Wyschnięta fontanna

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Go down

Wyschnięta fontanna

Pisanie by Mistrz Gry on Wto Wrz 25, 2018 8:05 pm









.....Wielki, pusty plac, na którego środku stoi przechylona, równie wielka fontanna. Na jej czubku widnieje czasza w kwiatowym stylu, niczym róża o rozchylonych płatkach. Cała fontanna pokryta jest zielonkawym nalotem, zawilgotniała, zmurszała. Wygląda na to, że woda od dawna tędy nie płynie i nie zamierza tutaj wrócić. Beton jest zimny i w wielu miejscach spękany. Fontanna wygląda, jakby zaraz miała się przewrócić.  
.....Bruk na rynku jest nierówny, kostki są powyrywane, tworząc ostre kamienie, trawa, która między nimi wyrosła jest sucha, o barwie żółtej. Gdzieś po bokach stoją uschnięte drzewa, dotykające smętnie ziemi. Naokoło fontanny poustawiane są ławeczki w ilości czterech, w równych odstępach od siebie. Cały placyk otaczają zniszczone bloki i kamienice, niektóre mają zawalone ściany, większość jednak zachowała się w stanie do użytku codziennego.
.....W tym miejscu lubi wiać, zwłaszcza od rzeki - rynek graniczy z nią na dużym odcinku. Zejście do Auitjeny jest wybrukowane, kostki schodzą nawet kilkadziesiąt centymetrów w wodę, dzięki czemu łatwo można się do niej dostać.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 198
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Pią Paź 12, 2018 10:35 pm

...Właściwie Beatrycze nie miała pojęcia, czemu tu przywędrowała.
Może wynikało to ze znudzenia, jakie opanowało ją po tym, gdy Emrys i ten drugi mężczyzna w garniturze postanowili zająć się własnymi sprawami, pozostawiając ją właściwie samej sobie. Może chciała jeszcze raz poprzechadzać się uliczkami martwego miasta, pooglądać walące się budynki i zarośnięte ulice, cichych świadków upadku Vitrum.
A może… Może po prostu tak wyszło.
Tak czy inaczej, dziewczyna znalazła się tutaj - na starym rynku, i gdy tak szła, usiłując nie zapomnieć drogi powrotnej do domu jej zmiennokształtnego towarzysza, na jej drodze stanęła nieprzewidziana przeszkoda.
Stara fontanna, wyschnięta chyba już od wieków, wyrosła nagle przed Beat, skutecznie blokując przejście. Dziewczę właściwie na początku jej nie zauważyło, była zbyt zajęta tonięciem we własnych rozmyślaniach, toteż jak ogromne było jej zdziwienie, gdy uświadomiła sobie, że stoi dosłownie przed budowlą.
Coś nie dawało jej spokoju, i Beatrice od samego domu Emrysa aż do teraz usiłowała dojść do tego, co właściwie było nie tak. Dziwne uczucie, jakby z tyłu głowy, niby subtelne, ale jednak ciągle nie dające o sobie zapomnieć.
Czy już do reszty traciła rozum? Westchnęła ciężko, i czubkiem buta kopnęła jakiś kamyczek, który dotychczas leżał gdzieś na bruku, nie przeszkadzając nikomu i egzystując sobie na swoim malutkim skrawku ziemi.
Była… Była tutaj sama, a przynajmniej taką miała nadzieję. Nie chciała towarzystwa obcych, bo póki co takie przypadkowe spotkania nie kończyły się dla niej jakoś szczególnie dobrze.
Chociaż i tak powinna się cieszyć, pomyślała sobie, dotychczas ani razu nie została praktycznie poważnie ranna, jedynie celowano do niej po wielokroć… Więc chyba było dobrze.
...Z drugiej strony, czy był to powód do radości?
Nie lubiła sytuacji, w jakiej się znalazła. Z jej dotychczasowych doświadczeń wynikało, że wszyscy tu umieją walczyć przynajmniej na poziomie podstawowym, i że ludzie nie boją się stawać do pojedynku na śmierć i życie.
Beat po prostu tu… Nie pasowała, a przynajmniej takie odczucia krążyły jej ostatnio po głowie.
Potarła powieki palcem wskazującym i kciukiem, zastanawiając się, co właściwie czeka ją w przyszłości.
Czuła się dziwnie.

avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Cyrus Vaymore on Sob Paź 13, 2018 5:25 pm

Jak powiedział, tak też zrobił, z wolna przechadzając się po placu rynku. Każdego trupa, jakiego znalazł między budynkami, skrzętnie potraktował drzewcowym bełtem prosto między żebra. Przy jednym ułamał się grot, ale mówi się trudno. Nie będzie się rozczulał nad jednym, choć... raczej starał się ich nie tracić.
  Tak też po jakimś czasie zanurzył się między kamienice, penetrując czujnie uliczki. W jednej dłoni spoczywała naciągnięta kusza, którą poruszał dość nonszalancko w rytm kroków. Szare tęczówki wodziły po przejściach i oknach, kiedy nagle zastygł w miejscu. Dźwięk toczonego kamyczka tam, gdzie powinny być trupy, nie jest dobrym znakiem. Zwłaszcza, jeśli wiesz, że trupy mają zwyczaj wstawać.
  Cicho i szybko zaraz podniósł kuszę do wysokości klatki piersiowej i wyjrzał zza rogu budynku na plac. Stała tam kobieta, ale zdecydowanie nie była to Vivian. Nie była też nikim, kogo widział w ciągu ostatniego czasu, toteż nie spuścił z czujności. Wycelowawszy broń w środek torsu ciemnowłosej, postąpił kilka szybkich kroków do przodu, stając przy samej krawędzi budynku tak, by jeszcze zasłaniał go z prawej strony.
  — Aani kroku — rzucił stanowczo, aczkolwiek z połowicznym uśmiechem, co nie wydawało się miłym połączeniem. — Kim jesteś i co cię tu przywiało?

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Sob Paź 13, 2018 7:48 pm

Stała tak chwilę, przypatrując się starej konstrukcji fontanny, i zastanawiając się, jak to miejsce musiało wyglądać kiedyś… I mniej więcej wtedy echo przyniosło ze sobą dźwięki butów.
Obróciła się gwałtownie w stronę źródła dźwięku, ale zaraz tego pożałowała – teraz kusza, którą trzymał mężczyzna, była wycelowana centralnie w nią. Mniej więcej wtedy poczuła, jak zimne szpony strachu zaciskają się na jej gardle, skutecznie dusząc i dławiąc.
Celował w nią. Z broni. Zagrożenie było jak najbardziej realne. Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że w obecnej sytuacji jest chyba w najgorszej możliwej sytuacji – gdyby myślała racjonalnie, może potrafiłaby jakoś wybrnąć z sytuacji, ale teraz…
No właśnie. Teraz.
Sam fakt, że stała przed kimś, kto najwyraźniej nie miał dobrych zamiarów, spowodował, że zrobiło jej się zimno – momentalnie odebrało jej możliwość poruszania się, mówienia, mogła tylko patrzeć, patrzeć na obcego z przerażeniem w szeroko otwartych teraz oczach. On był łowcą, ona – zwierzyną, przestraszoną do granic możliwości.
Ale nie to było najgorsze, o nie.
O wiele straszniejsze było to, co przyszło kilka sekund później, gdy już wszystkie mięśnie w jej ciele zastygły w bezruchu podobnym do tego, w jakim zastyga sarna na środku drogi, gdy pędzi na nią rażący reflektorami tir, skrzeczący przeraźliwie klaksonem.
Nadeszły wspomnienia, to, co Beat tak bardzo usiłowała w sobie zdusić każdego dnia, od czasu…
Od czasu…
krewkrewichciałanapodłodzeonastoipośrodkuztakimsamymuśmiechempistoletwdłoniachpistoletpistoletdobrzewieszcotooznaczajesteśofiarąofiarąsłyszyszniezdążyłaśnaczasniezdążyłaśniezdążyłaśterazzabijeiciebiezginieszjesteśzwierzynązwierzynązwierzynąuciekajitakciędopadnieuciekajuciekajuciekaj
uciekajuciekajuciekajuciekajuciekajuciekajuciekajuciekajuciekajuciekajuciekajuciekajuciekaj uciekajuciekajuciekajuciekaj
W desperackiej próbie odepchnięcia od siebie nadciągającej fali obrazów podszytych strachem dziewczyna zacisnęła pięści, wbijając palce i paznokcie w skórę wnętrza dłoni. Nie mogła teraz panikować, nie mogła, słyszysz, nie mOGłA-

Mężczyzna odezwał się, przerywając ciszę, która co prawda trwała zaledwie od kilku sekund, dla Beatrice jednak były to wieki.
Jej twarz przybrała mniej więcej ten wyraz, który pojawia się u ludzi, gdy usiłują udawać, że wszystko jest w porządku, pomimo tego, że tak naprawdę wcale tak nie jest.
Jej przerażenie najbardziej zdradzały jej oczy, ogromne, niebieskie ślepia, które teraz wpatrywały się to w broń, to w twarz mężczyzny. Dziewczyna bała się spuścić mężczyznę z oka, ale z drugiej strony równie mocno bała się na niego patrzeć.
Chciała uciekać, tak bardzo chciała uciekać, ale pomimo swoich największych wysiłków nie mogła ruszyć się z miejsca.
Kolejna chwila ciszy, Beatrice desperacko usiłowała zmusić się do odpowiedzenia Cyrusowi, wymyślić coś, co wydobędzie jej z tej sytuacji… Tylko co? Co może powiedzieć, żeby ten człowiek puścił ją wolno? Jak powinna zareagować?
W jej głowie była pustka, przerywana tylko falami paniki, które trochę niczym fale sztormowe rozbijające się o brzeg usiłowały zniszczyć barierę, którą „utworzyła” Beat, usiłując zahamować nagły atak.
-Ja…- Powiedziała, po czym urwała, jej głos brzmiał jakoś dziwnie. -Ja…. Tu przyszłam.- Wydukała, to było chyba jedyne, co potrafiła w tej chwili powiedzieć.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Cyrus Vaymore on Sob Paź 13, 2018 11:09 pm

  Obserwował ją uważnie, analizując każdy element zarówno twarzy, co i całej sylwetki dziewczyny. Teraz miał już całkowitą pewność, że jej nie zna. To komplikowało sprawę, wolałby mieć przynajmniej sugestię co do tego, z kim może mieć do czynienia. Nie chcąc dać czarnowłosej okazji do ucieczki, nie spuszczał z niej wzroku, zamiast tego wytężył słuch, monitorując najbliższe otoczenie.
  Widział jej strach. Widział go w oczach, w drobnych gestach, w minie, jaką po chwili przybrała. Dobrze znał ten wyraz twarzy, długo mu zajęło udoskonalanie go, by mimo wszystko nie wyglądał tak tandetnie jak to wypadło u ów dziewoszce.
  Powoli i z rozmysłem ściągnął z ust uśmiech, tym samym przybierając bardziej poważnego wyrazu.
  — Tyle to widzę... — odparł nieco znudzonym tonem. Uniósł jedną brew i na ułamek sekundy rzucił okiem gdzieś w bok na przypadkowy budynek. — I może jeszcze powiesz, Trusiu, że przyszłaś tu sama? — Zagwizdał z podziwem i uśmiechnął się rozbawiony. — NAprawdę, gratuluję szczęścia... Nie boisz się sama chodzić po mieście? — spytał zupełnie swobodnie, z nutą zainteresowania w głosie.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Sob Paź 13, 2018 11:41 pm

Właściwie następne słowa obcego tylko umocniły strach dziewczyny i utwierdziły w przekonaniu, że teraz zapewne jest już praktycznie martwa… Co wcale nie pomagało przy narastającej panice, którą coraz trudniej było Beatrycze utrzymywać. Z każdą sekundą stanie przed mężczyzną stawało się coraz trudniejsze, i może nawet by uciekała…
Ale on miał kuszę. Miał kuszę, i jednym ruchem dłoni mógł zakończyć jej marny żywot. Jakieś ostatnie resztki logicznego myślenia kazały zmiennokształtnej stać i się nie ruszać, nie chciała prowokować obcego do strzału, a po postawie Cyrusa odnosiła wrażenie, że mogłaby dostać grotem w brzuch za praktycznie wszystko.
Śledziła wzrokiem chyba każdy jego ruch, jakby spodziewając się nagłego ciosu. Właściwie… Nie czuła już bólu w dłoniach, w które wbijała paznokcie, jakby wszystkie odczucia poza tymi psychicznymi oddaliły się od niej.
Kiedy nazwał ją trusią i ponownie uśmiechnął się w ten okropny, okropny sposób, tak znienawidzony przez dziewczynę, a potem zaczął mówić coś o chodzeniu samotnie po mieście, Beatrycze praktycznie nie była już sobą. Pobladła, i przez chwilę odnosiła wrażenie, że zaraz zwymiotuje prosto na buty obcego. Spróbowała zignorować jednak mdłości, właściwie tylko tego jej brakowało, żeby czuła się jeszcze bardziej okropnie…
Otworzyła lekko usta, chyba chcąc coś powiedzieć, ale w tym samym momencie je zamknęła, uświadamiając sobie, że właściwie nie wiedziała nawet, CO miałaby odpowiedzieć mężczyźnie. W jej głowie nadal wiało pustkami, i chociaż starała się, jak mogła, to jej myśli skupiały się praktycznie tylko na tej pieprzonej kuszy, wyrzuć tą cholerną kuszę, nie mogęnaniąpatrzeć, czemutujestemniechcętubyćtotwoja wła snawinabeattyzawszebyłaświnnanIEPRawdawłaśn ieżekurwaprawdaszmatozawszebyłaświnnawszystkiemuonmiałracjęterazzginieszzginiesziwreszcie zapłaciszzapłaciszzabyciepieprzonąidiotkąkretynkoonmaracjęczemuwyszłaśsamarówniedobrzemogłaśskoczyćzmost-
Czuła się tak, jakby zaczynała się dusić, i właściwie nie było to tak dalekie od prawdy, bo Beat chyba przez chwilę wstrzymała oddech.
Nie odpowiedziała mu.
Nie była w... Stanie.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Cyrus Vaymore on Nie Paź 14, 2018 2:23 pm

  Wodził szarymi oczyma po jej twarzy. Mogła doskonale zauważyć ich zimny wyraz, obojętny i rzeczowy, jakby krytyk kulturalny właśnie patrzył na tandetny i mało interesujący spektakl. Doszedłszy do wniosku, że strach sparaliżował ją dostatecznie mocno, Cyrus na nieco dłuższą chwilę powiódł wzrokiem po najbliższym otoczeniu. Głównie obserwował okna, rogi budynków, uchylone drzwi. Chciał mieć pewność, że są sami. Oczywiście nie miał takiej pewności nawet teraz, ale przynajmniej nic nie wskazywało na to, żeby jego pierwsza teoria miała być prawdą.
  — No dobrze... Załóżmy, że ci wierzę... — odparł, uważnie obserwując reakcję wystraszonej dziewczyny. Niespiesznie opuścił kuszę w chodnik. Uśmiechnął się nieznacznie, zdecydowanie przyjaźniej, niż wcześniej. — Spokojnie, Trusiu, nie będę strzelać... Rzucać kamieniami też nie. — Przełożył kuszę do jednej ręki, ale w taki sposób, by wygodnie mu było dosięgnąć palcem spustu. — Kim jesteś? — Nieznacznie przechylił głowę w bok, podchodząc o krok.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Nie Paź 14, 2018 6:21 pm

Nie wierzyła mu. Mówił, że nie będzie strzelać, ale mu nie wierzyła. Zawsze się tak mówi, ale to wszystko gówno prawda.
Jej spojrzenie podążyło za opuszczaną przez niego kuszą, tylko po to, żeby potem ponownie spocząć na jego twarzy. Mężczyzna rozejrzał się, i mimo tego, że stwarzał pozory bardziej rozluźnionego, to Beatrycze ciągle miała przeczucie, że mężczyzna w każdej chwili będzie gotowy do strzału.
Gdy zrobił krok w jej stronę, odskoczyła w tył niczym oparzona, jednocześnie nieświadomie wciągając głośno powietrze do płuc, i uświadamiając sobie trochę zbyt późno, że tym samym odgrodziła sobie drogę ucieczki fontanną, która znalazła się teraz niepokojąco blisko.
-Nie… Nie podchodź do mnie. - Powiedziała z jakąś desperacją w głosie, usiłując rozpaczliwie wymyślić potencjalny plan ucieczki.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Cyrus Vaymore on Nie Paź 14, 2018 9:28 pm

  Kuguar cofnął się raptownie, kiedy ta odskoczyła. Uniósł wolną dłoń w dość pokojowym geście i przez chwilę wahał się nad kolejnym posunięciem.
  — Doobrze... nie będę — uśmiechnął się nieznacznie, po czym cicho westchnął, po raz kolejny kątem oka kontrolując ramy pola widzenia. Zabezpieczył kuszę i schował ją na plecy. — Patrz, nie mam broni, wszystko gra jak ta gitara. — Uniósł puste dłonie, by jej zademonstrować, po czym opuścił je luźno. — Ostatnio było tu ostro, Trusiu, wziąłem cię za kogoś innego... Ubolewam.
  Skrzyżował ręce na piersi, co wydało mu się najlepszym sposobem na zrobienie czegoś z nimi, by tak nie wisiały same sobie.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Vivian Morttimer on Nie Paź 14, 2018 9:37 pm

Gdzie znowu zaszyła się ta łajza? - Mruczały jej myśli, gdy ta swobodnie przechadzała się między alejkami.
Po co ja go właściwie szukam? - Zerknęła w bok, jakby uciekając od własnego pytania, które zdawało się być zbyt niewygodne.
Szukając racjonalnego argumentu, zaczęła sobie wmawiać, że przecież Cyrus nie jest tu długo. A skoro tak, to może wpakować się w kłopoty. Właściwie sama w to nie wierzyła, ale nic lepszego wymyślić nie była w stanie.
Westchnęła ciężko, unosząc bursztynowe spojrzenie w kierunku nieba.
-A mogłam zostać w domu... - mruknęła cicho z niejakim niesmakiem, jakby fakt, że tu się znalazła, był jej świadomym wyborem.
Gdy orzechowe tęczówki zaniżyły trajektorie lotu, ukazały im się dwie sylwetki, stojące tuż przy fontannie. Z początku się spięła, aczkolwiek po dłuższej chwili rozpoznała w jednej z postaci Vaymora.
Powoli ruszyła w ich kierunku, obserwując czujniej kobietę przy nim.
Przez moment poczuła swego rodzaju złość, w końcu zostawiła go tylko na chwilę, a ten już zabrał się za poskramianie serc przydrożnych pań.
Właściwie, co cię to obchodzi, Viv...
A jednak wyraz twarzy kobiety był daleki do rozanielonego, w dodatku samą dziewczynę zdawała się kojarzyć.
To jest....
Przyśpieszyła kroku, aby zmniejszyć dystans jaki ich dzielił
-Czy ja naprawdę nie mogę spuścić Cię z oczu chociażby na chwilę? - burknęła z niejakim wyrzutem, zatrzymując się tuż przy Kuguarze. Powoli przeniosła wzrok w kierunku Beatrice
-A ty co tu robisz? - mruknęła dość nonszalanckim tonem - Szczurek nie będzie zachwycony.
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Nie Paź 14, 2018 10:58 pm

Ponownie zastygła w bezruchu, ale tym razem… Ze zdumienia.
Schował broń? Czyli… Czyli jednak nie miał złych zamiarów? Nie, to nie mogło być prawdziwe, to na pewno jakiś trik, sztuczka, przecież… Przecież dopiero co do niej celował.
Co, jeśli… Jeśli gdy nie będzie patrzeć, to obcy właduje jej jeden z tych bełtów w plecy? Ale z drugiej strony może faktycznie nie chciał źle, chyba…
Nie, czemu to miało by być takie proste? Przecież to się nie zdarzyło wcześniej, to nie było…

Przez chwilę dosłownie po prostu stała, patrząc się, i tocząc wewnętrzny spór. Nie spodziewała się tego, nie była na to gotowa, i prawdę mówiąc nie chciało jej się wierzyć w to, że mężczyzna nie chce jej zabić. Doznała dość silnej konsternacji, i po raz kolejny w przeciągu tych kilku chwil nie wiedziała, jak zareagować… Z jednej strony odczuła pewną ulgę, z drugiej napięcie nadal jej nie opuszczało, bo dziewczyna jakoś nie potrafiła dać wiary w to, co się właśnie działo. Albo inaczej, jej instynkt, mózg, psychika nie potrafiły pogodzić nowej sytuacji z wcześniejszymi doświadczeniami.
Pewnego rodzaju niedowierzanie chyba przez chwilę pojawiło się na jej twarzy, tylko po to, żeby ułamek sekundy później zniknąć. Wydała z siebie coś w rodzaju cichego “uhm..”, i mniej więcej wtedy… Pojawiła się kolejna osoba. Osoba, którą Beat kojarzyła.
To była ta kobieta, która wtedy, w Podziemiach jako jedna z pierwszych weszła do celi, i oczywiście postanowiła pogrozić Beatrycze bronią. Mózg zmiennokształtnej właśnie miał zacząć ponownie bić na alarm, i zmusić dziewczynę do jeszcze większego stresu… Ale wtedy nie-tak-nieznajoma odezwała się, ponownie zaskakując ciągle zestresowaną ciemnowłosą.
Ona… Też?
Dziewczyna totalnie zgłupiała, przez głowę przebiegła jej jakaś ulotna myśl, mówiąca, że Beat chyba nie jest w tym samym Vitrum, co wczoraj.
Nie, nie mogła im zaufać… Prawda? Jeśli ta kobieta trzymała z tym facetem, a on miał ją na celowniku… Ale z drugiej strony...
I wtedy obca zwróciła się do
-Szczu… Emrys. - Wymamrotała Beatrice, nagła myśl przebiła się z chaosu wymieszanych, rozbieganych słów krążących po jej głowie.
Emrys. Anioł. Misja.
To rozjaśniło jej odrobinę umysł, skupiła całą moc obliczeniową mózgu tylko na nim, usiłując nie myśleć o krwipociskachśmiercinieżyjąsłyszysznieżyj-
-Ja… - Zaczęła, potem jednak szybko zamilkła, uświadamiając sobie, że właściwie… To nie wie, czemu tu jest. Dlatego postanowiła “ugryźć” temat z innej strony. -Emrys… Emrys miał szukać jakiegoś… Anioła, czy coś. - Powiedziała cicho, jej głos brzmiał w sumie słabo.
Świadomość chyba zaczęła do niej wracać, bo nagle uświadomiła sobie kilka rzeczy jednocześnie - po pierwsze, bolały ją wnętrza dłoni, tak samo, jak klatka piersiowa. Po drugie - źle jej się oddychało, i nie była z tego zadowolona. Po trzecie - czuła się słabo, i właściwie to… Czemu ona tak mocno zaciskała pięści?
Jej oczy, wcześniej przerażone i wręcz zwierzęce, teraz nabrały jakby bardziej inteligentnego wyrazu, i chociaż nadal krążyła w nich iskierka strachu, to jakby przygasła, ustępując miejsca swoistej konsternacji.
Poczuła, że nogi się lekko pod nią uginają - tylko tego jej brakowało, paść na pysk przed potencjalnymi oprawcami - więc pomimo protestów swojego instynktu, który krzyczał, że nie może pozwolić sobie na spoczynek, i że ma uciekać, oparła się o murek fontanny, jednocześnie nerwowo zabierając kosmyk włosów z twarzy.
Chyba ciągle była w szoku… A przynajmniej tak wyglądała.
Cholerna klatka piersiowa jak na złość nie chciała przestać boleć, to chyba było serce i ciemnowłosa już chciała zacząć (ponownie) panikować i przewidywać swą rychłą śmierć z powodu zawału serca, ale wtedy uświadomiła sobie, że właściwie to nie jest pierwszy raz, kiedy coś podobnego się dzieje…
Lekarz mówił, że to od stresu. Że ma przestać się martwić, i najlepiej wyjechać na urlop. Nie posłuchała go, oczywiście, stwierdziła, że urlop tylko by jej zaszkodził… Właściwie… Dlaczego teraz myślała o urlopie?
Zapatrzyła się w ziemię, a potem spojrzała tępo na swoją dłoń, której wnętrze zdobiły świeżo odciśnięte w skórze ślady jej obgryzionych paznokci.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Cyrus Vaymore on Pon Paź 15, 2018 10:27 am

Czarnowłosa zdawała się uspokoić nieco, co też wewnętrznie uspokoiło Cyrusa. Sianie paniki na swój temat nie było dobrym posunięciem i teraz jego myśli niczym surowy profesor zaczęły mu robić wykłady o lekkomyślności.
Wtem obejrzał się, słysząc znajomy głos.
- Co ja zrobiłem? - uśmiechnął się niewinnie, by zaraz zerknąć na Beatrice. Powiódł palcem od jednej do drugiej. - To wy się znacie?...
Emrys… - powtórzył w myślach. Nie był pewien, dlaczego Vivian nazwała go szczurkiem, ale zważając na to, że to Vivian, powodów mogło być wiele.
- Anioła… To najprościej po tej tam drugiej stronie… - uśmiechnął się pod nosem, by zaraz zerknąć na panienkę Morttimer, która zdawała się bardziej zorientowana w sytuacji.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Vivian Morttimer on Pon Paź 15, 2018 10:55 am

Skrzyżowała ręce na piersi, nieznacznie mrużąc ślepia. Z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie. Powoli przeniosła wzrok w na Kuguara, przechylając łepek w bok
-Nic, tylko szukasz kłopotów - wymruczała z niejaką pretensją, nieco przesadną, ale miała w tym swój cel, który przed momentem zmaterializował się w jej umyśle.
-Najlepiej w ogóle się nie oddalaj, dopóki nie ogarniesz jak to funkcjonuje... - oświadczyła, zadzierając nos ku górze. Tak, to było to, pretekst którego potrzebowała, aby ten włóczykij przestał działać na własną rękę.
Słysząc kolejne pytanie Vaymora, Vivian powoli przesunęła tęczówki na dziewczynę.
-To jest, zdaje się, młodsza siostra szczurka... - oświadczyła, wciąż wpatrując się w Beatrice - Jak to tam z wami jest? - Wprawdzie wtedy w podziemiach nie padło takie czy podobne stwierdzenie. Aczkolwiek zachowanie obojga kazało wysnuć podobne wnioski.
Uniosła jedną z brwi, gdy Beatrice się odezwała, zerknęła na Cyrusa, a z jej ust wydobył się śmiech
-Oh Szczeniaczku, dużo jeszcze przed tobą.. - stwierdziła z niejakim rozbawieniem, zaraz przenosząc uwagę na Beatrice
- Nie mógł iść z tym do Łysego? zdaje się, że jego panienka jest aniołem, jak nie ona to pewnie jakiegoś zna...- umilkła na moment - chyba...
Wtem Vivian zdawała się nieco ożywić, jak gdyby właśnie przypomniała sobie coś ważnego
-Wiesz gdzie jest? On albo Łysy? - pociągnęła z większym przejęciem, wpatrując się w dziewczynę - Nie powinnaś biegać teraz samopas... -zerknęła na Kugusia, dodając z wyrzutem - nikt nie powinien...
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Pon Paź 15, 2018 1:56 pm

Cóż, z obecnej wymiany słów wynikało, że ta dziwna dwójka chyba faktycznie nie miała złych zamiarów, chociaż Beat nadal była w jakiś sposób zadziwiona tym faktem. Chyba nie przywykła jeszcze do praw panujących na Vitrum, i to nie było wcale dobre…
Słysząc pytanie Cyrusa, powoli przeniosła na niego wzrok.
-Hm… Powiedzmy… - Powiedziała odrobinę zachrypniętym głosem, słysząc późniejszy żart mężczyzny skrzywiła się lekko.
Nie było jej zbytnio do śmiechu, ta cała pseudodraka z demonem nie podobała jej się i naprawdę dziewczyna bała się o kolegę - nie wiedziała, czy te… Egzorcyzmy nie skończą się dla Emrysa śmiercią.
Potarła czoło kciukiem i palcem wskazującym, nadal bolało ją serce, powinna spróbować się uspokoić, w końcu nie chciałaby w końcu naprawdę zejść na jakiś zawał. Wdech i wydech. Nabrała powoli powietrza do płuc, musiała się dotlenić, uzupełnić brak powietrza spowodowany wcześniejszym płytkim oddechem... Spokojnie.
Kilka głębszych oddechów, jednocześnie usiłowała uporządkować myśli.
Wszystko jest dobrze.
Jej próby uspokojenia się przerwało pytanie tamtej kobiety, chyba retoryczne, jednak Beat tak czy siak na nie odpowiedziała - jakoś tak odruchowo.
-Znaczy się, uh, to… Nie do końca mój brat.- Powiedziała, opierając swoje ciągle bolące dłonie o bok fontanny. Skarciła się w myślach, bo jej głos nadal brzmiał jakoś tak… Niemrawo. Zamyśliła się przez chwilę.
Właściwie to jaka relacja łączyła ją z Emrysem? Czy mogła go nazwać przyjacielem? Znała go stosunkowo krótko, i wydawało jej się, że było trochę zbyt wcześnie, żeby tak go określić. Z drugiej strony, mężczyzna uratował jej życie, pozwolił jej ze sobą mieszkać i chyba usiłował jej pomagać na swój specyficzny sposób…
Dziwne.
-Ja go znam… I mieszkamy w sumie razem, ale to nie mój brat.- Miała ochotę wcisnąć “chyba” między “mieszkamy” a resztą zdania, ale doszła do wniosku, że skoro Emrys póki co jej nie wygonił, to raczej już tego nie zrobi. Przynajmniej taką miała nadzieję.
Znów spuściła wzrok i utkwiła go w ziemi, ponownie milknąc. To, co działo się w Podziemiach… Gdyby nie zmiennokształtny, to Beat prawdopodobnie wąchałaby już kwiatki od spodu. Na pewno by jej nie oszczędzono, zastrzeliliby ją tak jak resztę bandy Syviana.
Zastrzelili…
Nie myśl.
Nie-tak-obca dalej kontynuowała a zmiennokształtna przysłuchiwała się, po chwili Vivian z żywym zainteresowaniem w głosie postanowiła spytać o miejsce pobytu Emrysa. No i jednocześnie skarcić Beat.
-...Ja… Nie wiem, kto to Łysy.- Chwyciła się za ramię, wpatrując się niepewnie w kobietę i przy okazji marszcząc odrobinę brwi. -Gdybym wiedziała, gdzie polazł, to poszłabym z nim… Mówiłam, że nie powinien leźć sam.- Powiedziała cicho.
Przy okazji uświadomiła sobie, że… Że właściwie wyszła z domu, bo nie do końca miała co ze sobą zrobić po tym, jak Emrys i ten drugi się gdzieś zmyli. Nie chciała chamsko chodzić po domu, który właściwie należał do mężczyzny, więc gdy tylko uświadomiła sobie, że została sama, to po prostu wyszła… Przebywanie sam na sam z własnymi myślami w pustym domu nie brzmiało dobrze, szczególnie, jeśli nie miało się czym zająć.
-Nie mam co ze sobą zrobić… No i nie chcę, żeby… Nie chcę, żeby zrobił jakieś głupstwo. - Skomentowała uwagę o “bieganiu samopas”. Miała złe, naprawdę złe przeczucia.
Emrys jako właściwie jedna z nielicznych osób, które okazały Beat chociaż odrobinę dobroci, mimo wszystko był dla zmiennokształtnej ważny. Stwarzał u dziewczyny poczucie, że nie jest zupełnie sama.
Bała się być sama.
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Cyrus Vaymore on Pon Paź 15, 2018 4:24 pm

Zdawało się, że już jej coś odpowiedzieć, zapewne coś głupiego, ale ostatecznie zrezygnował. Też po części dlatego, że Viv postanowiła kontynuować.
- No dobrze już dobrze… - odparł przymilnie, choć może nie brzmiało to do końca poważnie.
Wbrew pozorom i co nieco własnym oczekiwaniom, nie miał nic przeciwko temu, by trzymać się blisko Vivian. Wręcz przeciwnie… chciałby.
Zerknął na Viv.
- Brzmi obiecująco - zaśmiał się cicho apropo tego, że wiele go jeszcze czeka.
W kwestii Łysego nie wypowiedział się, ograniczając tylko do słuchania. Zbierał informacje, starając się w głowie poukładać fakty.
Zerknął na Beat, a zaraz potem na Viv.
- Jakiś pomysł, gdzie mógłby być? - uniósł nieznacznie brew. Brzmiało to bardziej, jakby chciał spytać, czy będą się tym przejmować.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Vivian Morttimer on Pon Paź 15, 2018 7:07 pm

Mimo tego jak brzmiał zostanie... przynajmniej na to wskazywało. Pytanie jak poważnie to potraktował.
Słuchała Beatrice, obserwując uważnie zmiennokształtną. Właściwie to czy byli rodzeństwem czy nie, nie miało większego znaczenia, gdyż i tak na takich wychodzili.
-Łysy to jego kumpel - umilkła na moment, aby sprecyzować - To ten rudy od anielicy - mruknęła, rozglądając się dookoła.
Jak kamień w wodę. Morttimer westchnęła ciężko
-Muszę go znaleźć... - mruknęła na ostatnie słowa Cyrusa, nieśpiesznie ruszając wzdłuż placu.
Cóż... może nie znali się długo, ale jeśli to co Lazarim mówił było prawdą, musiała ich znaleźć.
-Ruszta dupy... - burknęła z niejaką pretensją - Jak znajdziemy Łysego, to znajdziemy najprawdopodobniej Szczurka, a wtedy pomyślimy co dalej... -uniosła wzrok na niebo.
- za dużo czasu to my możemy nie mieć..- dodała smętnie
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Wto Paź 16, 2018 11:07 am

-Ah… To on.-Mruknęła, przypominając sobie rudego faceta z podziemi. Nie widziała go zbyt długo i nawet mu się nie przyjrzała, ale rudzielczość pamiętała.
-Właściwie po co go szukacie?- Powiedziała już bardziej pewnie patrząc to na Cyrusa, to na Vivian. Wzmianka obcej o jakimś ograniczeniu czasowym zaniepokoiła ją.-Coś mu grozi? To ma związek z tym… Szukaniem aniołów, prawda? - W jej oczach ponownie pojawiło się zaniepokojenie.

avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Cyrus Vaymore on Wto Paź 16, 2018 2:11 pm

  Rudy Łysy... mógł się spodziewać czegoś podobnego i w sumie nie dziwił go taki obrót spraw. Byłby może spytał, gdyby Vivian nie brzmiała tak poważnie. Oj, wyczuwał kłopoty zarówno z jednym, co i drugim delikwentem, a i pewnie to będzie wstęp do czegoś większego. No i jeszcze wojna. To najpewniej przez nią Morttimer chciała ich znaleźć, ale nikt nie powiedział, że będą chcieli jej posłuchać, a... Uśmiechnął się pod nosem. A Vivian nie należy się sprzeciwiać.
  — Ruusztaam... — uśmiechnął się nonszalancko i podążył za nią. — Chodź, Trusiu, bo zaś potem ciebie będziemy szukać — zaśmiał się cicho. Wyrównał z Vivian krok i zerknął na nią. — Chcesz ich zabrać na północ? — rzucił nieco ciszej, by zaraz obejrzeć się na Beat. — O co właściwie biega z tymi aniołami? — Lekko uniósł brew. — Nie żebym coś do nich miał, ale to bynajmniej nie brzmi przyjemnie...

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Vivian Morttimer on Wto Paź 16, 2018 3:48 pm

-Nie wiem... - mruknęła szczerze, apropo zabraniu towarzyszy na północ - Nie wiem też, czy sama tam się udam... - pociągnęła dość ponuro. Nie chciała ich zostawiać, jeśli padnie postanowienie o pozostaniu w mieście i zebraniu się do obrony, miała zamiar zostać .
Zerknęła na Beatrice, a z jej ust wydobyło się westchnięcie
-Wiesz, myślę, że znalezienie anioła to teraz najmniejszy problem... - burknęła, unosząc wzrok w kierunku nieba - Możliwe, że zbliża się wojna, a my będziemy w polu rażenia...
z.t
avatar
Vivian Morttimer

Liczba postów : 46
Join date : 14/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Beatrice G. on Wto Paź 16, 2018 5:54 pm

-Ej, chwila!- Beat odepchnęła się rękami od fontanny, i (pomimo ciągle odrobinę niesłuchających się nóg) podbiegła do odchodzącej dwójki.
Zrównała się szybko z Cyrusem. -Anioły… No wiesz, skrzydlaci ludzie i w ogóle. Hm… Z tego co Emrys mi powiedział…-Mówiła, jednocześnie sporo gestykulując.-...To złapał jakieś demoniczne paskudztwo, czy coś. No i chciał się go pozbyć, i dlatego szukał aniołów. Bo niby go wyleczą.- Tutaj pokręciła głową.-Osobiście wydaje mi się, że to głupie, bo kieeedyś spotkałam taką jedną. No, nie była zbyt miła. - Prychnęła.-Jeśli wszystkie takie są, to nie ma czego szukać… Wzory dobroci, dobre sobie.- Ostatnią część zdania wymruczała pod nosem, do siebie. Widać było, że chyba się rozluźniła.
Wcześniej patrzyła przed siebie, teraz jednak zerknęła na Cyrusa.-I… Nie nazywaj mnie trusią, okej?- Powiedziała z pretensją w głosie.-To nie moja wina, że uh… Mam tak jakby… Problem ze strachem. - Umilkła i zmarszczyła brwi, jakby zastanawiając się krytycznie nad tym, czy zbytnio się nie rozgadała.-...Mam na imię Beatrycze.- Lekko się skrzywiła, chyba nie była fanką swojego imienia.
Na słowa Vivian Beat spojrzała w jej stronę.-Czekaj, co? Jaka wojna? Co się dzieje?- Powiedziała, skołowana niespodziewaną wieścią.
/zt razem z Cyrusem i Viv
avatar
Beatrice G.

Liczba postów : 29
Join date : 11/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Cyrus Vaymore on Wto Paź 16, 2018 10:16 pm

  Pokiwał głową w odpowiedzi na jej słowa, po czym obejrzał się na Trusię.
  — Skrzydlaci ludzie... — Nieznacznie uniósł brew. Cóż, takich aniołów jeszcze nie spotkał, ale niech będzie. Milczał chwilę, słuchając jej. — Zasadniczo mają jakiś interes we włóczeniu się wśród ludzi, więc nie wiem czy takie wzory dobroci... — Uśmiechnął się pod nosem, a zaraz uśmiech ten się poszerzył. — Dlaczego niee? To fajnie brzmi — zaśmiał się i przeniósł wzrok na niebo nad dachami budynków. — Problem ze strachem jest zasadniczo taki, że istnieje — odparł swobodnie. — Be-a-try-cze... — powtórzył w zamyśleniu. — Zwykle słyszałem wersję Beatrix... — Zerknął na nią, nie gubiąc dobrego humoru. — Mogę ci mówić Trixi? — Na moment też spojrzał na Vivian, na trochę dłuższy moment, niż planował. W końcu jednak sam pociągnął temat. — Wojna między sąsiednimi królestwami. Vitrum jest na linii frontu, można powiedzieć, a żadna ze stron o nie nie zadba — wyjaśnił pokrótce, by znów zerknąć na Viv.

z.t.

_________________
Jeśli plan A nie działa, alfabet ma jeszcze 25 innych liter.
Spokojnie.
avatar
Cyrus Vaymore

Karta Postaci
Liczba postów : 35
Join date : 24/09/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Lowery O'Deorain on Wto Paź 23, 2018 7:47 pm

W okolicach fontanny w pobliskich kamieniczkach mieści się niewielkie, całkiem dobrze ukryte mieszkanko. Oczywiście, nielegalne, jednak spełniające rolę tymczasowego schronienia w przeciwieństwie do pełnoprawnej siedziby. Mimo to, właściciele mieli całkiem dobry gust (najlepszy w Vitrum) i nie mieszkali w dziurze. Mieszkanie składało się z wąskiego korytarza i trzech pomieszczeń - salonu, kuchni i małej łazienki. O dziwo funkcjonujący piecyk, dywan zjedzony częściowo przez szczury, jakaś szafka (ponoć na książki, obecnie śpi na niej Erwin), łóżko (oryginalnie go tu nie było, pochodzenie: nieznane) no i kanapa. Na owej kanapie drzemał sobie Lowery O'Deorain, jeden z właścicieli mieszkania. Nieściągnięte buty ułożone na jednym z podłokietników, głowa oparta na drugim i twarz przykryta otwartą książką - typowy Lowery. Gdzie była jego współlokatorka? Pewnie na polowaniu, jak przystało na odpowiedzialnego męża w związku. Lowery natomiast pożytkował wolny czas najlepiej jak umiał - nie robiąc absolutnie nic (ang. nothing).
Ile to już się znali? Na pewno kilka tygodni, może nawet miesięcy? Jego zegarek niby odmierzał godzinę, ale O'Deorain nigdy nie miał pamięci do dat. Tym bardziej, że odkąd ją poznał, jego życie obróciło się do góry nogami (a właściwie z powrotem na nogi, bo wywróciło się kiedy znalazł się w Vitrum). Na początku myślał, że jest zwykłą, wygadaną dziewczynką. Potem dowiedział się, że jest wampirem. Prawdziwym, najprawdziwszym wampirem, nie takim Edwardem, a bardziej Drakulą. W wersji trochę mniejszej. I rudej.
Wszelkie płacze w stylu "jestem dla ciebie niebezpieczna, nie możesz przebywać w moim towarzystwie" były już dawno za nimi. A że Lowery nie ma w zwyczaju podejmować rozsądnych decyzji, postanowił dalej się jej trzymać, pod warunkiem, że go nie zje. Jak na razie nic nie wskazywało na to, by miał się stać napojem energetycznym rudego wampira.
Całe to miejsce wydawało mu się zbyt poważne i mroczne, dlatego bardziej niż zwykle zachowywał się jak dzieciak. Być może wpłynęła tak na niego Harriet, być może dojrzewał w drugą stronę. Nieważne, jaka była tego przyczyna, oboje zachowywali się kompletnie przeciwnie do tego, czego można było się spodziewać po kimś, kto utknął w opuszczonym, zarośniętym mieście bez wyjścia. Istnieje możliwość, że po prostu śmiali się ze swojej beznadziejnej sytuacji, bo wiedzieli, że tak czy inaczej mają przejebane. A mógł nie wychodzić wtedy wieczorem do biblioteki.
Książka na jego twarzy osunęła się nieznacznie, kiedy to głowa opadła mu lekko na bok, a spod pożółkłych stron dobiegło długie chrapnięcie. Świat mógłby się w tym momencie kończyć, a on pewnie dalej by spał. Typowy Lowery.


Ostatnio zmieniony przez Lowery O'Deorain dnia Sob Lis 03, 2018 10:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Lowery O'Deorain

Karta postaci
Liczba postów : 19
Join date : 15/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Klakier on Sro Paź 24, 2018 1:49 pm

To niebywałe jakie figle płata nam los. Zdawałoby się to wręcz idiotyczne, abstrakcyjne. Coś na pograniczu absurdu, goszczące w bajkach braci Grimm.
Kto by pomyślał, że rzeczywistość może być tak daleka od racjonalności. Deja vu - jakby coś mnie zamknęło w jednej z tych powalonych książek, gdzie biegają istoty wyglądające jak plastusie po chorobie popromiennej.
Nigdy nie myślałam, że cyrk odmieńców może szerzyć się na taką skalę.
Gdy weszła do domu, zastała Lowerego w tym samym miejscu, w jakim przyszło jej go zostawić. Dzierżąc w dłoni martwego królika, zbliżyła się do mężczyzny. Pochyliła się, aby to podnieść zrzuconą książkę, którą cicho odłożyła na stół.
Jej piegowate policzki przyozdabiały czerwone smugi, co jasno dawało do zrozumienia, że dziewczynka przed chwilą jadła. Na jej usta wkradł się szelmowski uśmiech, a ona sama, trzymając królika za uszy, zawiesiła go nad głową Lowerego, muskając jego twarz puchatymi łapkami zwierzęcia
-Loooow... - szepnęła, usiłując się nie roześmiać - robimy tripa po tęczyyy... - szepnęła, wciąż smyrając go króliczymi łapkami.
avatar
Klakier

Liczba postów : 18
Join date : 16/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Lowery O'Deorain on Sro Paź 24, 2018 6:59 pm

Całkowicie przekręcił się na bok, a leżąca na jego twarzy książka spadła na podłogę. Nie zrobiło to na nim wrażenia, nawet tego nie zauważył, zamiast tego podkulił nogi do pozycji embrionalnej i spał w dalszym ciągu, nie przejmując się światem zewnętrznym.
Z krainy snów powoli wyrwało go łaskotanie na twarzy, na początku starał się je zbyć, po chwili jednak stało się uciążliwe.
-Głupi kot, więcej nie śpisz na moim łóżku. - mruknął niezrozumiale, zaciskając powieki i starając się zlekceważyć sytuację.
Zaraz.
Przecież on nie miał kota.
Otworzył gwałtownie oczy i obrócił się na plecy, strzepując intruza z twarzy. Widać było po nim, że ledwie powstrzymał krzyk. Z ulgą jednak zorientował się, że po twarzy wcale nie chodził mu szczur (tak jak przypuszczał) ani pająk.
Tuż nad nim stała Harriet, a denerwujące łaskotanie pochodziło od króliczych łap. Martwy królik. Ciężko powiedzieć, czy lepsze to niż szczur.
-Haha, bardzo śmieszne. - mruknął, odpychając trzymanego przez Klakiera królika. Niezdarnie podniósł się i usiadł na kanapie, po czym spojrzał na dziewczynkę. Dłonią przejechał po policzkach, nieudolnie pokazując coś rudowłosej. -Na twarzy. Rąk pewnie też nie myłaś? - uśmiechnął się niemrawo. Zdecydowanie był jeszcze zaspany.
Rozglądnął się po pomieszczeniu, tak jakby przez chwilę zastanawiał się, gdzie był.
-Kogo tym razem pogryzłaś? Któregoś z sąsiadów? - zaśmiał się. Nie mieli sąsiadów, to dopiero prawdziwe szczyty komedii, brawo Lowery. -Albo nie mów, nie chcę wiedzieć. - uśmiechnął się pod nosem, po czym oparł się o kanapę.
Niby przyzwyczaił się już do myśli, że jego przyjaciółka była wampirem, wciąż jednak nie mógł sobie wyobrazić, jak to jest żywić się krwią. Nie bał się (raczej) o swoje życie, w końcu obiecała mu, że jego nie ruszy, no ale jednak.
-Coś ciekawego dzieje się na mieście? - rzucił ironicznie, kładąc głowę na oparciu kanapy. -Jakieś rabunki, gwałty, morderstwa?
avatar
Lowery O'Deorain

Karta postaci
Liczba postów : 19
Join date : 15/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Klakier on Czw Paź 25, 2018 7:13 pm

Harriet roześmiała się dźwięcznie
-Bardzo! gdybyś widział swoją minę... - ułożyła dłonie na policzkach, karykaturalnie się rozdziawiając
- wyglądałeś jak ten typ z obrazu krzyk... - stwierdziła melodyjnie, rozkładając rękę - tylko ty masz jeszcze włosy... - zachichotała dźwięcznie, zaraz przecierając dłonią jeden z policzków. Jednakże zamiast zetrzeć krew, tylko ją rozmazała - już? - jej usta przyozdobił szeroki uśmiech, eksponując białe, wampirze kiełki. To było niesamowicie miłe uczucie, móc się do kogoś tak po prostu szczerzyć jak idiota.
Ruszyła skocznym krokiem do kuchni. Ułożyła truchło na blacie, wyciągnęła myśliwski nóż, zaczynając oddzielać skórę od reszty zwierzęcia.
-Kowalskiego! - zawołała apropo swojej ofiary, zanosząc się radosnym śmiechem
- tego co mieszka pod trójką.. - pociągnęła z widocznym rozbawieniem - ten stary grzyb znowu narzekał, że zbyt głośno puszczasz muzykę...
Co z tego, że była to nieprawda. Co z tego, że sąsiad spod trójki nie istnieje i nigdy nie istniał, a Lowery nie miałby na czym puszczać muzyki, nawet gdyby chciał. Ta odrobina normalności opatulona w żart była lepsza od smętnego użalania się nad rzeczywistością.
-A wiesz... - zaczęła żartobliwie na ostatnie pytanie - na targu jakieś babki pobiły się o worek ziemniaków...- odłożyła królika, ponownie wbiegając do pokoju.
-Ej mam lepszy pomysł! - rzuciła nagle, przecierając rękawem twarz - chodźmy poszukać jakiś owoców! - zawołała z widocznym entuzjazmem - Jestem pewna, że gdzieś muszą rosnąć! mam straszną ochotę na jabłka w karmelu! - oświadczyła, unosząc dłoń. Z jej ust wydobył się pojedynczy gwizd, który zbudził sokoła.
Zwierzę zatrzepotało skrzydłami, zaraz przelatując na lewą rękę dziewczynki.
avatar
Klakier

Liczba postów : 18
Join date : 16/10/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyschnięta fontanna

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach