wyraz twarzy towarzysza. Najpierw go tu przyprowadził, a potem twierdzi, że postępuje nierozsądnie próbując się zatrudnić u właścicielki pałacu. Chyba że... nie miała służby, a meble były trochę bardziej zużyte, niż powinny. Być może wcale bogata nie była. Przeszył go dreszcz. Kto w takim razie utrzymywał resztę pałacu? Walker? Nie może być, jedna osoba by sobie nie poradziła z takim dziedzińcem. Należało się wypytać, tylko ostrożnie.

-Zechcesz mi waść wyjaśnić jedną rzecz? Nie uszło mojej uwagi, że chociaż pałac jest w nienagannym stanie, nie ujrzałem ani jednego sługi, a jak widziałem gotowaniem sam się waść zajmujesz. Nie mnie kwestionować tutejsze zwyczaje, lecz sam jeden waść takiego pałacu chyba by nie oporządził. Czary to, czy coś inszego?

Zaczął podejrzewać, że znalazł się w gorszej sytuacji, niż przypuszczał. Może nawet Walker nie był tym, kim się wydawał... nie zmieniało to faktu, że należało jakoś przeżyć. W mieście nie spotkał nic, co by sugerowało istnienie kogokolwiek kogo możnaby uznać za możnego. Stanowczo nie chciał włóczyć się po nocy. W pałacu pewnie było bezpieczniej, niezależnie od intencji jego mieszkańców. Walker bał się kuszy, demon krwawił z ran, a kotowatemu saracenowi też nieśpieszno było dać się zastrzelić. Tak więc broń dawała mu pewną ochronę. A reszta? Czujność i dobre oko, jak zawsze. Miał nadzieję, że dama rozwieje jego wątpliwości, kiedy wróci. Nie mógł kompletnie nikomu nie ufać, bo jak miałby się czegoś dowiedzieć?
avatar
Joachim

Liczba postów : 13
Join date : 12/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Kasandra Valley on Sob Lis 03, 2018 12:29 pm

  Sandra nie poświęcała przybyszowi więcej uwagi niż było to konieczne, bacznie za to obserwując poczynania Walkera. Zupełnie jakby sprawdzała, czy aby na pewno robi to dobrze, czy przypadkiem niczego nie zepsuje. Cóż, trochę sama się napracowała przy ich kolacji, aczkolwiek niekoniecznie musieli o tym wiedzieć. Usiadła sobie, zgrabnie kładąc łapki blisko siebie. Wtem jej ucho drgnęło, a okrągłe oczy skierowały się na muszkietera. Jeszcze zanim zdążył skończyć mówić, z kociego gardła wydobyło się "rauum" pełne sfrustrowanej pretensji, jakby miała do czynienia z dzieckiem, które za nic nie może zrozumieć prostej lekcji. Była głodna, a ci musieli rozmawiać zamiast pracować.
  Wstała i wyszła, znikając w korytarzu.
  Sandra skierowała się do jednego z pokoi gościnnych, gdzie zazwyczaj nikt nie wchodził. Stanąwszy na dwóch łapach, zręcznie otworzyła sobie drzwi płaską klamką, po czym zamknęła je za sobą. Podeszła do okrągłego, wyblakłego już dywanu na środku pomieszczenia. Łapy nieco się pod nią uginały, jakby dźwiganie własnego ciężaru nagle stało się wielkim wysiłkiem. Zakręciła się dokoła i wbiła pazury w miękką tkaninę. Dreszcz wstrząsnął całym jej ciałem i wyprężył w łuk, stawiając sierść na sztorc. Machnęła gwałtownie ogonem, aż posypały się z niego srebrzyste kłaczki futra. On sam począł się kurczyć, palce u łap przybierały smuklejszych kształtów, pazury skracały się i wypłaszczały, idealnie dopasowując do delikatniejszego wyrazu reszty ciała.
  Odetchnęła raptownie i na moment opadła twarzą na dywan. Nie powinna się zaniedbywać, nie to było jej celem. Pozbierała się z ziemi i stanęła tylko nieznacznie chwiejnie na nogach. Przeczesała włosy palcami, wyciągając z nich kłębki sierści i układając jakoś po ludzku. Otrzepała również resztę skóry z puchu, by zaraz wygładzić materiał sukienki. Kiedy uznała efekt za zadowalający, szybkim i zdecydowanym krokiem udała się z powrotem do kuchni.
  — Imć Walker ma ręce zajęte, jakbyś nie zauważył — rzuciła nieco surowym tonem, kierując wzrok na Joachima.
  Spojrzenie jej sarnich oczu w kolorze ciemnej wody morskiej bez wahania wwiercało się w osobę Francuza, jakby jego obowiązkiem było cierpliwie się temu poddać. Kasandra była odrobinę niższa od Charlotty i dało się to zauważyć, jednak nie umniejszało jej to na wyglądzie. Krucze, delikatne loki idealnie komponowały się z nieznacznie ciemniejszą karnacją. Jej drobne kształty i delikatne rysy przywodziły na myśl porcelanową lalkę, a wyważona, biała suknia do kostek dopełniała obrazka. Była bosa, ale bynajmniej nie wyglądała na przejętą tym faktem, zupełnie jakby był czymś naturalnym i oczywistym.
  — To jasne, że nie widziałeś służby, bo jej tu nie ma. — Ruszyła w jego stronę, by powoli zacząć okrążać mężczyznę, nie spuszczając z niego wzroku. Jej ruchy były miękkie i wyważone, idealnie przemyślane jak u kota. — Żadnego majordomusa, lokaja, ogrodnika, służek czy kucharek, a stan wcale nie jest nienaganny. Wielu rzeczy tu brakuje, jeszcze kilka miesięcy temu wiele pomieszczeń wciąż tonęło w kurzu i pajęczynach, ot proszę, jakie cuda może zdziałać nuda. — Zatrzymała się przed nim i skrzyżowała ręce na piersi, bez wahania zadzierając głowę, by spojrzeć mu w oczy. — Więc twierdzisz, że umiesz walczyć, Joachimie? A co jeszcze umiesz?

_________________
A ty, czy ty
zdecydujesz też,
że już nie da się stać,
na oślep trzeba biec?
Po tym, co się tu działo, każdy chyba wie...
Pod drzewem dziś to wszystko skończy się.
avatar
Kasandra Valley

Karta Postaci
Liczba postów : 15
Join date : 29/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Kaspar Walker on Nie Lis 04, 2018 10:42 pm

  Trzeba przyznać, że obecność kota była w pewien sposób irytująca. Może nie sama osoba Kasandry, bo, wbrew oczekiwaniom, nie miał nic do niej, ale fakt, że ktoś za nim ślęczy i patrzy mu na ręce, był dla Walkera po prostu niewygodny. Nawet w tak prozaicznej sprawie, jak przygotowywanie posiłku. Miał co rusz ochotę odwrócić się i spojrzeć, niejako upewnić się, że to, co właśnie się za nim znajduje, to wciąż jest tylko irbis. To uczucie, prześladowało go latami i wciąż nie mógł się go pozbyć. To nawet nie była niczyja obecność, a jedynie niema groźba, podtrzymywana przez umysł anioła, teraz jednak miał wrażenie, że coś się w niej zmieniło. Była jak wielki pies przykuty do budy.
  Walker właśnie zbudził go ze snu.
  Pytanie muszkietera zaskoczyło go, wyrwało z głębokiego zamyślenia i przez chwilę nie wiedział, co właściwie miał zrobić z łyżkę w swej ręce. Przeniósł wzrok na Joachima i wysłuchał go uważnie. Nawet po przetrawieniu jego pytanie wydawało się dziwne i tylko upewniało, że mężczyzna nie miał żadnej styczności z resztą Vitrum. Gdyby miał, nie pytałby o służbę. Kasparowi przeszło przez myśl, czy ktokolwiek z mieszkańców miasta byłby w ogóle skłonny nająć się na takim stanowisku.
  Niespiesznie, acz twierdząco kiwnął głową na jego ostatnie pytanie. Zdawało się to zupełnie bez sensu, zważywszy na jego złożoność, ale na dobrą sprawę, każdą odpowiedź można by tu uznać za zgodną z prawdą.
  Odstąpił od pieca i już nawet wyjął swój notatnik, kiedy do rozmowy wtrąciła się Kasandra. Walker zerknął na nią nie do końca zadowolonym wzrokiem, ale pokręcił tylko głową. Zostawiając notatnik na ladzie pod ścianą, poszedł poszukać jakichś talerzy i sztućców, które to zaraz zaczął rozkładać na stole. Nie przerywał im pogawędki, jeśli można tak to ująć. Nie spodziewał się, żeby Sandra zaczęła warczeć na przybysza, zwłaszcza jeśli nie było obok Charlotty. Wkrótce sarnia pieczeń znalazła się na zastawie.

_________________
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Surrexit Christus, alleluia!
O... Ooo... Ooo... Ooo...
Cantate Domino, alleluia!
avatar
Kaspar Walker

Karta Postaci
Liczba postów : 15
Join date : 29/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Pałac Mgielny

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach